Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

   

METRYKA WATKU DYSKUSYJNEGO
  Dyscyplina  
  Status  Wątek zamknięty ogólnodostępny
  Multi-Forum  Samsung Półmaraton - Szamotuły
  Wątek założył  tarzi (2014-07-03)
  Ostatnio komentował  almawa (2014-10-26)
  Aktywnosc  Komentowano 34 razy, czytano 73 razy
  Lokalizacja
 Szamotuły
  Sponsor watku  
  Podpięte zawody  II Samsung Półmaraton
  III Samsung półmaraton
  IV SAMSUNG Półmaraton
  V Szamotuły SAMSUNG Półmaraton
  VI Szamotuły SAMSUNG Półmaraton
  VII Szamotuły SAMSUNG Półmaraton
  VIII Szamotuły Samsung Półmaraton
  IX Szamotuły Samsung Półmaraton
Wątek wielostronicowy, wyświetlana strona:    1  2  

POWRÓT DO LISTY WĄTKÓW DYSKUSYJNYCH



adamkaczma...
Adam Kaczmarek

Ostatnio zalogowany
2016-06-10
13:02

 2014-10-16, 13:44
 
2014-10-16, 10:44 - Policja napisał/-a:

Czy ktoś wie czy na Samsung półmaraton w Szamotułach są pacemakerzy (baloniarze)? jeżeli tak to na jakie czasy, a jeśli nie to dlaczego ...!?
niestety nie jest przewidziana przez organizatorów taka atrakcja :)
a dlaczego to nie powiem bo to się nie nadaje na forum pozdrawiam

  NAPISZ LIST DO AUTORA


rotkiw_16
Wiktor D±browski

Ostatnio zalogowany
2019-02-24
22:37

 2014-10-17, 17:03
 Transport Poznań--->Szamotuły
Heyyo Biegacze.
Ma ktoś miejsce aby w niedzielę rano razem zabrać się na zawody. 510 663 011

Pozdrawiam Wiktor

  NAPISZ LIST DO AUTORA

 



gandalfb
Marek Stachowiak

Ostatnio zalogowany
2019-09-23
23:23

 2014-10-18, 21:58
 
2014-10-16, 13:44 - adamkaczmarek84 napisał/-a:

niestety nie jest przewidziana przez organizatorów taka atrakcja :)
a dlaczego to nie powiem bo to się nie nadaje na forum pozdrawiam
Dawaj zniesiemy wszystko

  NAPISZ LIST DO AUTORA


bmorski
Marek Bramorski

Ostatnio zalogowany
2017-12-18
21:20

 2014-10-19, 20:06
 Zapraszam do zabawy
LINK: https://plus.google.com/u/0/photos/109706296871655464735/albums/6071947009062635169
Zapraszam wszystkich tych, którzy lubią po kolejnym udanym biegu poszperać w necie w poszukiwaniu fotek ze swoim udziałem - kolejną edycję poszukiwania igły w stogu siana uważam za otwartą ;o)

  NAPISZ LIST DO AUTORA
  PRZECZYTAJ MÓJ BLOG (34 wpisów)
  ZOBACZ GALERIĘ MOICH ZDJĘĆ (21 sztuk)


poszurany
Robert

Ostatnio zalogowany
2021-10-04
09:59

 2014-10-19, 20:15
 
Było mega ! już na śniadaniu w Hotelu była Pani Irena Szewińska i ta postać tchnęła optymizmu. Trasa super, bo długie proste pozwalały trzymać tempo bez podbiegów. Wbiegam na metę i ... życiówka pobita o prawie 3,30m :) z Piły.
Dzięki wszystkim za mega imprezę. Dopiero wróciłem do Gdyni :/

  NAPISZ LIST DO AUTORA
  PRZECZYTAJ MÓJ BLOG (1 wpisów)
  ZOBACZ GALERIĘ MOICH ZDJĘĆ (41 sztuk)


almawa

Ostatnio zalogowany
2017-05-08
11:23

 2014-10-19, 20:54
 super zdjęcia!
2014-10-19, 20:06 - bmorski napisał/-a:

Zapraszam wszystkich tych, którzy lubią po kolejnym udanym biegu poszperać w necie w poszukiwaniu fotek ze swoim udziałem - kolejną edycję poszukiwania igły w stogu siana uważam za otwartą ;o)
Dziękujemy! Super zdjęcia! igła w stogu siana znaleziona :)

  NAPISZ LIST DO AUTORA


alto19
Tomasz Witkowski

Ostatnio zalogowany
2015-06-12
20:18

 2014-10-19, 21:15
 
2014-10-19, 20:06 - bmorski napisał/-a:

Zapraszam wszystkich tych, którzy lubią po kolejnym udanym biegu poszperać w necie w poszukiwaniu fotek ze swoim udziałem - kolejną edycję poszukiwania igły w stogu siana uważam za otwartą ;o)
Marek, wielkie dzięki za zdjęcia. Świetna galeria. Wybrałeś super miejsce :)

  NAPISZ LIST DO AUTORA
  ZOBACZ GALERIĘ MOICH ZDJĘĆ (12 sztuk)

 



bmorski
Marek Bramorski

Ostatnio zalogowany
2017-12-18
21:20

 2014-10-20, 12:08
 Uwielbiam takie pochwały ;o)
2014-10-19, 21:15 - alto19 napisał/-a:

Marek, wielkie dzięki za zdjęcia. Świetna galeria. Wybrałeś super miejsce :)
Serdeczne dziękuję za dobre słowo - Tobie i Almawie :o)

  NAPISZ LIST DO AUTORA
  PRZECZYTAJ MÓJ BLOG (34 wpisów)
  ZOBACZ GALERIĘ MOICH ZDJĘĆ (21 sztuk)


marek100384
Marek Pfajfer
MaratonyPolskie
TEAM


Ostatnio zalogowany
2022-01-05
08:10

 2014-10-20, 15:37
 
Wszystko super,ładnie pięknie,ale trochę lipa z losowaniem na koniec,wiadomo,że są nagrody mniej wartościowe i bardziej,więc ktoś wylosuje tę mniejszą to nie ma szans na kolejną,tutaj organizatorzy postanowili inaczej i troszkę to nie sprawiedliwe dla tych innych,nie podobało się to wielu osobom co było słychać,a na pewno już nie tym,którzy nic nie wylosowali ;)

  NAPISZ LIST DO AUTORA
  PRZECZYTAJ MÓJ BLOG (621 wpisów)
  ZOBACZ GALERIĘ MOICH ZDJĘĆ (74 sztuk)


biegowaama...
Paweł Kempinski

Ostatnio zalogowany
2018-07-17
07:24

 2014-10-20, 18:11
 Półmaraton w Szamoułach
LINK: http://biegaczamator.blog.pl/
Na początku, zgodnie z tradycją nawiązuję do wczorajszych wypowiedzi. Cezary masz rację super, kiedy możemy sobie w okolicach Rosarium „piąteczki” przybić. Freelove mam nadzieję, że damy dzisiaj czadu. Także wszystkim powodzenia, udanego biegu i uniknięcia kontuzji. Gosia Twoje wsparcie jest super. Jeżeli nic niespodziewanego się nie wydarzy pełna relacja będzie po powrocie. Robercie wszystko wiadomo w kwestiach organizacyjnych wyjazdowych. Jak mam być szczery, ja także lubię szybko się zebrać, zwinąć i wrócić do domu. Więc moje wsparcie tutaj masz. Zresztą Ty na wyjeździe rządzisz, więc Ci co nie wspierają i tak muszą się dostosować. Już gratuluję z okazji 50 parkrun. To kolejny, jakże ważny etap przynależności do tuptającej w parkach rodziny. Michu, wrzucam Twoją informację w całości, jeżeli ktoś zechce serdecznie zapraszam. Ja w poniedziałki niestety biegam zgodnie z moimi chodzącymi zawsze swoimi drogami założeniami, a do Lubonia mam jednak kawałek drogi. Co nie zmienia faktu, że popieram Waszą inicjatywę w 100 procentach. Wiadomość Micha: „Może kogoś zainteresuje… i zechce dołączyć. W poniedziałek 27.10 o godz.19:00 chcemy przebiec małą grupą trasę Lubońskiego Biegu Niepodległości… start z pod LOSiRu czyli biura zawodów.” Mogę jedynie dodać: zapraszam. No i oczywiście przepraszam wszystkich parkrunerów, za kolejny poślizg związany z analizą statystyczną wczorajszego biegania. Zostanie ona zamieszona w poniedziałek, gdyż obowiązki małżeńskie obowiązkami małżeńskimi. To bardzo ważna rzecz, ale dzisiaj moja dusza już płonie przed kolejnym biegowym „skokiem w bok”

Dzisiaj spałem sobie smacznie, kiedy nagle jakiś niespotykany wewnętrzny rumor, hałas poderwał moją głową. Spokojnie, jako śpiący Paweł ( moje normalne ja) otworzyłem oczy i przez chwilę trochę mało przytomnie obserwowałem Biegacza Amatora ( moje drugie ja), ubranego już na sportowo, robiącego niesłychany harmider. Na piersi miał zawieszony bębenek , w jednej ręce trzymał (trzymałem) pałeczkę wybijając szalony rytm, a w drugiej trąbkę, którą co chwilę przystawiał do ust wydając przeraźliwe dźwięki. Zerknąłem na zegarek, była 5 rano. Przez chwilę patrzyłem na moje szalone ja, próbując grzecznie oponować: „ wiesz, która jest godzina? Daj spokój…”. Ale gdzie tam, Ne było szans na zgłoszenie sprzeciwu. Moje drugie ja, przerywając trąbienie wrzasnęło z pełnej piersi: ‘ Wstawaj, wstawaj, wiesz co dzisiaj za dzień? Jedziemy, biegniemy hurra” No i co było robić? Klnąc pod nosem wykąpałem się, coś zjadłem, wyprowadziłem psicę i teraz siedzę przed kompem koncentrując się wewnętrznie. Wygląda to tak, że moje palce bezwiednie śmigają po klawiaturze, oczy mam zamknięte, zbierają w jedną biegową pięść wszystkie duchowe siły, a z ust wydobywa się miarowy dźwięk, przypominając w moim odczuciu odgłosy koncentrujących się speców od jogi. . Tak sobie myślę, że za 4 godziny i 40 minut ( jest teraz 6.20) stanę w tłumie ponad 1600 osób na rynku Szamotuł w strefie startu i na dany znak ruszę rytmie biegowej rozkoszy. Jak chyba każda osoba biegająca tak sobie myślę jak chciałbym pobiec, jaki wynik osiągnąć. Czy zacząć szybciej, by od razu ostre tempo narzucić, czy raczej spokojnie się rozkręcać. Kiedy zacznie się za szybko, to zawsze istnieje ryzyko, że przed czasem się zakończy, a stosunek przerywany tutaj nie do końca mnie satysfakcjonuje. Zresztą jak każdy taki stosunek niesie za sobą spory ładunek stresu. Dlatego cel główny i najważniejszy to dobiec. Bez niespodzianek, kontuzji, spokojnie własnym pozbawionym szału tempem pokonać dystans 21 kilometrów. Stając w strefie startu będę czuł oprócz nieziemskiego podniecenia szacunek i pokorę. Dystans, z którym planuję się dzisiaj zmierzyć tego wymaga. A które zajmę miejsce, czy jaki czas uzyskam, to tak naprawdę jest sprawą zupełnie drugorzędną. Gdyż najważniejsza w tej całej biegającej zabawie jest radość, satysfakcja, i nasze wzajemne wsparcie. Można w tym miejscu zacytować klasyka: „ nie sztuką jest złapać króliczka, sztuką jest gonić go”. I niech 99% biegających ( czyli tym, którzy nie walczą o medale, miejsca i kasę) to zdanie w dniu dzisiejszym przyświeca. Do zobaczenia na starcie, trasie oraz mecie. Kiedy powrócę pełna relacja zostanie zamieszczone. Niezależnie od tego, jaki będzie wynik końcowy.

Zgodnie z naszymi ustaleniami udałem się na parking przed Tesco przy ulicy Opieńskiego. Muszę przyznać, że doszedłem do wniosku, że samochodem sobie podjadę do Starołęki, a tam ekologicznie przesiadłem się do tramwaju. W końcu wypada by poznaniak zobaczył jak się jeździ pestką. No i faktycznie jazda była szybka, łatwa i przyjemna. Jak mam być szczery, to nie wiem czy samochodem szybciej bym dojechał. Ale nie jest moim celem rozważania na temat pestki, tylko przejść do istoty dzisiejszego skrobania. Jak zwykle bywa przyjechałem pierwszy i musiałem chwilkę poczekać na Roberta i Cezarego. Po paru minutach obaj przybili i mogliśmy udać się do Szamotuł. Na miejscu byliśmy koło godziny 9.40, więc na krótko przed zamknięciem „centrum pakietowego”. Na szczęście bez problemu odebraliśmy co się nam należało, a następnie po przebraniu i rozgrzewce mogliśmy udać się start. Właśnie przebranie, to byłą ważna sprawa. Kiedy rano wyjechałem z domu, to było zimno. Co prawda słońce rozpostarło niczym nie powstrzymaną władzę na nieboskłonie, ale czuć było z lekka przejmujący chłód. Kiedy jednak byliśmy w Szamotułach, na chwilę przed biegiem okazało się, że po chłodzie nie ma już śladu, a robiło się coraz cieplej. Z tego powodu wszyscy zdecydowaliśmy się przebrać i każdy z nas pozostał w jednowarstwowym biegowym stroju.

Kiedy udaliśmy się do strefy startu, już spory tłum się kłębił, mieszał i delikatnie przepychał. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami nie było stref startowych, ani pacemarkerów. Ustawiłem się tak na oko w pierwszej połowie przygotowanych do startu. Może nawet w pierwszej połowie pierwszej połowy, a może drugiej. W tej chwili to nie miało znaczenia. Przed startem wsłuchałem się w słowa prowadzącego. Z wielkim entuzjazmem wszyscy biegacze przywitali jedną z największych, jeżeli nie największą gwiazdę naszych sportów czyli panią Irenę Szewińską, która była gościem organizatorów. Tak na marginesie, kiedy wracaliśmy Cezary wspomniał, że w pewnym momencie przechodziła obok nas. A żaden z nas nie miał telefonu, żeby zrobić zdjęcie. Ale przed startem żaden z nas nie myślał, by na bieg obciążać się jeszcze telefonem. No, ale już wracam do startu. Czekamy w jednym coraz bardziej falującym wężu, który przygotowuje się do skoku na upatrzaną ofiarę. Byliśmy skąpani promieniami słonecznymi, zmieniającymi drogę, po której mieliśmy bieżyć, w delikatny przedsionek piekielnych czeluści. Może nie była to taka rozpalona aleja jak w Grodzisku, ale pewne porównania się nasuwały. I już odliczamy i ruszamy przed siebie jak zwykle połączeni jednym celem oraz pragnieniem. Jest ono proste: dobiec do mety w dobrym czasie i zdrowiu. Biegnę w tłumie starając się narzucić swoje, możliwe w moim odczuciu do utrzymania tempo. Niestety brak baloników prowadzących za sobą był sporym minusem. Gdyż musiałem się oddać własnemu, niczym niepohamowanemu osądowi. A wiadomo, że taki osąd bywa zwodniczy. No, ale w tym momencie o tym nie myślałem, tylko biegłem przed siebie starając się trzymać grupy.

Przez pierwsze trzy kilometry biegliśmy w Szamotułach, zakręcając, mieszając się i falując. Tuż przed tablicą oznaczającą koniec miasta widzę grupkę dzieci stojących wzdłuż ulicy z wyciągniętymi rękoma. Podbiegam i z każdym przybijam piątkę. I już wybiegamy z Szamotuł. Muszę przyznać, ze te pierwsze kilometry aż połykaliśmy. Nie kontrolowałem czasu, ale czułem, że jest dobrze. Nawet bardzo dobrze. Kiedy wybiegliśmy z Szamotuł co pewien czas wbiegaliśmy do otaczających naszą drogę wiosek. Na poboczach stali mieszkańcy głośno nas dopingując. Atmosfera była cudowna. Tu i tam przybijałem piątki. Z nieba zaczynał lać się żar, ale biegło się super. Nie pływał on na tym etapie na moje tempo. Po paru kilometrach na początku zbita grupa biegaczy rozciągnęła się w klasyczny dwuszereg wzajemnie się wspomagający wzajemnym rytmem. Co prawa od czasu do czasu przebiegał obok jakiś „speedy runner”, który przypomniał sobie, że widocznie ma coś jeszcze do załatwienia. Połykaliśmy kolejne kilometry. Po pokonaniu 7 usłyszałem rozmowę dwóch biegaczy biegnących obok: „ jest nieźle każdy kilometr poniżej 5 minut” Szybko sobie obliczyłem, ze jeżeli faktycznie tak jest to mam szansę na życiówkę. Starałem się maksymalnie długo dotrzymywać im kroku. Niestety słońce zaczęło zbierać swoje pierwsze „żniwo”. Co jakiś czas widziałem biegnących, którzy przechodzili ze stylu tuptającego w chodzony. Ale biegnę przed siebie i to było dla mnie w tym momencie najważniejsze. I już widzę oznaczenie 10 kilometra. Zerkam na czas a tam 50 minut i dwadzieścia parę sekund. Poczułem, że jest dobrze. Przez chwilę się zastanawiałem, czy może być lepiej. Ale porzuciłem te niezbyt logiczne myśli i skoncentrowałem się biegu.

Niestety czułem, że temperatura i narzucone tempo zaczyna na mnie niezbyt pozytywnie działać. Podświadomie czułem, że tempo zaczyna spadać. Na szczęście ludzie stojący przy drodze swoim dopingiem motywowali mnie do dalszego wysiłku. Po 12 kilometrze czułem, że zaczyna się robić nieciekawie. Biegliśmy często między miejscowościami, gdzie doookoła ciągnęło się nagie, pozbawione zboża ( czasem tylko w półkoliste snopy ułożone) ale wyjątkowo szczere pole. W twarz wiał nam powstrzymujące nasze tempo wiatr. Kiedy się ktoś wsłuchał, mógł usłyszeć słowa w wietrze unoszone: ” wy osły, palanty, co mi tu tuptacie? Nie macie nic lepszego do roboty? Może czegoś bardziej pożytecznego sobie poszukacie do pracy, a nie mi tu hałasować nad głową”. Kto to mówił? Tak jak wcześniej napisałem, to było szczere pole. Szukałem wewnętrznej motywacji. „ Jeszcze tylko 4 kilometry i będzie 16 kilometr, a to znaczy, że tylko parkrun do pokonania”. Więc zaciskam zęby i biegnę szukając podświadomie oznaczeń kolejnych kilometrów. Każdy następny stanowił radość dla mojego ciała i duszy.

Gdzieś po drodze mijam się ze znajomymi parkrunerami, także walczącymi z tym dystansem. Przy drodze widzę kibicującego Zbyszka, który robi mi fotkę. Nie wiem czy szczerzyłem się godnie, czy raczej odstraszająco. Ale to się jeszcze okaże. I znowu kolejne kilometry zostają za mną. Nie kontroluję już czasu, tylko psychicznie błagam, by meta byłą trochę bardziej łaskawa. Tak w okolicach 18 kilometra dopadł mnie kryzys. Nie wiem skąd, ale cichutko nadszedł i wskoczył mi na kark, demotywująco szepcąc do ucha: „ daj sobie spokój, zatrzymaj się na chwilę, przejdź kawałek, przecież nie musisz każdego półmaratonu w 100 % przebiec”. Jakby na potwierdzenie tych słów widzę co kawałem idących biegaczy. Ale zaciskam żeby i wstrząsam głową starając się zrzucić intruza z mojego karku. Bo przecież się nie poddam. To nie w moim stylu. Nie po to wspaniali mieszkańcy mnie dopingują, bym teraz „pękł”. Nie ja, nie ma szans. Musze dobiec. Zaciskam zęby robię żabi wytrzesz oczu i wypatruję oznaczeń kolejnych kilometrów. Już 19, potem 20 kilometr. „To już ostatni kilometr”- staram się motywować. „ przecież teraz nie odpuścisz”. Ale uparciuch, który nie chce mi zlecieć z karku coraz więcej jadu do ucha sączy” odpuść, przejdź się chociaż parę metrów, przecież nic się nie stanie”. I musze przyznać, że już prawie doszedłem do wniosku, że chyba jednak stanę na chwile odpocznę

I wtedy usłyszałem głos z boku „ macie jeszcze tylko 500 metrów, nie odpuszczajcie”. I te słowa podziałały na mnie bardziej motywująco niż wszystkie piątki dzisiaj przybite. W myślach obracałem te słowa we wszystkie strony zagłuszając lany do ucha jad. Jeden, drugi zakręt i kolejny głos z boku” jeszcze tylko 300 metrów” Te słowa są niczym miód do mojego serca wlewany. Wiem, że życiówki nie będzie, gdyż na drugiej dziesiątce tempo strasznie spadło, ale nie tempo się dzisiaj liczyło. Cel jest jeden” dobiec”. Połykałem wręcz te ostatnie metry. Jeden zakręt, drugi zakręt i już widzę bramkę oznaczającą metę. W duszy rośnie entuzjazm „ dam radę dobiegnę” I ostanie metry. Widzę tłum ludzi głośno dopingujący. Coś niesamowitego. I już przekraczam linię mety. Jest, dobiegłem dałem radę. Chociaż na ostatnich kilometrach kryzys szalał dookoła mnie to mu się nie dałem. Na szyi mam wieszany medal i już widzę czekających na mnie Roberta i Cezarego. Idziemy do strefy konsumpcyjnej i napełnieniu pustych po wysiłku żołądków wracamy do Poznania. Co prawda nie zostajemy na losowaniu nagród, ale i tak żaden z nas na nie liczył. Zresztą i tak nie było jak tych pralek wziąć do Poznania. Na telefonie widzę moje wyniki 599 miejsce czas godzina 52 minuty i 41 sekund. Czas się mniej więcej zgadzał z tym co miałem na stoperze, ale moim odczuciu jest to czas brutto. Więc poczekam na oficjalne wyniki. Ale rekordu raczej z pewnością nie ma. Ale czy to ważne? Najważniejsze, że dałem radę, dobiegłem, a całą reszta jest tylko ozdabiającym dodatkiem.

Podsumowując, bieg super, atmosfera na wyjątkowa, mieszkańcy rewelacyjnie wspierali biegnących, organizacja ekstra. Ścisłą czołówka moich biegów, porównywalna z Grodziskiem, który do tej pory zajmował pierwsze w moim rankingu. Tak w skrócie to była wyjątkowa niedziela. Dzięki Robercie i Cezary za wspólną jazdę. Co prawda ja z moimi wynikami do Waszych nawet się nie chcę porównywać, ale bieg był rewelacyjny. I na tym może dzisiaj poprzestanę. Czas na refleksje przyjdzie we wtorek, gdyż jutro wiadomo czas na analizę parkrun

  NAPISZ LIST DO AUTORA
  PRZECZYTAJ MÓJ BLOG (8 wpisów)


Astartaa
Aneta

Ostatnio zalogowany
2017-07-02
16:29

 2014-10-20, 19:34
 
Bardzo dobrze zorganizowane zawody, brawo dla organizatorów!

Jedyne co mogę się doczepić to zimno w hali w której przyszło mi nocować w Szamotułach, było naprawdę zimno zwłaszcza nad ranem, ktoś zapomniał włączyć ogrzewanie, okna były/są w tej hali nieszczelne.

Reszta w jak najlepszym porządku, organizacja i poczęstunek po biegu, doping, super atmosfera przed i na trasie biegu.
Wielkie Dzięki!

  NAPISZ LIST DO AUTORA


Przemysław...
Przemysław

Ostatnio zalogowany
2015-04-21
22:18

 2014-10-21, 17:36
 
Również bardzo dziękuję za zdjęcia! :) I czekam na więcej! ;)
A sam bieg - jak zwykle w Szamotułach - super! :) Chociaż czuję, że mogłem jeszcze urwać kilka minut ;)

  NAPISZ LIST DO AUTORA

 



poszurany
Robert

Ostatnio zalogowany
2021-10-04
09:59

 2014-10-24, 20:37
 
moja relacja coś ode mnie

http://dziennie5km.wordpress.com/2014/10/24/zyciowka-w-szamotulach-o-krok-od-korony/

  NAPISZ LIST DO AUTORA
  PRZECZYTAJ MÓJ BLOG (1 wpisów)
  ZOBACZ GALERIĘ MOICH ZDJĘĆ (41 sztuk)


almawa

Ostatnio zalogowany
2017-05-08
11:23

 2014-10-26, 20:56
 jeszcze porcja zdjęć
LINK: https://www.dropbox.com/sh/617xm72gbxjfc96/AAC1tIcnemdJpa-N_TzQJ82_a?dl=0
Jeszcze porcja zdjęć - pod linkiem: https://www.dropbox.com/sh/617xm72gbxjfc96/AAC1tIcnemdJpa-N_TzQJ82_a?dl=0

  NAPISZ LIST DO AUTORA

Wątek wielostronicowy, wyświetlana strona :1  2  


POWRÓT DO LISTY WĄTKÓW DYSKUSYJNYCH




 Ostatnio zalogowani
andreas07
23:00
13
22:59
mittwoch1
22:47
kakaa73
22:45
kasjer
22:26
pogi
22:15
aschro
21:56
Andrea
21:08
karado
21:06
chris_cros
21:05
rlebioda
21:05
Namor 13
21:03
42.195m
20:55
Borrro
20:54
DaroG
20:48
tomiak 75
20:46
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |