2007-05-31
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| fantastyczny dzień (czytano: 254 razy)

Zacznę od najważniejszego. Mój syn był ze swoją klasą na jakiejś kosmicznej prezentacji, na której był również quiz z wiedzy astronomicznej. Okazało się, że na kilkadziesięcioro dzieci (w tym także szóstoklasistów) to właśnie dziewięcioletni Maurycy popisał się najgłębszą wiedzą w tej dziedzinie. Mam ogromną nadzieję, że pani wychowawczyni w końcu szczęka opadła. W domu wielka radość, bo Mau'y nareszcie miał się czym popisać. I zrobił to w pięknym stylu.
Synu! wiedziałam, że kiedyś ten dzień nadejdzie. Jesteś WIELKI!!!
A po południu bieganie zaczęło się od opieprzenia jakiejś dziołchy, która jak-gdyby-nigdy-nic na ulicy wyciągnęła papierosa i pustą paczkę rzuciła na trawnik. Ale jej się ode mnie dostało! Potem juz w lesie spotkałam agentów KGB Pedra i avp. Byli z Zuzką w trójkołowym wózku, więc mogłam się kilkaset metrów przebiec jako kierowca. Potem widziałam się z małą grupką "ścieżkowiczów" Nike. Dalej goniłam małego zajączka, a podczas robienia podbiegów moją trasę przeciął lisek. Gdy kończyłam zauważyłam śliczną włochatą gąsiennicę, następnie moją siostrę na rowerze i to już było na szczęście wszystko.
To było moje ostatni swobodne bieganie przed Rzeźnikiem, który mi się po nocach śni. W sobotę dyszka na Młocinach, a we wtorek na Kabatach. Sama jestem ciekawa jak mi pójdzie.
Lewa noga (kręgosłup, biodro, kolano, stopa) wciąż boli i w nienajlepszej kondycji. Dyszki jakoś wytrzymam, ale na Rzeźnika chyba będę się musiała naszprycować przeciwbólowo. Chyba.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |