Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

     

Przeczytano: 1163/844799 razy

 ARTYKUŁ 
Srednia ocen:10/1

Twoja ocena:brak


Moja Praga
Autor: Andrzej Madera
Data : 2018-10-01

Biegając tyle lat (siedemnaście), pierwszy raz wystartowałem poza Polską. Dopiero. To nieomal powód do wstydu :) Lecz tak zachowawczy długo byłem. Po trochę nabieram śmiałości, sportowego I przede wszystkim organizacyjnego rozpędu. Wybór dla wrocławianina był naturalny: Praga. Łatwy dojazd oraz często spotykane w internecie pochlebne opinie o podejściu Czechów do biegaczy. Już na początku to napiszę - wybraliśmy (Aga i ja) bardzo dobrze!

Dwa krótkie, rozgrywane tuż po sobie biegi, 5-kilometrowy Adidas Women Race i 10-tka Birell Prague Grand Prix wszystkim gorąco polecamy!

Stanowią część biegowej ligi, wspólnie z innymi imprezami na dłuższych dystansach organizowanymi przez RunCzech. Po szczegóły odsyłam na strony stowarzyszenia (jest również polska wersja językowa). Bez wątpienia wyrobili sobie silną pozycję, o czym świadczą liczący się sponsorzy (nie tylko ci tytularni) oraz życzliwość władz miasta, skoro mają prawo rozgrywać wrześniowe biegi w samym sercu opanowanego przez turystów praskiego starego miasta.

Przejdźmy do relacji, zanim ulotnią się w mojej głowie różne szczegóły ;) Do Flixbusa wsiadłem dojeżdżając prosto z pracy, gdzie wyjątkowo tego dnia działałem z Garminem na ręku i w biegowych butach :P Droga minęła nam szybko i wygodnie, remontowany dworzec Florenc przywitał odrobiną deszczu tego ciepłego wieczoru. Co chwila gubiąc i znajdując się na powrót, dreptaliśmy sobie do Pragi 7 w Holeszowicach. Niemal u celu skusiliśmy się spytać rowerzystę z małym dzieckiem o hotel i... zostaliśmy skierowani dokładnie w przeciwnym kierunku :)

Skołowani daremnie szukaliśmy naszej ulicy. Aż zagadnął nas tajemniczy człowiek stojący na tym deszczu i poprowadził prosto do celu (dziękujemy!!), zagadując czy to nasza „dovolenka”?. Odpowiedzieliśmy, że tak :) gorące polskie lato przepracowaliśmy przecież bez urlopów.

Zameldowanie w hotelu/hostelu bezproblemowe. Młodzi uśmiechnięci ludzie w obsłudze, młodzi ludzie ogromną większością gości (w tym 3 autokary z Holandii). Prysznic i sen, a nazajutrz śniadanie na miejscu oraz dobra decyzja by kupić dobowe bilety na wszelką praską komunikację. I tak, w piękny sobotni poranek, co chwila wysiadając i wsiadając z powrotem w czasami nowe, a czasami w stareńkie ale zadbane tramwaje, podróżowaliśmy w kierunku centrum.

W tej spontanicznej wędrówce jeden punkt mieliśmy obowiązkowy - odbiór startowego pakietu. Kolorowo udekorowaną siedzibę RunCzech dostrzegliśmy z daleka. W środku przeżyłem zaskoczenie: jaki to maleńki (co prawda dwukondygnacyjny) lokal! Kierowani przez hostessy, zeszliśmy do małej salki gdzie dwie ścieżki prowadziły po odbiór pakietu na jeden bądź drugi bieg. Obustronny uśmiech, dowód osobisty w ręku i po chwili przede mną przewidziane dla każdego biegacza drobiazgi, na czele z eleganckim numerem startowym. To wszystko w praktycznym i bardzo estetycznym workowym plecaku, którego kolor mogliśmy sobie wybrać.

Teraz Agnieszka jeździ do pracy głosząc wszem i wobec następującą prawdę: „All runners are beautiful” :)) Nie zdecydowałem się na dokupienie (bodaj 20 EUR) tegorocznej startowej koszulki. Była to dobrej jakości, tak sądzę, granatowa (panowie) lub czerwona (panie) koszulka Adidasa. Żywię prywatną niechęć do dwóch najpopularniejszych sportowych marek (tej na A i tej na N), właśnie tylko dlatego że są takie oklepane, ale w tym przypadku, przyznaję, że koszulka z dyskretnym nadrukiem „Prague Grand Prix 8 | 9 | 2018” była by bardzo ładną pamiątką. Nie odmówiliśmy za to sobie odszukania własnego nazwiska na ciekawie pomyślanej liście startowej :)) a także wizyty w innej części Expo RunCzech, czyli w mini-sklepie Adidasa (więcej przestrzeni oferuje moja wrocławska piekarnia). Mimo to dało się wszystko obejrzeć, spokojnie przymierzyć, kupując stanik sportowy w prawdziwie zniżkowej cenie.


Długie słoneczne przedpołudnie minęło nam na poznawaniu Pragi. Rozsądek mówił by nie przesadzać z przemierzanymi odległościami, by oszczędzać nogi, ale... to się nie może nikomu udać :) Gdy przysiedliśmy sobie na chwilę na spacerowym Wybrzeżu Benesza, z jednej strony zdumiewaliśmy się jak pełna życia jest Wełtawa, a jednocześnie spoglądałem z ciekawością na asfaltowe ścieżki, którymi za chwilę przyjdzie mi pobiec (i cieszyłem się że mam okazję dokonać takiego bojowego rozpoznania fragmentów trasy :)

Po powrocie do hotelu w łóżku spędzić mogłem tylko 15 minut. O wiele za krótko by odpocząć, ale wystarczająco by poczuć ich słabość, ciężkość :)) No trudno, przygoda to przygoda, trzeba ruszać z powrotem na Plac Republiki!

To tam, pod przepięknym secesyjnym Miejskim Domem Reprezentacyjnym usytuowane było miasteczko startowe obu biegów oraz okazała brama mety.
Wcześniej moje wtrącenie o stosunku mieszkańców i turystów do zaskakującej - zwłaszcza tych drugich - imprezy i wszystkich komplikacji jakie się z tym wiążą. Nasz tramwaj musiał zmienić trasę, co ogłoszono komunikatem: żadnego oburzenia wokół, komu to nie pasowało, ten wysiadł. Na kilka godzin zagrodzono barierkami prestiżową ulicę V Celnici (i kilka innych): nie dostrzegliśmy niezadowolonych komentarzy (a naprawdę z uwagą przyglądałem się reakcjom)

Również podczas biegu (choć wtedy już byłem skupiony na własnym wysiłku) nigdzie nie dostrzegłem tych smutnych wrocławskich obrazków, sfrustrowanych kierowców uwięzionych na ulicach. Ten sam cud jaki rok wcześniej przeżyliśmy w Berlinie. Jak oni tego dokonują?? Metro?, społeczna świadomość organizacji cyklicznej imprezy?, a może po prostu więcej wzajemnej wyrozumiałości?

Wróćmy do biegania :) Najpierw panie, na 5 kilometrów (po krótszym wariancie rozegranej półtorej godziny później 10-tki). I tu muszę parokrotnie (lub z wykrzyknikami) powtórzyć rzeczownik jakim opisywałem tę imprezę w smsach do znajomych: oprawa, oprawa! Czesi czynią wszystko abyś jako uczestnik lub kibic tego biegu uwierzył że bierzesz udział w dużym wydarzeniu :)
Lokalizacja imprezy w centrum miasta, rozstawione trybuny, masa bannerów, wyeksponowana przy podium samochodowa nagroda główna i to co na mnie przynajmniej czyniło największe wrażenie: płynna, nieustanna komentatorska robota dwójki Czechów (jeden z nich mówił świetnym i czytelnym j. angielskim). Doskonale budowali atmosferę!, swoiste odliczanie do chwili startu. Muszę przyznać, że pozostało mi w głowie to moje własne przestępowanie z nogi na nogę w tłumie w strefie startowej, kiedy w uszach rozbrzmiewały ich głosy, aż po wystrzał startera :)

Najpierw jednak swoje wielkie chwile przeżyły uczestniczki Biegu Adidasa. Jak zwykle w chwili startu, a także gdy stopniowo przybiegały na metę, mogliśmy znów pomyśleć: biegane jest dla wszystkich, szczupłych i grubych, młodszych i starszych. Uważam że taki widok jest najlepszą inspiracją by samemu pierwszy raz założyć trampki i pójść na biegową ścieżkę... :))

I dlatego zapraszam do zerknięcia do mojej praskiej galerii z tego biegu :-)

Robiłem z przyjemnością te fotki z jednoczesną myślą w głowie, że niestety wciąż stoję na własnych nogach, przepycham się do pierwszego rzędu przy barierce, wykręcam ciało łapiąc w kadr przez przeszło godzinę :P Nie odpoczywam :)

Lecz ok, bić rekordy świata przyjechali inni, my chcieliśmy jak najwięcej przeżyć tego wieczoru. W umówionym strategicznym miejscu przy barierce blisko linii startu pożegnałem się z Agnieszką i poszedłem do swojej strefy „B”. Tam jeszcze chwila rozgrzewki mojej i innych wokół. Tłum szybko gęstniał, wszyscy przesunęliśmy się do przodu, ciasno obok siebie. Miałem wrażenie, że stoję w mocnym (może nawet za mocnym na swoje możliwości) biegowym towarzystwie, ale nie chciałem o tym zbyt wiele myśleć.


Kliknij aby powiększyć


Wystrzał i grupa B mogła ruszyć niemal od razu dobiegając do ostatnich spośród elity (A). Jak na złość akurat chciał wyłączyć się w moim zegarku GPS, więc w chwili przebiegania linii startu musiałem powalczyć chwilę z przyciskami, zamiast wypatrywać Agi :) Dobrze, że nie doświadczyłem żadnego depnięcia ani obcierki z innym biegaczem. Skupiłem się wyjątkowo, bo na początek, w największym tłoku przyszło nam biec po torowisku, po kostce, pośród kilku zwężeń barierkami. Dałem radę i wokół również nie dostrzegłem żadnych potrąceń ani potknięć.

Pierwszy kilometr minął mi szybko, na skręcie za mostem Stefana podało mi 4:24 i pomyślałem „Nieźle”. Wyobrażałem sobie wcześniej, że początek może być bardzo trudny z uwagi na tłum (kolorową rzekę) biegaczy, jaką widział na robionych z wysokości zdjęciach sprzed roku.

Jednocześnie czułem się niestety zmęczony... Nie byłem sobą, nie była to moja normalna dyspozycja po pierwszym tysiącu metrów. Podnosząc głowę, w oddali, w gęstniejących ciemnościach czasami dostrzegałem proporce pejsów dyktujących tempo na 40 minut. I sam narzuciłem sobie lepszy rytm, który od razu łagodnie zapikował w dół. 4:11, 4:15, 4:19, i znów 4:19 - niestety, zmęczenia nie oszukasz :)

Oceniałem, że biegnę mniej więcej na 0 w sensie pozycji w stawce, Ktoś mnie wyprzedzał, kogoś wyprzedzałem ja. Choć zwykle mówię sobie „szkoda czasu!” gdy przebiegam obok wolontariuszy z wodą, tym razem na 2 pierwszych z 3 punktów łącznie sięgnąłem po kubek. Do ust brałem tylko łyk, a resztę od razu chlup na głowę, w nadziei, że da mi to zastrzyk energii :) Mobilizowałem się jak tylko mogłem do trzymania tempa, ale nadal kręciło się wokół 4:20.

Jednak sam bieg podobał mi się od pierwszej do ostatniej chwili :)) Zarówno na prowadzącej do mojej Pragi 7 długiej ulicy Argentyńskiej, jak i na nadrzecznych bulwarach czułem się jak u siebie :P dzięki piątkowym i sobotnim spacerom :)

Ostatnie rezerwy byłem w stanie wydobyć z siebie dopiero na początku dziesiątego kilometra. Znów wbiegliśmy w ulicę Rewolucyjną, wyraźnie przyśpieszyłem i... zorientowałem się że nie idę do przodu, bo wszyscy przyśpieszamy :) Jeszcze ostatnie 500, 400 metrów, przyśpieszam w dalszym ciągu, bardziej i bardziej!, teraz już wyprzedzam po prawej krawędzi trasy! Nie próbuję odszukać wzrokiem Agi (która z kolei widzi mnie z daleka, ale w tych warunkach aparat gubi ostrość i zdjęcia przepadają). Nie unoszę też wzroku do zegara nad metą, po prostu gnam do samego końca, jak zawsze :)

Dalej jest początkowo standardowo, czyli ładny medal na szyję, a ręce kładą się na póługięte kolana. Maszerujemy łapiąc oddech długim deptakiem Na Prikope, obdarowywani kolejnymi napojami, owocami, folia termiczną. Myślę o tym by szybciej skręcić i zawrócić do czekającej Agnieszki, ale nie chcę łamać regulaminu :) Wreszcie wolno mi zawrócić, łatwo odnajduję Agę, oboje siadamy jeszcze na trybunie przed metą, oglądamy dekoracje i kolejnych finiszujących. Za to jedno chciałbym dopisać kolejny komplement dla organizatorów. Do końca udało się im utrzymać kibiców przy barierkach, a ci najwolniejsi otrzymywali duże brawa :)

Jeszcze kilka kolejnych godzin spędziliśmy na ulicach i w barach Pragi. Choć wciąż spacerowałem w biegowej koszulce, nie ogarniał mnie chłód. Do siebie wróciliśmy szybkim metrem.

Wybiegałem 43:17 (43:30 brutto) i właśnie według tego drugiego wyniku sklasyfikowano mnie na 497. pozycji wśród 5625. finiszujących. To nie jest dobry dla mnie wynik. Po cichu liczyłem na czas nieco poniżej 42:30. Było to osiągalne, ale... musiałbym przeleżeć ten dzień w łóżku :P A to w tym mieście niemożliwe :)

Jeśli będziemy zdrowi, jeśli nie wpadniemy w tym samym terminie na jeszcze lepszy pomysł ;) to za rok wracamy! Biegniemy! Aga zadebiutuje, a ja spróbuję się odrobinę poprawić.

Niech będzie nas, Polaków większa liczba na praskiej kostce! W pierwszym biegu udział wzięło jedynie 13 Polek, w drugim tylko 66 rodaków (zaś ja w tym gronie siódmy)



Komentarze czytelników - 1podyskutuj o tym 
 

domcab

Autor: domcab, 2018-11-13, 09:10 napisał/-a:
Gratuluję :) Miałam przyjemność być na tym biegu jako zawodnik (to też mój pierwszy bieg poza granicami Polski ;)) i muszę przyznać że atmosfera była niesamowita. Zupełnie inna kultura biegowa, nikt się nie pcha, nikt nie szturcha łokciem...cóż za zdziwienie :) Do tego pełno kibiców, wolontariusze zawsze chętni do pomocy...no i te widoki :) Praga nocą jest przepiękna :))) Zafascynowała mnie na tyle żeby zapisać się na połówkę w kwietniu. Będę tam często wracać :)
Pozdrawiam i do zobaczenia na trasie :)

 



















 Ostatnio zalogowani
king
13:13
jaroszakal
13:12
fit_ania
13:12
runner
13:04
zulek
12:50
kawokado
12:44
Szafar69
12:41
_qba_
12:38
dawids
12:32
Marco7776
12:29
henrykchudy
12:29
zbig
12:23
lofx
12:09
ArekBar
12:04
jacekszulc16
11:49
lupusfalco
11:34
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |