Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

       

Start w maratonie w Omanie był naszym drugim w tym roku startem w ramach projektu 201races.com, czyli próbie przebiegnięcia maratonu w każdym kraju świata. Tydzień wcześniej ukończyliśmy maraton w stolicy Kataru - Doha. Niemniej najpierw opiszemy start w Muscacie gdyż ze względu na zaległości musimy nasze starty czasem opisywać "od tyłu" - póki emocje jeszcze gorące!

A emocje były ogromne. W tym przypadku nie tylko ze względu na start w maratonie, ale na sam pobyt w kraju, który jeszcze niedawno uchodził za jeden z najbardziej izolowanych regionów świata. Jechaliśmy do Omanu prawie z duszą na ramieniu, choć w opanowaniu emocji pomagało doświadczenie wyniesione z udziału w maratonach w takich krajach jak Iran, Palestyna, Gambia czy Liban.

Dusza na ramieniu okazała się zbyteczna. Oman okazał się krajem nowoczesnym, otwartym, przyjacielskim. Ludzie zaś życzliwi, pogodni i uczynni. Po raz kolejny wstyd nam było, że w Polsce nie spotkacie tyle gościnności i tolerancji co w krajach arabskich. Spędziliśmy w Omanie niesamowite sześć dni, podczas których widzieliśmy miejsca jakie zgodnie uznaliśmy za najpiękniejsze na świecie. Grand Oman Canion, Wadi Tiwi i wiele innych. Zbyt jednak mało, na więcej po prostu zabrakło czasu...

O naszej podróży po Omanie możecie przeczytać więcej na naszej stronie
201races.com choć musicie uzbroić się jeszcze w szczyptę cierpliwości - kolejne materiały będą pojawiać się tam sukcesywnie wraz z relacjami z innych krajów. Ale warto zobaczyć choćby to, co już udało nam się zamieścić!

Dziś o samym maratonie. Tradycyjnie, jak to w krajach arabskich, maraton odbył się w piątek. Choć w Omanie obecnie panuje zima, to start maratonu wyznaczono na godzinę 6:30 rano. Nie powinno to dziwić skoro w zimę w Omanie w nocy temperatury oscylują w okolicach 15 stopni, a w południe dochodzą do 30... Podobno w lato, gdy temperatura sięga 50 stopni i więcej, całe życie tu zamiera. A więc pobiegaliśmy w zimę :-)

Jak już pisaliśmy Oman jest krajem bardzo otwartym. W dużym stopniu pozbawionym skrajnych zachowań czy reguł. Można tu pić alkohol (który jednak trudno kupić), kobiety nie muszą chodzić w hidżabach czy abajach - pozostaje to w ich pełnej gestii. Stolica Omanu - Muscat - jest miastem które wręcz zaskoczyło nas swoją europejskością. Czuć się w nim można niczym w Londynie, Wiedniu czy Łodzi. Wieżowce może nie tak ogromne jak w miastach Azji, ale architektonicznie znajduje się tutaj wiele ciekawych miejsc. No i góry, imponujące, okrążające miasto ze wszystkich stron...

Całe szczęście trasa maratonu w góry nie wkraczała. Odbywał się on poza miastem, w okolicach międzynarodowego lotniska. Start i meta usytuowane w specjalnej częściowo zamkniętej luksusowej dzielnicy nad samym morzem, ale większa część trasy biegła niestety po 3-4 pasmowych drogach. Trudno o samej trasie powiedzieć coś miłego, poza tym że była dobrze zmierzona i oznakowana. W panujących warunkach najbardziej doskwierały punkty żywnościowe (w tym przypadku - z napojami), które rozmieszczono co 5 km a nie co 2.5 km (do czego się przyzwyczailiśmy podczas startów w innych "ciepłych" krajach)

Szkoda, ale zaciskając zęby mimo wszystko dało się biec. Gorąco zrobiło się po około dwóch godzinach, więc Ci, którzy finiszowali szybciej mieli lepiej :-) Cóż, dodatkowa nagroda za przykładanie się do treningów!

Nam się jednak nie śpieszyło, i w swoim spokojnym, czy wręcz turystycznym tempie połykaliśmy kolejne kilometry ciesząc się tymi atrakcjami trasy, które udało się nam dostrzec. Pole golfowe, lądujący Boeing, skrawek Oceanu Indyjskiego, zespół ludowy, meczet - nie było tego dużo, ale egzotyka troszkę wynagradzała nam braki ilościowe.

Ostatecznie ukończyliśmy maraton bez jakichś widowiskowych kryzysów czy sukcesów w połowie stawki z czasami 4:32:36 (Michał) i 4:44:13 (Sławek). Swoje zrobił zarówno start sprzed tygodnia w Doha (o którym już wkrótce także napiszemy) jak i wysoka temperatura oraz oszczędzanie sił na kolejny maraton, który już za tydzień w Maroku. Medal znośny, na mecie niestety tylko woda, ale atmosfera panująca w miasteczku maratońskim na plus.

Maraton polecamy głównie wszystkim tym, którzy mają już pewne doświadczenie w podróżach, niekoniecznie arabskich. Jest bardzo bezpiecznie, zaskakująco europejsko, choć niekoniecznie tanio. Jadąc na maraton trzeba jednak bezwzględnie spędzić w Omanie co najmniej kilka dni i cieszyć się niezwykłymi miejscami tego kraju - inaczej będzie to podróż stracona.

Na mnie osobiście Oman zrobił tak duże wrażenie, że pozycjonuję go gdzieś pomiędzy Maderą a Szkocją. Czyli na samym szczycie. Jednocześnie jest łatwiej dostępny niż Iran (od kilku dni ZUPEŁNIE niedostępny dla Polaków), tańszy niż Liban, bezpieczniejszy niż Palestyna i piękniejszy niż Izrael!



Komentarze czytelników - brakskomentuj materiał

 Ostatnio zalogowani
Jarek42
10:02
woper
09:54
syrob
09:50
uro69
09:49
Stru¶ Emu
09:43
marmach
09:34
Admirał
09:33
bali
09:25
WrunnerS
09:13
heelmaes
08:54
yarek74
08:49
Redakcja
08:41
GG
08:38
przystan
08:29
zibi58
08:29
runner
08:25
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |