Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

          

Przeczytano: 688/407349 razy

 ARTYKUŁ 
Srednia ocen:0/0

Twoja ocena:brak


Munster - dlaczego akurat tam?
Autor: Andrzej Wojakowski
Data : 2017-09-14

Ze wzgledow logistycznych (niedaleko od mojego miejsca pobytu w Niemczech), niemal w ostatniej chwili zdecydowalem sie wziac udzial w maratonie w Munster. I nie zaluje tej decyzji, o czym postaram sie opowiedziec ponizej.

Latem tego roku (nadal trwa, tylko temp. nizsza) biegalem srednio 2-3x w tygodniu dystans ok. 10 km. Planowalem start w pazdziernikowym maratonie, stad zaawansowany trening (6x w tyg.) chcialem zaczac od Wrzesnia. Plany maja jednak to siebie ze nie zawsze sie spelniaja, a zycie jest pelne niespodzianek.

Na 10 dni przed startem zarejestrowalem sie na ten maraton, stad wykonalem tylko jedno dlugie wybieganie (32 km) i jeden trening interwalowy (6x 1 km) szybkim tempem. Wobec tego nie nastawilem sie na dobry rezultat , czas w granicach 3:30 – 4h bylby OK. Sobotni przyjazd Munster to droga przez meke, ciagle padajacy deszcz, a moj rejsowy autobus spoznil sie tylko 2,5h ?!. Ale dotarlem, w biurze maratonu odebralem moj nr startowy, zebralem troche ulotek o niemieckich maratonach i udalem sie do goszczacej mnie osoby.

Niedziela przywitala maratonczykow troche chlodna, ale sloneczna pogoda z temp. odpowiednia do biegania. Organizacja maratonu bez zarzutu, z niemiecka dokladnoscia (oprocz autobusow Flixbusa). Start punktualnie o godz. 9.00 spod pieknego palacu. Biegnacych w maratonie bylo ok. 2300, oprocz tego biegla tez sztafeta. Na poczatku biegu chcialem sie trzymac pacemakera na 3:30, ale po pierwszym km wyprzedzilem ich ( pacemakera i pacemakerke). Trasa maratonu bardzo zroznicowana, najpierw po Starowce, liczne zakrety, ale nie jest tloczno, mozna spokojnie biec.

Przebiega sie takze alejkami parkowymi, pozniej nad ladnym jeziorkiem (niewielkie , ale urocze), wieczorem w Sob. w ramach izotonicznych przygotowan wypilem nad nim jedno male miejscowe piwo. Po jakims czasie wybiega sie poza miasto. Niby miejski maraton, a bieglem sciezka rowerowa wzdluz pol kukurydzy. Od wielu lat w moich maratonskich biegach nie spotkalem sie z czyms takim. Na trasie sporo kibicow zywo dopinguje biegaczy, sa liczne stacje napojenia (pije czesto ale niewiele), jest tez b. duzo zespolow grajacych roznorodna muzyke,m. in. afrykanski zespol, meksykanskie poncha i szerokie sombrera, bebniarze, ciekawie poprzebierani „szczudlarze“ i wiele innych.

Pomimo brakow treningowych biegnie mnie sie dobrze, pierwsze 10 km pokonuje z czasem ponizej 48 min., pierwsza polowe w czasie ok. 1:42:30. Ale prawdziwy maraton zaczyna sie w drugiej polowie. Przed 24 km wyprzedzaja mnie „pomaranczowe baloniki“ z napisem 3:30. Biegne swoim tempem, staram sie unikac slonca, szukam cienia i wykorzystuje na zakretach chodniki jako niewielki skrot. Postanowilem sobie ze bede sie staral biec bez zadnej przerwy do 32 km. Dlaczego ? Poniewaz jest to juz moj 24 maraton i w tym biegu przekraczam granice 1000 km w moich maratonskich startach. Biegnac wyliczylem sobie, ze jak osiagne 32 km to przekrocze tysiac km (troche niedokladnie, ale co tam). Dlatego chce dobiec do tej granicy a nie dojsc.

Faktycznie dobiegam do 33km, pozniej 200-300 marszu, dalej ok. jeden km biegu i tak do 39 km. Na tym km wyprzedza mnie grupa biegaczy biegnaca na czas 3:45h. Po solidniejszym napojeniu i zjedzeniu czastek pomarancz ruszam niezwlocznie do mety. Na ostatnich km ponownie wbiegamy do miasta, najpierw willowe dzielnice, potem biegnie sie z drugiej strony jeziorka, a nastepnie w strone Starowki. Zwieksza sie ilosc kibicow na trasie z licznymi akcesoriami dopinguja biegaczy. Troche zwiekszam swoje tempo biegu, ale i tak wyprzedzaja mnie uczestnicy sztafet.

Ostatnie 2 km to juz prawie wyscig z mojej strony. Wbiegam na starowke po brukowanych uliczkach. Halas, wrzawa, a ostatnie 100 m biegnie sie po czerwonym dywanie w szpalerze wymachujacych cheerleaderek ubranych na czarno. Wpadam na mete – czas netto 3:48:22. Jest OK, nie narzekam na siebie, brak jednego m-ca treningu to i tak niezly czasz mojej strony. Za meta juz tylko przyjemnosci: medal, folia, banany, piwo (niestety bezalkoholowe), ale zimne smakuje wybornie, mozna wziac naraz az cztery na tekturowej podkladce, co skrzetnie uczynilem. W sumie wypilem az 5 piw.

Udaje sie po odbior bagazu i cieply prysznic (po drodze lapie mnie silny skurcz w prawa lydke i trzyma z 3 min.). Co za ulga wykapac sie po maratonie, organizatorzy zainstalowali nawet weze przy natryskach, mozna wiec dokladnie polewac miesnie nog, co uczynilem. Pierwszy raz w niemieckim maratonie dostalem koszulke finiszowa, w poprzednich trzech musialbym dodatkowo zaplacic. Po przebraniu sie w nowa koszulke, z medalem na piersi udaje sie z powrotem w poblize mety, aby wykonac kilka zdjec. Dobiegaja juz nieliczne, pojedyncze osoby (limit maratonu to 5:30h). Na scenie niedaleko od mety final wystepu, maraton powoli konczy sie.

W tym maratonie bardzo dbano o bezpieczenstwo. Przy skrzyzowaniach z duzymi arteriami komunikacyjnymi staly w poprzek TIR-y lub wielkie traktory z przyczepami. Organizatorzy dmuchaja na zimno, co by jakis arabski terrorysta nie wjechal w tlum.

Maraton udany, miasto ciekawe, w Sob. po poludniu zrobilem sobie szybkie zwiedanie na rowerze. Ludzie mili, pomocni, goscinni. Polecam ten maraton w planach startowych, nie taki duzy, ale ciekawy. Gdzie nastepny? Troche daleko, ale przygotowania logistyczne juz zaczete, ale moze napisze nastepna relacje, jesli tylko ktos chce czytac moje „wypociny“

Relacje przygotowal w trakcie powrotu autobusem (tym razem tylko 0,5 h spoznienia) Flixbusa Andrzej Wojakowski
10.09.2017



Komentarze czytelników - brakskomentuj materiał



















 Ostatnio zalogowani
Jacekh
15:19
kamis
15:14
ZBYSZEK1970
15:13
kubawsw
14:58
arco75
14:52
kostekmar
14:46
stepow
14:39
Dywizjon
14:38
Ryszard N
14:37
JolaS
14:29
Jurek z Jasła
14:28
Darkpeter
14:26
gup-szy
14:21
tomek20064
14:20
sbogdan1
14:19
uro69
14:16
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |