2007-06-02
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Masa z niespodziankami (czytano: 270 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: www.masanaautyzm.pl

Rano na Młocinach 10 km podczas biegu entre.pl. Ciepło, miły deszczyk lekko chłodzi. Startuję wolno, po drugim kilometrze zauważam przed sobą Irinę. Jest jakieś 100 m przede mną i biegnie równym tempem. Postanawiam się tego trzymać. Tak docieram do 5 km w czasie 24:26. Potem Irina zaczyna mi odjeżdżać. Widzę ją jeszcze na 6-tym, na 7-mym także, na 8-mym to już nie jestem pewna, czy dobrze rozpoznaję. Albo Irina przyspieszyła, albo ja zwolniłam. Mało we mnie wiary we własne możliwości, a moja głowa podczas biegu nadaje się wyłącznie do humanistycznych rozważań - z matematyki to umiem tylko pomnożyć przez 2 lub 10, ewentualnie dodać do siebie dwie, ale niezbyt skomplikowane liczby. Nie umiem oszacować nic z czasu, który widzę na zegarku. Wiem tylko, że mam szansę zmieścić się w 50', o ile nie osłabnę znacząco. Od ósmego kilometra szłyszę za sobą tupanie i oddech. Sama siebie błagam, żebym się nie odwróciła, bo jeśli to Ruda mnie dogania i chce przegonić, to z pewnością się poddam. Pokusa jednak silna, szczególnie na łuku. Ale się nie daję. Tuż przed 9-tym kilometrem przegania mnie and. Jaka ulga! Biegnę dwa kroki za nią. Ale po 300 metrach atakuję. Teraz ja jestem na prowadzeniu. Nagle widzimy przed nami Irinę zgiętą w pół, a obok jej męża. Cały czas idzie, ale wygląda to poważnie. Od strony mety nadbiegają beata z kimś jeszcze. Mają coś do picia - zapewne zajmą się Iriną. Ja pędzę dalej, przyspieszam coraz bardziej, bo już w dół, już widać metę. Spodziewałam się ataku and, ale jakoś dziwnie biegnę sama. Na mecie czas 49:09. Jestem bardzo szczęśliwa, że udało mi się z tą pięćdziesiątką. Odwracam się i wtedy na metę wpada prawie jednocześnie 5 osób, między innymi and - okazało się, że się zatrzymała przy Irinie. Zastanawiam się, czy mi nie głupio, że też tego nie zrobiłam, ale nie - nie miałabym jej jak pomóc, a przecież sama nie była.
Dekoracje, rozdanie nagród (dostałam proszek do napojów izotonicznych za II miejsce w K-30), losowanie nagród (zdobyłam pochewkę na telefon komórkowy).
Jedziemy na obiad. Dzieci wybierają pizzę hawajską. Objadamy się nieziemsko.
Rejestrujemy się na imprezie rowerowej Masa Na Autyzm. Dzieci już stoją z rowerami, ja po swój jadę nieopodal do pracy. Na miejscu okazuje się, że ktoś zamknął na klucz mój pokój i nie mam jak zabrać swojego rumaka. Wracam. Patrzę ma moje mokre już od kilku godzin buty i skarpetki. Nie ma co. Nie mam roweru, to pobiegnę. Organizatorzy piszą o 10 km. Podobno potrwa to około godziny. OK. Powinnam się wyrobić w tempie 6:00. Udało się, cały czas biegłam. Ale trwało to prawie półtorej godziny. Okazuje się, że trasa miała nieco ponad 14 km. Dla rekreacyjnych rowerzystów może to niewielka różnica, ale ja to czułam od dawna. Pod koniec znów się trochę rozpadało. Pytam dzieci, czy jedziemy jeszcze na warsztaty bębniarskie na barkę Herbatnik, czy wolą do domu. Na szczęście wybierają dom. Moje stopy są w stanie rozkładu. Jeszcze tylko gorąca kąpiel, bo pod koniec przemarzłam i nareszcie można się położyć...
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |