Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [30]  PRZYJAC. [148]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
MEL.
Pamiętnik internetowy
Życie na krawędzi... pięciolinii

Basia Muzyka
Urodzony: 1970-12-03
Miejsce zamieszkania: Warszawa
26 / 192


2007-05-20

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
25 Maraton Toruński (czytano: 323 razy)

 

Maraton Toruński ma być moim ostatnim dużym startem, a zarazem długim wybieganiem przed Rzeźnikiem. Wyjeżdżam z Warszawy w sobotę po południu zabierając do swojego auta kolegę Przeciętniaka, czyli k&k oraz jego żonę Asię i córkę Martę. Przeciętniak będzie brał udział w dwu klasyfikacjach - półmaratonu (bo są to Mistrzostwa Dziennikarzy) oraz maratonu (bo chce zaliczyć sobie kolejny) - dwa pakiety startowe, dwa numery, dwa chipy - śmiesznie.
Na miejscu odbieramy pakiety startowe, zajadamy się pysznym makaronem na pasta-party i w miłym towarzystwie znajomych spędzamy czas na toruńskim Rynku Nowomiejskim do późnych godzin wieczornych. Zasiedzeni na koniec robimy jeszcze kilkunastominutowy spacer poprzepięknej i niezwykle urokliwej Startówce. Na nocleg wprosiłam się do sebstisa, więc noc jest wygodna. Ba! komfortowa! Tyle tylko, że za bardzo nawodniona budzę sie o godz. 4 i nie mogę zasnąć, choć robi się już jasno. Stosuję te swoje jogistyczne metody na rozluxnieni i jakoś jednak podsypiam. Seb budzi mnie o godz. 7.20. Śniadanie, smarowanie, ubieranie, pakowanie i już jedziemy na miejsce startu. Ciepło. Niebo bez chmury. Robię jakąś minimalną rozgrzewkę, ale trzymam się ciągle w cieniu, kolejne powitania ze znajomymi, których wczoraj nie widziałam. Staję w tłumie. Strzał.

Biegniemy, ale jakoś tak wolno strasznie. Pytam tych co obok, czy to jest start ostry, czy może jakiś honorowy. Jednak ostry. Dobrze. Byle na początku nie zaszaleć z tempem. Mam postanowienie na bieg przeplatany marszem - 9' biegu i 1' aktywnego spacerku dla regeneracji mięśni, doprostowania kolan, ustabilizowania oddechu. Od samego początku czuję, że jest strrrrasznie gorąco. Oddech mnie wysusza. Pilnuję zegarka. Zbliżamy się do tabliczki "5 km", a tam punkt odżywczy, ale pusty - wody zabrakło. Tragedia. Następny będzie za nastepnych 5 kilometrów - to jest niebezpieczne w tym upale. Wokoło słyszę, jak inni bluzgają i złorzeczą organizatorom. Mnie szkoda nawet słów. Trzeba biec dalej i jakoś dawać sobie radę. Na szczęście za chwilę mijamy miejsce, gdzie Ci przed nami butelki nie-do-końca opróżnione rzucają na trawę. Zabieram jedną taką i piję. Inni też zbierają. Jakiś kilometr dalej stoi auto organizatora i rozdają wodę - jestem pozytywnie zaskoczona tak natychmiastową reakcją. Spotykam na trasie AnKę i pierwszegogala. Pytają, na jaki czas idę. "Na przetrwanie" odpowiadam krótko. Od 8-go kilometra zaczyna mnie boleć brzuch. Dotychczas moje średnie tempo było niezłe - nieco poniżej 6:00, ale zaczyna spadać. Jeszcze na 10-tym kilometrze jestem godzinę po starcie, ale zaczynam się zginać wpół i nawet podczas krótkich odcinków marszu nie udaje mi się rozluźnić mięśni brzucha oddychaniem przeponowym. Męczy mnie to strasznie. A z nieba leje się żar. Widzę coraz więcej biegaczy, którzy zdejmują koszulkę i kładą sobie na głowę. Z numerów startowych robi się daszek. Żadnego cienia. Dobrze, że mieszkańcy okoliczynych domów wystawiają miski z woda i polewają wężami ogrodowymi. Zawsze trochę chłodnej wody na czoło się przydaje.
Na 15-tym kilometrze już większość tych, którzy są w zasięgu mojego wzroku maszeruje. To "ściana", która dopada nie tylko maratończyków, ale także i tych, którzy mają do pokonania "zaledwie" półmaraton. Nie wygląda to dobrze. Żadnej mobilizacji w grupie.
Na 18-tym kilomerze kryzys totalny. Rozwala mi się mój plan 9+1. Mam ochotę zejść z trasy. Położyć się i rozmasować brzuch. Mam ochotę płakać, ale w tym upale nawet łzy mi wyschły. Piję jakąś wodę i czuję, że mi chlupie w żołądku. Nie. W takich warunkach nie będę dalej biec. W dłoni trzymam żel energetyczny. Trzeba trochę łyknąć, może na ból brzucha nie pomoże, ale trochę cukru na kryzys psychiczny powininno pomóc. Idę. Kawał drogi idę. Z dala widzę autobus, którym wracają do Torunia Ci, którzy skończyli półmaraton. Szczęściarze. Podrywam się do biegu. Mijając autobus podnoszę na chwilę wzrok i trafiam na uśmiechającego się do mnie szkieleta. Także się uśmiacham. A w każdym razie się staram. I... jakoś mi lepiej. Biegnę. Udaje mi się dobiec do mety półmaratonu (2:15) i dalej też, choć chce mi się znów przejść do marszu, to jednak droga prowadzi lekko w dół, więc chcę to wykorzystać. Na agrafce, widzę całe mnóstwo znajomych, pozdrawiamy się. Tu jest nareszcie cień. Wciągam dwa łyki żelu. Wodę podaje mi Gosia z medalem na piersiach, która z piękną życiówką ukończyła półmaraton. Jest na trasie trochę drzew, ale zaraz zaczyna się znów patelnia. Mijam się regularnie z maratończykiem, który rzuca wątpliwość "ale w 5 godzin to się chyba zmieścimy?". O matko! Pięć godzin! Ja miałam jeszcze jakąś nadzieję na czetery i pół. "Chyba się zmieścimy" pocieszam towarzysza.
I tak przesuwamy się dalej. Ja odcinam kilometry jak w centymetrze krawieckim. Za każdym razem, gdy widzę tabliczkę to nagradzam siebie słowami "udało Ci się pokonać kolejny kilometr żywcem". Na puncie odżywczym przy 35 km wciągam resztę żelu z tubki. Biorę też dwie ćwiartki pomarańczy. Brzuch ciągle boli, żar z nieba się leje. Snuje się dalej. Gdy zostało mi do mety "tylko" 5 km postanawiam już nie przechodzić do marszu. Przecież to blisko. Ale się nie udaje. Gdybym biegła non-stop, to mogłabym zemdleć. Idę nawet wiedząc, że zostają mi do mety tylko 2 km. Ale potem biorę się w garść. Na 41-szym już się mocno mobilizuję. Gdy widzę bramę mety przyspieszam. Kolega w żółtej koszulce obok mnie podejmuje wyzwanie, na ostatnich 200 metrach wyprzedzamy 3 osoby, ale on jest przede mną, co mnie ani grzeje, ani ziębi.

Wpadam na metę po 4 godzinach i 50 minutach piekła.


Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora







 Ostatnio zalogowani
jantor
21:46
Borrro
21:41
staszek63
21:35
BonifacyPsikuta
21:34
mittwoch1
21:32
akforce
20:50
szopinho
20:49
krzybocz
20:43
42.195
20:42
Wojciech
20:40
seba1
20:30
maciekc72
20:23
mariachi25
20:18
marczy
19:31
szan72
19:11
crespo9077
18:54
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |