Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

       

  WIZYTÓWKA  GALERIA [53]  PRZYJAC. [21]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
aspirka
Pamiętnik internetowy
Bieganie na zawołanie

Agata
Urodzony: 19xx-05-23
Miejsce zamieszkania: Modlnica / Kraków / Sosnowiec
80 / 81


2020-10-18

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Słowo na "K" (czytano: 451 razy)

 

KONTUZJA znienawidzone słowo, które raz na jakiś czas gorzko wypowiadamy, „guglujemy” objawy, szukamy podobnych u innych z nadzieją, że znajdziemy jak najszybciej cudowne lekarstwo na nasz problem. Nie chcemy czekać, oczekujemy efektów "na już", bo przecież mamy plany, treningi, zawody...
Przez całą moją biegową przygodę przeszłam przez wiele kontuzji w większości typowych dla biegaczy, ale skoro dziś dalej biegam to znaczy że wszystkie te trudne chwile przetrwałam, a każde takie doświadczenie nauczyło mnie cierpliwości, czujności i jeszcze większej dbałości o siebie. Mimo to, zawsze coś nowego mnie zaskakuje.
Niektóre kontuzje przychodzą nagle, jak mój upadek i dziura w kolanie, na niektóre pracujemy dłuższy czas, kumulujemy przeciążenia, nie dbamy o technikę biegania, ignorujemy rozgrzewkę. Bagatelizujemy też sygnały ostrzegawcze, czy sztywna łydka rano nie powinna mnie zaniepokoić?
W każdym przypadku, który osobiście mi się przytrafił, potrzebny był czas i wytrwałość, by krok po kroku przyszły efekty.
W domu uzbierałam już niemały arsenał środków, które zawsze się sprawdzają przy rekonwalescencji: piłeczka i wałek do rolowania, duża piłka do ćwiczeń, taśmy, beret, plastry, okłady chłodzące w zamrażarce, olejki i maści, opaski..., to wszystko mam pod ręką, nie tylko jak pojawia się problem, ale właściwie po każdym treningu z czegoś korzystam. W sumie powinnam mieć jeszcze skarbonkę, bo niestety leczenie i rehabilitacja, to za każdym razem spory wydatek.
Ostatnio przytrafiły mi się 2 kontuzje prawie jednocześnie i to takie, przy których w opisie pojawiało się słowo „najdłuższe”, „przewlekłe”, „trudne”, czyli ścięgno Achillesa i łokieć tenisisty (notabene w tenisa nie gram). Przez pierwsze dni oczywiście przeczesywałam Internet, oglądałam filmiki z ćwiczeniami, nabywałam własną wiedzę, bo wcześniej te kontuzje znałam tylko ze słyszenia. Oczywiście w porady lekarskie nie wątpię, ale nigdy też bezgranicznie im nie ufam, zawsze staram się by przynajmniej uraz był zobrazowany USG lub RTG . Szukałam więc pomocy wielotorowo, ale nie miałam konkretnego planu działania. Najpierw diagnoza u ortopedy, jakieś zalecenia w 5 minut, potem fala uderzeniowa, terapia manualna u osteopaty i fizjoterapeuty. Skorzystałam też z lasera i krioterapii na NFZ, choć dziwnie na mnie patrzono w przychodni, jakby z niedowierzaniem, że coś może mi dolegać… Od samego początku ćwiczyłam też codziennie we własnym zakresie, bieganie oczywiście odpuściłam i przesiadłam się na rower, a raz na jakiś czas robiłam próbę truchtania i sprawdzałam czy już jest jakaś poprawa. Długo nie było.
Przełom jednak w końcu nastąpił, może po części za sprawą motywacji i chęci udziału w jesiennych zawodach, a może dzięki jakiejś konkretnej terapii, która w końcu zadziałała, albo wszystko razem wraz z czasem, który był potrzebny na regenerację.
Achillesa pielęgnuję cały czas, choć już nie odczuwam dolegliwości, to na pewno ćwiczenia będę kontynuować, wzrosła moja świadomość, jak ważne jest dbanie o to ścięgno. Po wielotorowej rehabilitacji wreszcie jest sukces, pozbycie się bólu, to jedno, wzmocnienie mięśni i struktur, to drugie, ale ważne było jeszcze przełamanie blokady w głowie, bo jednak myśli, że pojawi się jakiś niepokojący sygnał w trakcie biegania, długo mi towarzyszyła. W przypadku łokcia ewidentnie pomogły mi zastrzyki z kwasu hialuronowego, nie jest to jeszcze stan zapomnienia o bólu, ale zdecydowana poprawa. Na szczęście obyło się bez sterydów, które pierwszy lekarz mi zalecił na dzień dobry.
Kontuzja to nie koniec świata, chociaż nigdy nie jest się na nią przygotowanym i trudno ją zaakceptować, nie każdy przypadek jest książkowy i nie każdy kończy się happy endem. Niektóre kontuzje wracają jak bumerang i odbierają radość biegania na dłużej. Jednak w większości można wyleczyć te niefortunne urazy i wrócić w jeszcze lepszej sprawności i świadomości tego jak biegać by K…! Kontuzja, nie pojawiało się w naszym słowniku. A tak w ogóle przynajmniej 2 razy w roku powinniśmy zafundować sobie przegląd i serwis regeneracyjny: masaż, krioterapia, sauna, spotkanie z profesjonanym trenerem, co kto lubi. Lepiej wydać pieniądze na przyjemne doznania, niż na wizyty u lekarzy i drogie zabiegi.


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


DamianSz (2020-10-19,11:18): Ładnie napisane i tyle mądrości, że pewnie Admin udostępni to większej społeczności dając na stronę główną. Jest kilka rzeczy na które nie mamy wpływu, których nie sposób przewidzieć i im zapobiec większość kontuzji to jednak nasza wina. Nawet upadek, bo ktoś np. zahaczył o wystający korzeń, to żaden pech tylko często zbyt szybki zbieg na osłabionych już nogach. Tak było w moim przypadku trzy tygodnie temu ;-) Zresztą upadać też trzeba umieć i ćwiczyć podobnie jak równowagę. Z drugiej strony choćby człowiek nie wiem co robił to czasem nie da się uniknąc jakieś kontuzji i po prostu trzeba wtedy minimalizować konsekwencje i stosować zalecenia dobrego medyka.
DamianSz (2020-10-19,11:30): Ale ze mnie gapa - przecież Twój wpis już jest na stronie głównej ;-)
aspirka (2020-10-19,12:35): Damian, na zdjęciach widzę Cię uśmiechniętego i w pełni zdrowia, potknięciu już pewnie dawno zapomniałeś. Przebiegłeś w tym roku takie trasy, o których mogłabym tylko pomarzyć, naprawdę podziwiam Twoją formę.
zbigniewwalo1 (2020-10-19,22:39): We wrześniu miałem problem z ahilesem,stosowałem voltaren max,trening 60procent mniej,teraz minimalnie czasami czuje.Pozdrawiam!
kokrobite (2020-10-20,06:47): Zdrówka!
aspirka (2020-10-20,11:04): Zbyszku, małeś szczęście i pewnie w porę zdziałeś, u mnie to trwało trochę dłużej.
aspirka (2020-10-20,11:05): Leszku, gracias, póki co jestem w dobrej formie:-)
paulo (2020-10-20,11:19): Fajnie to ujęłaś - serwis regeneracyjny czy przegląd :) Moim zdaniem, za mało się kładzie nacisku na te rzeczy, gdy jest się sprawnym, zdrowym i silnym. To również powinno być ważne jak codzienna przebieżka. Niestety, pozostaje nam potem uczyć się na własnych błędach. Też mam cały czas nadzieję, na lepsze czasy w tej materii, jeśli chodzi o mnie :)
snipster (2020-10-20,14:11): im dłuższa k... kontuzja, tym dłużej dochodzi się do sprawności, a i niestety dłużej siedzi w głowie
aspirka (2020-10-20,14:50): No właśnie Paulo, jak się jest sprawnym, zdrowym i silnym, to się wydaje, że nic nam nie potrzeba więcej do szczęścia, ale nie jesteśmy niezniszczalni.
aspirka (2020-10-20,14:58): snipster, śledziłam Twoje zmagania z kontuzją, wiem, że nie było łatwo i ciesze się, że powracasz:-)
jacdzi (2020-10-21,06:27): Trzy rzeczy: Po pierwsze - zdrówka. Po drugie - to ograniczone zaufanie do diagnoz jest bardzo madre. Po trzecie zaś - na K mamy dużo brzydkich słów.
aspirka (2020-10-21,09:08): Jacdzi, na K mamy też jedno piękne słowo:-)







 Ostatnio zalogowani
jarek 105 kg
18:13
Namor 13
17:49
lechu93
17:45
marczy
17:43
fit_ania
17:30
42.195
17:19
Henryk W.
17:07
Januszz
16:50
84cantona7
16:44
k79
16:42
Andrzej Bukowczan
16:41
Andrea
16:35
biegus.pl
15:52
kostekmar
15:52
Gapiński Łukasz
15:02
kryz
14:39
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |