Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

         

Admin
Michał Walczewski
Toruń
WKB META LUBLINIEC
MaratonyPolskie.PL TEAM

Ostatnio zalogowany
2018-06-25,09:22
Przeczytano: 4874/230936 razy

 ARTYKUŁ 
Srednia ocen:9.8/4

Twoja ocena:brak


Kovel - moja wschodnia przygoda
Autor: Michał Walczewski
Data : 2011-05-12

O VI Biegu Ulicami Miasta Kovla organizowanym z okazji Dnia Zwycięstwa dowiedzieliśmy się wczesna wiosną od znanego z naszych krajowych biegów ulicznych Siergieja Panasiuka. Kovel to miejscowość położona na Ukrainie, zaledwie 70 kilometrów od naszej wschodniej granicy. U naszych sąsiadów liczba organizowanych biegów jest bardzo mała - w ciągu roku jest ich zaledwie kilkanaście, więc tym bardziej uznaliśmy, że warto skorzystać z nadarzającej się okazji i po lutowym podboju Cypru (Festiwal Biegów w Limasoll), tym razem zdobyć biegowo kolejne Państwo - Ukrainę.

Na Bieg Ulicami Kovla wybraliśmy się we trzech - ja z Torunia, Sławek z Opola oraz Piotrek z Poznania. Czwarte miejsce w aucie zostało niestety niewykorzystane z braku chętnych - impreza organizowana była w dość dla nas nietypowym dniu, w poniedziałek, co wiązało się z przypadającym właśnie na ten dzień Dniem Zwycięstwa.

Spotkaliśmy się wszyscy w Warszawie, zapakowaliśmy do auta i wybraliśmy kierunek Lublin. Przepełnieni opowieściami o złośliwych celnikach na granicy, chrzczonym paliwie na stacjach benzynowych oraz milicjantach wlepiających mandaty za niewinność... wjechaliśmy koło godziny 15:00 na Ukrainę.



Rys.1 - po 500 kilometrach jazdy wjeżdzamy do Kovla


Przekroczenie granicy - wszystko w porządku. Nikt nie oczekiwał łapówki, nie byliśmy traktowani z góry, uśmiech, proszę bardzo, witamy na Ukrainie. Pierwsze zdziwienie – zapytany o możliwość wymiany złotówek na lokalną walutę (chrywny) celnik odsyła nas do… znanych nam z dawnych lat cinkciarzy :-) Chłopaki stoją między budkami z jedzeniem, niemal nie ukrywając swojej pracy. Wahamy się, nie znamy nawet kursu wymiany, uświadamiamy sobie, że zawaliliśmy zadania rozpoznawcze :-) W końcu z braku oficjalnych kantorów na granicy decydujemy się na wymianę "ręka w rękę". Na próbę wymieniamy 200 złotych i jak się później okazuje wystarcza nam tyle gotówki niemal na cały, trzydniowy pobyt. Na trzech !!

Ruszamy na wschód szosą M70 i tu kolejne niespodzianki. Pierwsza z nich to droga… Jeżeli ktoś narzeka na Polskie drogi, to koniecznie musi pojechać na Ukrainę :-) Liczba dziur na metr kwadratowy przekracza możliwość zliczenia. W dziury się nie wpada, z dziur się czasem na chwilę wyjeżdża :-) Druga niespodzianka - przez 70 kilometrów dzielących granicę od Kovla nie ma żadnego miasta, miasteczka czy choćby wioski. Droga jak w amerykańskim filmie - kilkadziesiąt kilometrów prosto jak strzelił przez pola i lasy. Przestrzeń, przestrzeń i jeszcze raz przestrzeń, a wszystko to o rzut beretem od Polski. U nas liczba wiosek i osad towarzyszących każdej drodze nie pozwala rozpędzić się między znakami terenu zabudowanego, tam… cóż… Kovel był pierwszą miejscowością przez którą jechaliśmy, a na horyzoncie mignęło nam tylko kilka domów. I trzecia niespodzianka - ruch uliczny na szczątkowym poziomie. Nie przypominam sobie, byśmy stali w choćby trzy-cztero samochodowym korku :-)

Zakwaterowani byliśmy w Hotelu „Nasze Miasto” - szczerze polecamy wszystkim, którzy za rok zdecydowaliby się na podróż naszym śladem. Wjeżdżamy na ogrodzony parking pod hotelem i stwierdzamy, że chyba źle trafiliśmy - dookoła dziewczyny w toaletach, szpileczki, spódniczki. "Jakieś wesele musi być" stwierdzamy. Po czasie okazuje się jednak, że to nie wesele, to zwykli goście klubu, który znajduje się na parterze hotelu :-)

Po zakwaterowaniu, o godzinie 21:00 udajemy się do owego klubu coś wrzucić na ząb. Kolacja przedłuża nam się do gdzieś tak 2-3 w nocy... Jesteśmy pod wrażeniem... jedzenie pyszne, kobiety piękne, wódka zimna i dobra, a na dodatek pełne bezpieczeństwo. Zwiedziliśmy hurtem kilka klubów i dyskotek, i czuliśmy się w nich bezpieczniej niż w Polsce. Wszyscy kulturalnie się bawią, żadnych bijatyk czy szukających zaczepki bramkarzy - mimo tego, że na każdym stoliku stoi wódka. Porozmawiać można z każdym, wszyscy chętnie dyskutują, z każdej strony czuć przyjacielską, serdeczną atmosferę. Przez trzy dni naszego pobytu na Ukrainie nie widzieliśmy nikogo pijącego piwo - wódka to napój narodowy. Do wódki obowiązkowe są tace z jedzeniem, i to tak bardzo, że gdy chcieliśmy kupić samą wódkę, to barmanka nie mogła zrozumieć o co nam chodzi :-)

I od razu, w tym miejscu zaznaczę - tak jak przez 3 dni nie widzieliśmy nikogo pijącego piwo, tak nie widzieliśmy tez nikogo pijanego. Nikt nie szukał zaczepki, wszyscy bawili się ze wszystkimi, nikt nie zataczał się w parkach ani nie spał przy stoliku. Kultura picia alkoholu to coś, czego jako naród moglibyśmy się od Ukraińców uczyć. I podejrzewam, że dziesięciu lat by nam brakło, by się tego nauczyć.



Rys.2 - na starcie sama elita...


Rano postanowiliśmy odwiedzić biuro zawodów by odebrać numery startowe. Bieg startował o godzinie 15:00 ale już od rana całe miasto udekorowane jest z okazji Dnia Zwycięstwa. To niewiarygodne, ale wszyscy mieszkańcy odświętnie ubrani, wolontariusze rozdają kokardy, przemowy, przemarsze, śpiewacy operowi... Największe wrażenie robi na nas kontrast między tym jak w Polsce obchodzi się święta narodowe a jak tutaj. Dla nas każde święto to po prostu dzień wolny od pracy spędzany na nic nie robieniu, oglądaniu TV lub grillu i piwie. W Polsce nikt nie przeżywa wewnętrznie uroczystości, nie towarzyszą nam jakieś specjalne wzruszenia czy przemyślenia. Ot, fajnie, nie trzeba iść do pracy. Tymczasem na Ukrainie wszyscy mieszkańcy miasta odświętnie ubrani wylegają na place i do parków, maszerują w pochodzie, słuchają przemówień, a potem wspólnie piknikują na wystawionych na zewnątrz stolikach. I niesamowicie czuć to, że nie jest to niczym wymuszone, ale że jest to ich święto na które czekali, do którego przygotowywali się, które jest dla nich niezwykle ważne.

W biurze zawodów trochę śmiesznie, bo dziewczyny z obsługi próbują na cyrylicę przepisać nasze imiona i nazwiska :-) Spotykamy kilku Polaków – Marka Zielińskiego z DataSport, który realizuje obsługę informatyczną biegu, Tadeusza Lizuta – Dyrektora Biegu Pamięci Dzieci Zamojszczyzny z Zamościa, Małgorzatę Smolińską z Gazety Wyborczej, Stanisław Marzec - organizator Biegu Sylwestrowego w Nałęczowie. Są też nasi niepełnosprawni – Robert Pawłowicz i Krzysiek Misiurek. Niestety nikt więcej z Polski nie przyjechał.

Spędzamy czas na kibicowaniu biegom młodzieżowym (stojącym na bardzo wysokim poziomie sportowym), zwiedzaniu miasta i uczestnictwie w kolejnych uroczystościach związanych ze świętowaniem Dnia Zwycięstwa. W końcu rozgrzewamy się przed biegiem i stajemy na starcie...

Na linii startu ogarnia nas lęk. Sami "sportsmieni". Musicie wiedzieć, że na Ukrainie bieganie amatorskie praktycznie nie istnieje. Jest tylko kilkanaście biegów, w których startuje po kilkudziesięciu zawodników, ale nie ma wśród nich żadnych amatorów, którzy biegliby dla swojej przyjemności, rekreacji czy jak to mawiają „zdrowatnosti”. Prawie każdy z nieco ponad stu osób na starcie to zawodowiec, a ja, jako 38 letni mężczyzna z widoczną nadwaga jestem już określany przez zawodników, kibiców i samego spikera jako... "weteran". Dobrze, że nie wojenny :-)



Rys.3 - Kenia nie rządzi w czołówce...


Startujemy, i praktycznie na tym się kończy moja rywalizacja. Kilkudziesięcioosobowa czołówka znika mi z widzenia, za mną nikogo, przede mną nikogo… Chociaż niezupełnie – 10 kilometrowy bieg jest organizowany na 6 okrążeniach, i bardzo szybko zaczynam dostawać duble. Zdublowało mnie jakieś 80% uczestników, a kilkunastu po dwa razy :-)

Znajduję jednak bratnią duszę – Gosię Smolińską z Gazety Wyborczej i akcji Polska Biega, i razem z nią powoli człapiemy sobie kolejne okrążenia. Jest upalnie, ale na drugim okrążeniu łapie nas przelotny deszcz. Jego krople natychmiast parują na gorącym asfalcie i wilgotność sięga takiego poziomu, że praktycznie nie da się oddychać. O warunkach mogą świadczyć osiągnięte wyniki elity - czołowi ukraińscy zawodnicy, biegający maratony poniżej 2:10:00 (a nawet 2:07:30) na metę 10 km biegu wbiegają z czasem 30:39 i 30:47 – a dla nich bieganie 28:00 to codzienność...

Najszybciej z nas do mety dobiega Piotrek Bętkowski z czasem 34:25 (o ponad minutę wolniej niż niedawno ustanowiona życiówka). Daje mu to dopiero 16 miejsce... Przed Piotrkiem z Polaków był jeszcze na 11 miejscu Staszek Marzec z czasem 33:37. Drugim z nas jest Sławek Smoliński, który rzutem na taśmę łamie 50 minut (49:25) mimo iż raptem tydzień temu biegał 10 km w Krapkowicach poniżej 43 minut. Ja dzielnie pokonując ostatnie 4 km trasy „metodą Gallowaya” poddaje się, i nawet nie daję rady złamać godziny – 1:00:49 i wstyd kompletny, 4 miejsce od końca na 86 uczestników :-)



Rys.4 - w komplecie na mecie


Na potwierdzenie braku ruchu amatorskiego podam kilka faktów – w biegu wystartowało 86 mężczyzn, z których 43 (czyli dokładnie połowa) pomimo ciężkich warunków i wysokiej temperatury pobiegła poniżej 40 minut. Najszybszy Kenijczyk był dopiero… na 21 miejscu !! Walczył na początku dzielnie, ale Ukraińcy zamęczyli go i zostawili daleko za sobą. Dziesięć razy teraz w Kenii pomyślą, zanim wyślą na Ukrainę kolejnych zawodników :-) Dwadzieścia osób pomimo drastycznej temperatury i wilgotności pobiegło poniżej 35 minut, czyli blisko 20% uczestników… Narzekamy na to, że w Polsce na biegach ulicznych nagrody zgarniają zawodnicy zza wschodniej granicy. Tymczasem tutaj spotkaliśmy wielu biegaczy, którzy do Polski nie jeżdżą, gdyż jak mówią, nie opłaca im się to. Do Polski na zawody wcale nie przyjeżdżają najlepsi i najszybsi...

Wystartowało także 19 kobiet, które rywalizowały na dystansie 6 km. Tutaj także nie było miejsca dla amatorów, ale wspomniana powyżej Gosia Smolińska stawała dzielnie i zajęła 17 miejsce z czasem 36:29. Prawie połowa kobiet pobiegła poniżej 25 minut, czyli w tempie niewiele powyżej 4 minuty na kilometr...

Jak widać, poziom sportowy był więc przytłaczający. Trudno powiedzieć kiedy, i czy w ogóle na Ukrainę trafi moda na amatorskie, rekreacyjne bieganie tak, jak trafiła do Polski. W 60 milionowym kraju biega tylko kilkaset osób, chociaż we wrześniu ma po raz pierwszy zostać rozegrany maraton w stolicy - w Kijowie. Ukraińskie bieganie to głównie bieżnia, z której zawodnicy na „ulicę” trafiają bardzo późno dzięki czemu przyzwyczajeni są do dużego tempa. Charakteryzują się szybkością, wytrzymałością oraz mocną pracą treningową. I co najważniejsze - czołówka jest kilkudziesięciu osobowa, a nie jak w Polsce kilku...



Rys.5 - wszyscy chętnie się z nami fotografowali !!


Na mecie wszyscy dostaliśmy ładne medale polskiej produkcji - zamówione były w firmie Kulej z Kłobucka. Całe szczęście już podczas festynu i obchodów Dnia Zwycięstwa nikt nie wiedział, że przybiegłem na samym końcu, więc dumnie mogłem spacerować z medalem na piersi i błyszczeć wśród mieszkańców i pięknych, długonogich ukrainek jako "sportsmien" :-)

Organizacyjnie biegi na Ukrainie są w powijakach, przypominają te z Polski sprzed 20 lat. Ale na pytanie czy warto pojechać i wystartować odpowiadamy zgodnie: obowiązkowo !!! Przygoda jest olbrzymia, ludzie niezwykle przyjaźni i otwarci. Warto zostać kilka dni, a może nawet pozwolić sobie na zwiedzanie dalszych okolic, na co nam już niestety zabrakło czasu. Życie nocne kwitnie, jest tanio, bezpiecznie i niezwykle serdecznie - każdy z nami chciał porozmawiać, zrobić sobie zdjęcie, spytać czy nam się podoba. Jak powiedziałem na pożegnalnym przyjęciu po biegu - ludzi nie poznaje się zwiedzając miasta i zabytki, ale będąc ich gościem. My byliśmy gośćmi na biegu, i czuliśmy to na każdym kroku.

W przyszłym roku Bieg Ulicami Miasta Kovla odbędzie się w środę, i już teraz robimy rezerwację urlopu w pracy. Przyjedziemy świętować Dzień Zwycięstwa od soboty. Po przygodę i egzotykę nie trzeba jechać kilka tysięcy kilometrów !!

Więcej zdjęć z imprezy ZNAJDZIECIE KLIKAJĄC TUTAJ

Sprostowanie: najlepszym z Polaków uczestniczących w Biegu Ulicami Kovla był 49 letni Stanisław Marzec - organizator biegu sylwestrowego w Nałęczowie. W pierwotnej wersji artykułu zabrakło tej informacji za co przepraszamy !!



INFORMACJA POSIADA MULTI-FORUM
POROZMAWIAJ
Biegi / Biegi - polmaraton

XII Półmaraton Kowelski - Kovel, 9.5.2017

1
2017-04-26
Biegi / Biegi - polmaraton

2016 - XI Półmaraton Kowelski

1
2016-04-15
Biegi / Biegi - polmaraton

2015 - X Półmaraton Kowelski

1
2015-04-22
Biegi / Biegi - polmaraton

2014 - IX Półmaraton Kowelski

11
2014-05-12
Biegi / Biegi - polmaraton

2013 - VIII Bieg Półmaraton Kowelski - Ukraina

6
2013-05-10
Biegi / Biegi - zagranica

2012 - VII Bieg Zwycięstwa - Kovel - Ukraina

16
2012-06-02
Biegi / Biegi - zagranica

2011 - VI Bieg Zwycięstwa - Kovel - Ukraina

34
2011-05-16


 Ostatnio zalogowani
RobertG10
10:05
Cyniu Mieszko
10:02
sywan
10:01
gustav000
10:00
kos 88
10:00
wolodia
09:57
rlebioda
09:56
damian.cabaj
09:55
Zielu
09:53
esperlando@onet.eu
09:50
Basia
09:47
FiKa
09:47
mizaj
09:45
Artur Walkowiak
09:42
eldorox
09:41
zziajany
09:39
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |