2007-06-11
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Rzeźnik - 3 dni po (czytano: 381 razy)

Wczoraj mój masażysta powiedział, że mam stopy jak hibbita. Dowcipne bardzo. Ale zajął się całymi moimi kończynami z wielką starannością, delikatnością i profesjonalizmem. Wysmarował mnie nawet jakimiś maściami przeciw opuchliźnie. Dziś rano obudziłam się z mniejszym bólem nóg (udaje się je zginać prawie bezbobleśnie) i mniejszym obrzękiem. Sandały udało się założyć i ruszyć do pracy nieco żwawszym tempem. Żwawszym niż ślimacze.
Po południu próba roztruchtania. Zakładając buty stwierdziłam, że są o dobry numer za małe, choć zwykle były o dobry numer za duże. A ten bieg! Żebyście to widzieli! Myślę, że patrząc z boku wyglądało to tak, jakbym bardzo chciała biec, a niestety wychodzi marsz. W każdym razie na zawodach chodziarskich za ten styl by mnie nie zdyskwalifikowano. Bolały cholerne zakwasy w udach, więc przeplatałam ten mój niby-trucht marszem. Było gorąco, tętno w okolicy 120-130, a ja nawet nie mogę się tym "biegiem" spocić. Zrobiłam tak może ze 4 km w czasie 34 minut. Męczyłam się, ale wiem, że to najlepsza metoda na pobudzenie krążenia i pozbycie się zakwasów. Wieczorem jeszcze będzie solanka. Jutro już z pewnością będzie bosko.
Fotka z Rzeźnika na 3 przepaku. Jeden miły pan postanowił mi pomasować uda metodą mocnego poklepywania. Zdjecie wykonał wasyl.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |