Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

   

Przeczytano: 3696 razy (od 2006-07-20)

 ARTYKUŁ 
Srednia ocen:0/0

Twoja ocena:brak


Maraton po Maratonie – Poznań 2003
Autor: Krzysztof Grzybowski
Data : 2003-10-12

Autor: Krzysztof Grzybowski, Data 12.10.2003 r.

Z powodu nie odbycia się i w tym roku mojego ulubionego Biegu na 100 km w Kaliszu, wybrałem się ponownie na IV Poznań Maraton. Korzystając z ofiarowanej nam przez organizatora z zniżki kolejowej, pojechałem tam - w dniu maratonu - pociągiem z kolega klubowym Marianem Moszko. Podróż przebiegła spokojnie i o dziwo dotarliśmy do Poznania niemal idealnie ( 7:54 ) według rozkładu jazdy. Niebo było pochmurne, zaciągnięte gęstą mgłą. Było dość ciepło, z lekkim wiatrem. Coroczny udział w Biegach Sylwestrowych na Malcie ( w tym roku będzie po raz 20 ) spowodował, że do biura zawodów dotarliśmy dość szybko.

W biurze pomimo sporego tłoku, potwierdzenie naszego udziału przebiegło szybko i sprawnie. W otrzymanej reklamówce była koszulka, masło czekolada, herbata i parę innych drobiazgów. Ta sama sprawa zaistniała pobranie chipów. Organizatorzy widać wyciągnęli wnioski z poprzedniego roku i przygotowali tym razem trzy punkty wydawania chipów. Po krótkich rozmowach ze spotkanymi kolegami udaliśmy się w kierunku szatni. Po drodze zatrzymaliśmy przy przygotowanych przed hangarami bufetami,gdzie wypiliśmy kawę. Było ich parę z przygotowanymi stołami z dużymi parasolami. Umieszczenie parasoli nad stołami było posunięciem trafionym w dziesiątkę. Uratowały one po biegu nie jednego przed sporym z moknięciem podczas zakończenia imprezy, a szczególnie przy losowaniu nagród.

W szatni panował spory tłok, pomimo ze organizatorzy z porównaniem z ubiegłym rokiem dali do dyspozycji uczestnikom więcej pomieszczeń do przebrania się. Nie miałem zamiaru się tam tłoczyć, więc przebrałem się na korytarzu. Zrobiłem to w ostatniej chwili, bo i tam zacząło robić się co raz ciaśniej. Przebrałem się dość szybko i opuściłem szatnię . Nie miałem zamiaru wąchać różnych rodzajów smarów w tym nieśmiertelnego Ben-Gaja. Pomysły niektórych uczestników z smarowaniem się w szatni jakimś smarami, a szczególnie Ben-Gajem w takim tłoku uważam delikatnie mówiąc za niepoważne. Nie dość ze panuje duży tłok, spory zaduch, to do tego jeszcze duszący zapach ( czyt. smród ) różnego rodzajów smarów. Trudno wtedy wręcz złapać oddech.

Szatnia depozytowa, do której oddaliśmy swoje torby została umieszczona w hangarze nr.4 Panował tam tłok, ale obsługujący ją młodzi ludzie robili wszystko, aby szybko i sprawnie obsłużyć wszystkich. Nie wiem czy się im to udało, bo do startu zostało około dziesięć minut, a osób w kolejce nie ubywało.

Punktualnie o godz. 11:00 przy brzmieniu muzyki Chariots of Fire ( Rydwany Ognia ) Vangelisa na trasę maratonu wyruszyło ponad 2000 uczestników, a ja w raz z nimi. W takiej liczbie uczestników dawno nie biegłem w Polsce. Przypomniały się mi lata 80 i start w Maratonie Warszawskim. Ten samy tłok na starcie, pokonywanie pierwszych metrów tuptając prawie w miejscu i dopiero po przebiegnięciu paru kilometrów „złapanie” własnego tępa biegu. To było to czego dość dawno nie było w Polsce. Na trasie maratonu można było spotkać grypy kibiców, którzy głośnym dopingiem i grą na instrumentach własnej produkcji zgrzewali maratończyków do walki z dystansem. Porównując do innych maratonów (np. Dębno, Gdańska ) to w Poznaniu spotkałem się z największym (od ładnych paru lat)zainteresowaniem się ludzi odbywającym się w ich mieście maratonem. Punkty odżywiania i odświeżania działały dość sprawnie. Do wyboru zawodnicy mieli wodę, Isostar, banany, oraz namoczone wodą gąbki.

Tylko jedna sprawa rzuciła się mi w oczy. Na trasie nie widziałem służb medycznych, tylko bardzo młode dziewczęta na punktach medycznych. Na trasie tez nie widziałem kursujących karetek pogotowia, które by mogły służyć swoją pomocą potrzebującym uczestnikom, oraz były gotowe do szybkiej reakcji w wypadku zagrożenia życia. Takie kursujące karetki były np. w Gdańsku gdzie z pomocy lekarskiej można było szybko skorzystać. Sprawa pomocy lekarskiej w Poznańskim Maratonie może była rozwiązana inaczej, ale bliski kontakt z uczestnikami dawała gwarancje szybkiej reakcji na zaistniałe sytuacje, oraz dawała im poczucie bezpieczeństwa, ze ktoś nad nimi czuwa.

Krótkie przygotowanie się do maratonu zrobiły swoje. Biegło się mi go dobrze, a momentami bardzo dobrze. W końcówce zacząłem odczuwać maraton w nogach, ale to mi nie przeszkodziło zrobić szybszą końcówkę na ostatnich dwóch kilometrach.

Nie będę opisywał swojej walki z trasą. Bo to nie było tak ciekawe, jak to co było po biegu. Jak to później określiłem – Po minięciu mety dopiero się zaczął „maraton”. Na początki nic takiego nie zapowiadało. na mecie pogratulowano mi ukończenia biegu i powieszono na szyi medal. Dla uczestników kończących maraton czekały przygotowane ławeczki, na stołach były jabłka i banany. Można było się napić izostaru. Po chwili odpoczynku udałem się do szatni depozytowej po swoją torbę. I tam przeżyłem mały szok Duża kolejka, a raczej spory tłok. Praktycznie się przez dłuższy czas nie posuwała do przodu. Czułem przenikliwy chłód i zacząłem dygotać z zimna. Bałem się po takim staniu mogę szybko złapać zapalenie płuc. Po około 40 min oczekiwaniu udało mi się w końcu odebrać swoją - jak bardzo upragnioną – torbę. Trzęsząc się z zimna szybko udałem się do szatni. Miałem nadzieję ze chodź trochę się podczas kąpieli ogrzeję. Spotkał mnie jednak zawód – woda była chłodna i tylko spotęgowała uczucie zimna. Nie miałem wyboru i musiałem skorzystać z tej oferty. Dopiero ubierając się poczułem przyjemne ciepło, otaczające moje ciało.

Tak ogrzany udałem się na metę , żeby oddać chipa. I tu spotkała mnie ( nie tylko mnie ) nie miła niespodzianka. Ktoś komentując maraton powiedział, że było można oddać go w ciągu 5 sekund i odebrać kaucje wysokości 30 zł. Te stwierdzenie się zgadzało co do joty pod warunkiem ze gość miał odliczone 20 zł. Na punkcie zdawania chipów nie miano drobnych, a dziewczyna chodziła wzdłuż kolejki z plikiem banknotów 50 złotowych i pytała się czy ktoś z oczekujących w kolejce ma ową wyliczoną kwotę, gdyż może ona odebrać od niego chipa i wydać 50 zł. Miałem pecha, bo miałem akurat całe 50 zł, lecz nie zastanawiając się udałem się do pobliskich bufetów, gdzie na jednym z nich bardzo uprzejma kobieta rozmieniła mi je na drobne. Tym sposobem uniknąłem jeszcze jednej kolejki, których już maiłem serdecznie dość.

Losowanie nagród pocieszenia przebiegł dość sprawnie pomimo padającego – momentami dość mocno – deszczu. Najwięcej emocji było przy losowaniu samochodu, gdyż każdy z uczestników liczył po cichu ze może będzie tym jedynym szczęściarzem. Nie wyłączając mnie. Nie udało się mi wylosować jakiejkolwiek nagrody, ale nic straconego – na drugi rok może tez będę miał okazję ponownie brać w udział w losowaniu. Przy losowaniu samochodu nie musieli być obecni wszyscy uczestnicy, tak przy pozostały obecność musiała być obowiązkowa. Byłem przekonany ze jak wylosowana nagroda padnie na osobę nieobecną, to przechodzi ona na następne losowanie. Byłem w dużym błędzie. Ku moim rozbawieniu organizatorzy ogłosi

li ze nagroda wylosowana przez osobę już nieobecną, przechodzi na losowanie na drugi rok. Decyzja ta spowodowała sporo komentarzy, których nie chciałbym w tej chwili je cytować, żeby nikogo nie urazić. Decyzje takie są nie do końca przemyślane, powodując niepotrzebne domysły i komentarze, których organizatorzy powinni unikać jak ognia.

Wyniki członków Gorzowskiego Towarzystwa Miłośników Biegania „Amator”:

Grzegorz Miłota - 03:52:30
Marcin Kałasz - 04:09:46
Marian Moszko - 04:38:26
Krzysztof Grzybowski - 03:38:26

Bieg ukończyło około 1500 uczestników, lecz lista ta jest nie kompletna, gdyż brakuje na niej osób biegnących bez chipów. Dopiero po końcowej weryfikacji okaże się tak naprawdę ilu ukończyło Poznański Maraton

Po przybiegnięciu na metę, byłem przekonany ze biorę udział w najlepiej zorganizowanym maratonie w Polsce. Jednak dalsze wypadki zmusiły mnie do weryfikacji mojej oceny. Z pewnością maraton ten w tej chwili jest największym maratonem w Polsce, lecz sprawy organizacyjne będą musiały być zdecydowanie poprawione, żeby Poznań Maraton był uznany za najlepiej zorganizowany maraton w naszym kraju.


Krzysztof Grzybowski
Gorzowskie Towarzystwo Miłośników Biegania
AMATOR
www.amator.and.pl/
bigfut@poczta.onet.pl
korespondent Maratonów Polskich
www.maratonypolskie.pl



Komentarze czytelników - brakskomentuj materiał



















 Ostatnio zalogowani
Bartas33
01:24
Andrea
00:33
tomasso023
00:01
marczy
23:58
Lektor443
23:38
Hari
23:23
AntonAusTirol
23:11
przystan
23:10
heineken
22:46
zamorrad
22:37
gpnowak
22:28
tminik
22:21
michszpak
22:21
maratonek
22:01
stanlej
21:58
mieszek12a
21:26
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |