Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

       

  WIZYTÓWKA  GALERIA [48]  PRZYJAC. [19]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
aspirka
Pamiętnik internetowy
Bieganie na zawołanie

Agata
Urodzony: 19xx-05-23
Miejsce zamieszkania: Modlnica / Kraków
54 / 57


2018-07-04

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Badanie wydolnościowe (czytano: 979 razy)

 

Kiedyś przeszło mi przez myśl, że powinnam sobie zrobić jakieś badanie, żeby sprawdzić jak zachowuje się moje serce przy dużym obciążeniu wysiłkiem. A że FB czyta w myślach, to podsunął mi propozycję badań wydolnościowych. Nie były to dokładnie badania, na których mi zależało, ale tak już czasem bywa, że człowiek idzie do sklepu w poszukiwaniu butów, a wraca z nową torebką…. Dałam się więc namówić na badanie wydolnościowe w wariancie podstawowym z oznaczeniem poziomu mleczanu. Kierowała mną głównie ciekawość, ale chyba też wyobrażałam sobie trochę, że coś się dowiem o aktualnym stanie mojej formy. Czy było mi to potrzebne? I tak, i nie, bo z jednej strony ciekawość zaspokoiłam, ale z drugiej, nic to do mojego biegania raczej nie wniesie.

A na czym to wszystko polegało? Był to test wysiłkowy o stopniowo narastającej intensywności, aż do totalnego zmęczenia, czyli do odmowy. Po krótkiej rozgrzewce rozpoczęłam bieg na bieżni, zaczynając od prędkości 8 km/h. Następnie, co dwie minuty zwiększana była intensywność biegu o 1 km/h i pobierana była krew do oznaczenia poziomu mleczanu. Dzięki takiemu stopniowemu podnoszeniu obciążenia, przechodziłam kolejno przez wszystkie strefy wysiłkowe, aż do uzyskania finalnych wartości maksymalnych. Moja maksymalna prędkość zawrotna nie była, doszłam do 14 km/h. Być może jeszcze 2 minuty byłabym w stanie biec, ale ostateczne powiedziałam stop, bo wiem że w normalnych warunkach i tak takich prędkości nie rozwijam. Po zejściu z bieżni krew pobierana była jeszcze raz i właściwie na tym badanie się zakończyło.

Kilka dni później dostałam mailem wyniki w postaci tabelki i wykresu, które bez opisu były dla mnie zupełnie nieczytelne. Zrobiłam więc mały research w Internecie i oswoiłam się z takimi pojęciami jaki próg tlenowy i beztlenowy, anaerobowy, odczytałam swoje HR max i poznałam 6 zakresów stref wysiłkowych (zawsze myślałam, że jest ich mniej).
Każda wiedza na temat własnego organizmu jest wartościowa, żałuję tylko że nie wiem co ja z tą wiedzą mogę zrobić dla mojego biegania, nie używam pulsometru, nie próbuję schudnąć… czy do czegoś mi się to w ogóle przyda? Prawda jest taka, że można się skusić na nieplanowaną torebkę, tylko żeby jeszcze zdarzyła się okazja by wyjąć ją z szafy…


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


paulo (2018-07-05,08:38): powiem szczerze, że dla mnie to też jest czarna magia :) Wszystkie te progi, HR maxy w teorii ważne, ale w praktyce nie zwraca się na nie uwagi. Jak ja już bym sobie to zrobił to interesowałyby mnie np. wyniki te same za pół roku albo za rok, bo wtedy miałbym do czego się odnosić :) I wtedy też ta torebka wyjęta z szafy zrobiłaby wrażenie :)
aspirka (2018-07-05,10:32): I tu Pawle masz w zupełności rację, to badanie będzie miało sens, jeśli porówna się konkretne parametry po jakimś czasie.
aspirka (2018-07-06,10:49): snipster, sorry przez przypadek usunął mi się Twój wpis:-( Myślę, że takie jednorazowe badanie amatorom niewiele daje, chyba że kupisz rozbudowany pakiet z konsultacją wyników ze specj. fizjologii wysiłku, wtedy rzeczywiście czegoś więcej można się dowiedzieć.







 Ostatnio zalogowani
PiterSport
01:03
Misiekr
00:58
Admin
00:36
conditor
00:10
kuflandia vel. Kufel
00:04
zas
23:50
maste
23:46
MEDA
23:45
drAngla
23:44
Picia78
23:43
JERZYK-51
23:37
szczypiorek
23:24
pixel5
23:22
STARTER_Pomiar_Czasu
23:21
Roadrunner
23:20
Dana M
23:13
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |