Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [30]  PRZYJAC. [148]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
MEL.
Pamiętnik internetowy
Życie na krawędzi... pięciolinii

Basia Muzyka
Urodzony: 1970-12-03
Miejsce zamieszkania: Warszawa
37 / 192


2007-06-11

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Rzeźnik - 3 dni po (czytano: 381 razy)

 

Wczoraj mój masażysta powiedział, że mam stopy jak hibbita. Dowcipne bardzo. Ale zajął się całymi moimi kończynami z wielką starannością, delikatnością i profesjonalizmem. Wysmarował mnie nawet jakimiś maściami przeciw opuchliźnie. Dziś rano obudziłam się z mniejszym bólem nóg (udaje się je zginać prawie bezbobleśnie) i mniejszym obrzękiem. Sandały udało się założyć i ruszyć do pracy nieco żwawszym tempem. Żwawszym niż ślimacze.
Po południu próba roztruchtania. Zakładając buty stwierdziłam, że są o dobry numer za małe, choć zwykle były o dobry numer za duże. A ten bieg! Żebyście to widzieli! Myślę, że patrząc z boku wyglądało to tak, jakbym bardzo chciała biec, a niestety wychodzi marsz. W każdym razie na zawodach chodziarskich za ten styl by mnie nie zdyskwalifikowano. Bolały cholerne zakwasy w udach, więc przeplatałam ten mój niby-trucht marszem. Było gorąco, tętno w okolicy 120-130, a ja nawet nie mogę się tym "biegiem" spocić. Zrobiłam tak może ze 4 km w czasie 34 minut. Męczyłam się, ale wiem, że to najlepsza metoda na pobudzenie krążenia i pozbycie się zakwasów. Wieczorem jeszcze będzie solanka. Jutro już z pewnością będzie bosko.

Fotka z Rzeźnika na 3 przepaku. Jeden miły pan postanowił mi pomasować uda metodą mocnego poklepywania. Zdjecie wykonał wasyl.

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora







 Ostatnio zalogowani
Duchu
14:03
biegacz54
13:50
Ola*
13:39
szunaj
13:35
manjan
13:35
chris_cros
13:08
arco75
12:55
rys-tas
12:54
maratonczyk
12:32
benfika
12:25
szymk
12:19
remas
11:35
młodyorzech
11:20
soniksoniks
11:01
Wojciech
11:01
arturrow
10:19
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |