Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

         

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [26]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Hung
Pamiętnik internetowy
Co w butach piszczy.

Marek Piotrowski
Urodzony: 1961-06-12
Miejsce zamieszkania: Wrocław
143 / 144


2018-06-13

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Półmaraton w dziwnych okolicznościach. (czytano: 1202 razy)



Pod koniec maja przyjechał do mnie kolega, dla którego przebiegnięcie 30 km, to tak, jak dla mnie powolna dyszka. Toteż w czasie trzech tygodni poprzedzających nasze spotkanie ja pokonałem około 110 km a on około 400 km. Naszym zamiarem - podobnie jak rok temu - było kilkudniowe wspólne bieganie po około 30 km dziennie.
Kolega dał się namówić na zawody na dystansie półmaratońskim, które miały się odbyć w mojej rodzinnej miejscowości i miały być moim debiutem biegowym w tym mieście. Ponieważ to 21 km a my planowaliśmy 30 km, więc po imprezie mieliśmy dotruchtać brakującą dyszkę.
W dzień przyjazdu, pod wieczór, wybraliśmy się na wcześniej zaplanowaną trasę, która wyniosła właśnie 30 km. Towarzyszył nam mój pies Norek. To był jego rekord w długości jednorazowego pokonania trasy, bo do tej pory chwalił się przebyciem 22 km. Cała nasza trójka wycieczkę zniosła dobrze. Potem było ognisko i niedługi sen, bo z rana trzeba było wyjechać na zawody.
Ponieważ nie znałem dokładnego przebiegu trasy półmaratonu a z nieba lał się żar, to postanowiłem nie zabierać Norka na bieg główny ale obiecałem, że weźmiemy go na dodatkową dyszkę. Trochę mi to szyki popsuło, bo liczyłem się z tym, że będę ostatni na mecie - wszak kilkanaście godzin wcześniej przetruchtałem trzydziestkę - a na Norka mógłbym zgonić, że to przez niego jestem ostatni. Ale kolega się ulitował i obiecał, że nie będę ostani sugerując, że to on wpadnie na końcu.
Wystartowaliśmy zgodnie z planem - na końcu. Choć wyprzedziliśmy kilka osób, to jednak jedynie tych, którzy biegli na 10 km. Od piątego km biegłem sam a kolega był gdzieś przede mną ale górki i zakręty nie pozwalały mi na określenie gdzie. Po pewnym czasie dołączył do mnie samochód zamykający stawkę. Jednak po chwili musiał się urwać, bo ktoś na trasie zemdlał. Po dziesiątce dogoniłem kolegę, który wspomagał napojem i duchem jednego z zawodników. Chwilę pogadaliśmy i zostawiłem ich z tyłu doganiając następnego żółwia. Gdy go przegoniłem, to czułem się lepiej, bo ten samochód już nie wisiał nade mną jak sęp nad padliną.
Kilkaset metrów przed metą wyprzedziłem jeszcze trzy osoby i mógłbym się zameldować po pamiątkowy medal jako nie ostatni biegacz. Jednak nie mogłem tego zrobić, bo chciałem być lojalny względem kolegi, który wcześniej chciał ratować mój honor a teraz ratował gościa bez picia i sił. W związku z tym - czekając przed metą - przepuściłem wszystkich wyprzedzonych aż doczekałem się tych, na których czekałem. Ledwo zmieścili się w limicie. Wbiegająć na metę zwolniłem, by jednak być ostatnim. Zdziwiłem się, gdy zobaczyłem wyniki, bo na nich byłem przedostatni. Jak to? Doszedłem do wniosku, że wystartowałem na końcu i różnica między mną a przedostatnim zawodnikiem była na tyle duża, że w rezultacie ja byłem lepszy. Cóż, nic straconego, jeszcze będę miał okazję być ostatnim zawodnikiem. Dobrze, że nie zabrałem Norka, bo spiekota była straszna a naturalnej wody po drodze nie było wiele i do tego cały czas królował asfalt, więc z butelki nie dałbym rady schłodzić psa. Gorzej, bo kolega miał dosyć i dodatkową dyszkę proponował przebiec wieczorem. Nic z tego nie mogło wyjść, bo na wieczór umówiliśmy się z dwójką innych biegaczy na ognisko. Wprawdzie ja to zniosłem z ulgą ale Norek był nieco zawiedziony. A poza tym, jutro czekała nas kolejna trzydziestka.
Przybyłem na szarym końcu ale nie znaczy to, że bez nagrody. Moja zaprzyjaźniona para biegaczy wylądowała na podium, nagrody im się powieliły, więc sprezentowali mi saszetkę na pasku. Potem spotkaliśmy mojego znajomego, który był organizatorem biegu, a ten dał mi w prezencie koszulkę z logo imprezy - nie miałem takiej, więc będzie fajna pamiątka. Nieraz warto być na końcu, bo gdybym był wcześniej, to nie spotkałbym tych miłych ludzi.

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


paulo (2018-06-14,17:42): no i fajnie mieć takiego kolegę który mobilizuje do takiego wysiłku:)
Hung (2018-06-14,19:15): Sam bym się, Pawle, nigdy nie zmusił do takich biegów.







 Ostatnio zalogowani
p5ychol
07:15
mabeh
07:12
daNN
07:08
POZDRAWIAM
07:06
RyszardB
07:00
esperlando@onet.eu
06:42
woper
06:34
zulek
06:16
KKFM
05:49
42.195
05:03
Wąsacz
04:00
krizi
01:13
mariolapaprocka
00:42
Yanosch
00:02
Bea-Tom
23:51
miłośnik biegania
23:48
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |