Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

       


Od rana zastanawiam się jak w tych trudnych czasach mógłbym najskuteczniej dokuczyć wszystkim, których obecna covidowa rzeczywistość zatrzymała w domach. Jak dokuczyć tym, którzy nie cierpią zbliżającej się wielkimi krokami zimy i już dziś, na początku jesieni tęsknią za latem. Za plażami, za palmami, za egzotycznym wypoczynkiem z drinkiem w dłoni...

Co jak co, ale złośliwość to jedna z najpotężniejszych motywacji. Gdy człowiek jest zmotywowany, to pokona wszelkie przeszkody by osiągnąć cel. Zwłaszcza, gdy celem tym jest dokuczyć bliźnim… Dlatego też zapraszam Was dzisiaj na opowieść o miejscu, do którego mało kto z nas dotarł, a i nieliczni z nas będą mieli taką możliwość w najbliższych latach. I pamiętajcie, robię to z czystej złośliwości!

Leżąca pośrodku Pacyfiku Wyspa Wielkanocna ma wiele nazw. Easter Island, Isla de Pascua… I w końcu tubylczą: Rapa Nui. Jest wyspą niesamowicie odosobnioną – od najbliższego innego lądu, Archipelagu Pitcairn dzieli ją prawie dwa tysiące kilometrów. Od prawdziwego lądu, kontynentu południowoamerykańskiego wyspę odgradza trzy i pół tysiąca kilometrów oceanu. Jednocześnie jednak Rapa Nui – tej nazwy będę używał w dalszej części artykułu – jest wyspą niewielką. Ma zaledwie 60 kilometrów obwodu, 25 kilometrów długości i kilkanaście szerokości. Jest więc niczym pojedyncza kropla wody zagubiona w największym oceanie na Ziemi.

O wstrząsającej historii tej wyspy i zasiedlających ją ludzi napisano wiele ksiażek. Jeszcze więcej papieru poświecono na opisanie znajdujących się na niej, niepowtarzalnych w skali planety, kamiennych posągach Moai. Posągów, które pod względem tajemniczości oraz liczby teorii opisujących ich powstanie – śmiało mogą konkurować z Egipskimi Piramidami czy Murem Chińskim. Ten artykuł nie będzie jednak o nich. To nie majestatyczne Moaie będą głównym bohaterem tej opowieści – choć oczywiście ze względu na ich rolę nie da się ich tutaj całkowicie pominąć. Pragnąc dokuczyć wszystkim tęskniącym za latem skupie się na może mniej znanym, ale niemniej niezwykłym miejscu wyspy – na plaży Anakena.

Rapa Nui jest, jak większość wysp i archipelagów Pacyfiku, wyspą wulkaniczną. Składa się na nią kilka wulkanów które połączywszy się w jeden ląd spowodowały, że całe jej wybrzeże ma nieprzyjazny charakter – obfituje w wysokie klify, ostre i niedostępne, przepastne brzegi. Dość powiedzieć, że na 60 kilometrowej linii brzegowej… nie ma ani jednego portu. Po dziś dzień statki przywożące na wyspę towary nie są w stanie dobić do brzegu i zatrzymują się na oceanie – skąd wszystkie „dobra” transportowane na ląd są małymi łodziami. Jedyną alternatywą jest wybudowane przez amerykanów kilkadziesiąt late temu, pośrodku wyspy, lotnisko.

Napisałem, że nie ma na Rapa Nui ani jednego portu. Ale w całej swojej niesamowitości natura przygotowała na wyspie niespodziankę. Na samej jej północy znajduje się jedyna w promieniu tysięcy kilometrów zatoka, a w niej… jedyna na całej wyspie plaża. Piaszczysta plaża. Najpiękniejsza plaża świata – nasza tytułowa Anakena.

To liczący zaledwie trzysta metrów długości wybryk natury. Widok zapiera dech w piersiach – tym bardziej, gdy uświadomicie sobie, że to jedyna plaża w promieniu dwóch tysięcy kilometrów. Jedyna zatoka. Jedyne miejsce, gdzie ocean wysypał ze swojego wnętrza piasek i ułożył go delikatnie wzdłuż nagich skał. Ułożył, i przez tysiące lat nie zabrał go podczas następujących po sobie sztormów.

Przy plaży rosną piękne palmy. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt że tubylcy wycięli ostatnie tutejsze lasy palmowe ponad dwieście lat temu. Katastrofa ekologiczna przyczyniła się do zagłady tutejszej cywilizacji, ale Anakena cudem przetrwała. Wystarczy odejść jednak kilkadziesiąt metrów od tego miejsca, a ponownie stajemy pośrodku stepowego, szarganego wiatrem pustkowia, po którym grasuje wyłącznie wiatr. Nad Anakeną zalega jednak cisza. Ale zejście do oceanu tuż poza plażą staje się od razu niemożliwe ze względu na ostre skały. Ocean staje się ponownie groźny i niedostępny.

Jak głoszą przekazywane od dziesiątek pokoleń legendy, to tutaj właśnie, na Anakenie około tysiąca lat temu zeszli na ląd pierwsi ludzie. Byli to uciekinierzy z innych wysp Pacyfiku. Ich wódź, Hotu Matu’a, pokonany w bratobójczej bitwie uciekł tutaj wraz z nieco ponad setką towarzyszy z mitycznej Hawaiki. Różne źródła naukowe wskazują różne daty przybycia pierwszych ludzi na Rapa Nui – od 300-400 roku naszej ery, aż po 1200 r.n.e. Nie ulega wątpliwości, że legenda przedstawia prawdziwe wydarzenia, bo tak właśnie zasiedlano inne pacyficzne wyspy – na małych łodziach, którymi po ogromnych przestrzeniach oceanu przemieszczały się nieliczne rodzinne klany.

Towarzysze pierwszego Króla Wyspy – wspomnianego Hotu Matu’a – objęli w posiadanie wyspę pełną dzikiej i nieokiełznanej przyrody. Pełną ptactwa i zwierzyny. Zaledwie kilkaset lat wystarczyło im by zasiedlić ten skrawek lądu i doprowadzić wyspę na skraj zagłady. Jak się szacuje, w XV-XVI wieku populacja mieszkańców wzrosła do 15 tysięcy osób. Podzielili się oni na dziesięć mniejszych klanów, pomiędzy którymi ze względu na panujący głód doszło do wojen i rzezi. To właśnie podczas ich trwania tubylcy obalili setki kamiennych posągów Moai stawianych przez konkurencyjne grupy. Naukowcy znaleźli dowody, że w tych ciemnych czasach na wyspie dochodziło także do kanibalizmu.

Tajemniczości całej tej historii dodają kolejne legendy oraz ślady archeologiczne mówiące o tym, że kilkaset lat po zasiedleniu wyspy przez przybyszów z Pacyfiku dotarli tutaj także kolonizatorzy z terenów dzisiejszego Chile. Osiedlili się oni w północno – wschodniej części wyspy, na półwyspie Poike. Wkrótce wojna pomiędzy różniącymi się wyglądem i zwyczajami długouchymi a krótkouchymi doprowadziła do eksterminacji tych pierwszych. Ocalał z pogromu tylko jeden długouchy, którego potomkowie podobno mieszkali na wyspie jeszcze na początku XIX wieku.

Badania archeologiczne wskazały Plażę Anakenę jako miejsce najstarszej bytności człowieka na wyspie. Plaża ta, jako wyjątkowa lokalizacja, była także przez setki lat miejscem tajemniczych obrzędów – inicjacji młodzieży oraz publicznego odczytywania nierozszyfrowanego po dziś dzień lokalnego pisma rongo-rongo. Na plaży i w okolicy znaleziono wiele artefaktów oraz kawałków drewna zapisanych znakami tego właśnie pisma.

Wokół Anakeny wyspiarze zbudowali trzy platformy Ahu, na których stały niegdyś posągi Moai. Do dziś najlepiej zachowała się Ahu Nau Nau, która stoi przy samej plaży. Znajdujące się na niej posągi podczas wojen zostały przewrócone i zakopane w piachu, co spowodowało że zachowały się do dzisiejszych czasów w bardzo dobrym stanie. Wydobyto je i postawiono ponownie na Ahu w latach 1978-1980. Cztery z nich jako jedne z niewielu na wyspie posiadają wciąż Pukao, czyli nakrycia głowy będące w rzeczywistości kokami włosów. Dookoła plaży znaleźć można kilkanaście kolejnych zniszczonych posągów – często są to zaledwie głowy lub część tułowia. Jak mówią ustne podania (ze względu na rzeź dokonaną w XIX wieku na tubylcach przez łowców niewolników na wyspie nie ostał się nikt, kto umiałby czytać tabliczki rongo-rongo z zapisaną w nich historią wyspy) – leżące wokół plaży Anakena posągi Moai przedstawiają pierwszych wodzów wyspy oraz najważniejszych wojowników klanu, który wylądował tutaj wraz z Królem.

Nieopodal, u podnóża pobliskiego wzgórza znajduje się kolejne Ahu – ale bardzo nietypowe. Znajduje się na nim wyjątkowo tylko jeden Moai. To Ahu Ature Huki, które podług legend jest najstarszym Moai i przedstawia pierwszego Króla Rapa Nui – wspomnianego Hotu Matu’a. Czy został on tutaj pochowany? Tego niestety nikt nie jest już w stanie dowieść. Podania mówią tylko o tym, że tuż obok, pod Ahu Nau Nau pochowano jego żonę – Vakai. Pewne jest natomiast to, że pod Ahu znaleziono zasłoniętą kamieniami niszę w której złożone były liczne tabliczki z pismem rongo-rongo.

Jako ciekawostkę warto wspomnieć o tym, że mieszkańcy wyspy, jak na Polinezyjczyków przystało, kiedyś byli niezrównoważonymi żeglarzami. Jeszcze w XVII wieku potrafili na drewnianych łodziach wykonanych z pni palm popłynąć dwa tysiące kilometrów na inne wyspy… by zdobyć tam żony i wojenną sławę. Gdy jednak ekologiczna katastrofa przekształciła porośniętą lasami wyspę w step, zabrakło materiału na budowę łodzi i w ciągu zaledwie pokolenia utracili oni wiedzę nie tylko o nawigacji, ale także o budowie łodzi. Stało się to tak nagle, że tubylcy stracili nawet możliwość połowu ryb w oblewającym wyspę oceanie – a to jeszcze bardziej przyczyniło się do klęski głodu.

Plaża Anakena jest miejscem niezwykłym. Nie tylko pod względem przyrodniczym i geologicznym, ale także historycznym i mistycznym. W tym miejscu czuje się dusze wpatrujących się w nas posągów. Dusze pierwszych władców wyspy. Dusze, które wcale nie życzą nam dobrze. To byli wielcy, ale i krwawi wojownicy. Wojownicy, po których dzisiejsi mieszkańcy wyspy – ich potomkowie – odziedziczyli wiele cech. Cech, które wcale nie są przyjacielskie i sympatyczne.

Ale o tym przeczytacie już w kolejnym odcinku mojej wyprawy na Rapa Nui – jedną z najbardziej samotnych i niezwykłych wysp świata.

A teraz oglądajcie zdjęcia i film. I cierpcie. Nie wiadomo kiedy znowu będzie można odwiedzić tę wyspę. Rapa Nui ze względu na globalną epidemię coronawirusa jest znowu daleko od cywilizacji. Kto wie, czy nie dalej niż kiedykolwiek.

Więcej zdjęć z Anakeny znajdziecie na moim blogu 40latidopiachu.pl



Komentarze czytelników - brakskomentuj materiał

 Ostatnio zalogowani
prgutek
02:44
marczy
00:49
Henryk W.
00:12
mariusz67
23:57
fit_ania
23:05
RGT
22:47
Namor 13
22:27
kostekmar
21:54
pawelzylicz
21:47
StaryCop
21:31
FitFreelancer
21:23
Inek
21:20
jaceq
21:17
marian
21:15
tomasso023
21:13
Darek Ł.
21:05
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |