Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

         

  WIZYTÓWKA  GALERIA [6]  PRZYJAC. [136]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
kryz
Pamiętnik internetowy
Opowieści dziwnej treści.

Krzysztof Ryzner
Urodzony: 1960-01-27
Miejsce zamieszkania: Jarosław
218 / 219


2018-06-12

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
3. Molokiya Lviv Half Marathon – Lwów ( Ukraina ) - 10.06.2018.r. (czytano: 911 razy)



3. Molokiya Lviv Half Marathon – Lwów ( Ukraina ) - 10.06.2018.r.

Sam wyjazd na półmaraton i decyzja o wyjeździe zapadła jeszcze w ubiegłym roku, po przeczytaniu relacji z drugiej edycji biegu ...
Piątek rano ...
Wstaję około 6.30. Otwieram komputer i tu pierwsza niespodzianka i dobrze, że jedyna, ale naprawdę dużego kalibru. Okazuje się, że zamawiany przez booking Hotel Knyazha Lviv odwołuje nam rezerwację. Jeden wielki skandal. Jest to kolejna niespodzianka jaką mamy zamawiając hotel właśnie przez tą stronę. Jednak szybko udaje nam się załatwić następny. Jak się potem okazuje rewelacyjny.
Docieramy w południe do Przemyśla. Decydujemy się na podróż pociągiem. Japoński Hyunday sprawdza się znakomicie. Duży komfort i kilka ciekawostek. Ale podobno podróże kształcą. W każdym wagonie konduktor, do pociągu nie wejdziemy, jak nie pokażemy biletu i paszportu. Miejscówki do wagonów są tak sprzedawane, że nikt nie siedzi koło siebie ...
W pociągu poznajemy grupę Polaków, którzy jak mówią jadę też na maraton, ale nie biegowy. Już wystartowali, jednak naprawdę bardzo mili. Poznajemy też polsko – hiszpańskie małżeństwo, które jedzie na półmaraton. Czas więc szybko mija ...
Granica bez problemu ...
Jesteśmy we Lwowie ... wysiadamy z pociągu ... taryfa ... i dojazd do hostelu. Jak się okazuje na miejscu warunki rewelacyjne. Czysto, miło, cicho, przyjemnie, co więcej potrzeba ...
Wychodzimy na miasto, do rynku mamy nieco ponad kilometr. Zaczynamy zwiedzanie od kaplicy Boimów znajdującej się obok Bazyliki pod Wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. To w jej murach skrywa się kawał polskiej historii Lwowa. Tu są relikwie Jan z Dukli, który zmarł we Lwowie, patrona Lwowa. Tu Jan Kazimierz składał śluby w czasie Potopu szwedzkiego ...
Wchodzimy na Rynek, główną turystyczną atrakcję Lwowa. Zaczynamy zwiedzanie od Czarnej Kamienicy, i tak kamienica po kamienicy ...
Lwów tętni życiem, czuć Polskie klimaty ...
Czas szybki mija powoli czas myśleć o wieczornym posiłku. Wybór pada na znajdujący się na Rynku Teatr Piwa Prawda. Jak się okazuje jest to wymarzone miejsce dla tych co lubią dużo i dobrze zjeść i zapić to wszystko piwem własnej produkcji ... W całej kamienicy ulokowano restaurację i pab zarazem. Na samym dole mieści się też sklep. Na pierwszym piętrze wieczorami gra orkiestra dęta. Wierzcie mi, że wtedy do sal trudno wcisnąć przysłowiową szpilkę. Ponieważ środek kamienicy jest pusty, a piętra są na przestrzał, to dźwięki muzyki słychać w całym budynku, wszystko wtedy żyje, ludzie wstają od stołów. Totalne szaleństwo i muzyka. Piwo, które pijemy ( ponad 7 % ) nieco nas osłabia. Wpadamy na grupę Polaków poznanych w pociągu, kontynuują maraton ... Czas wracać ...
Sobota rano ...
Na śniadanie udajemy się ponownie na Rynek. A zaraz potem wynajmujemy Polskiego przewodnika i zwiedzamy Lwów. Docieramy między innymi do takich mało znanych miejsc jak do miejsca, gdzie urodziła się Anna German czy domu w którym mieszkał przez dwa miesiące Casanova ...
Czas szybko mija, kończymy wycieczkę z przewodnikiem ... na Rynku natrafiamy na restaurację o nazwie Lvivska Kopalnia Kawy. Trzeba liczyć się z tym, że mogą być tam długie kolejki, bowiem lokal ten to największa lwowska kawiarnia poświęcona historii kawy we Lwowie.W Lvivskiej Kopalni Kawy, która mieści się w piwnicach zwiedzamy prawdziwą kopalnią. Dowiadujemy się jak to jest naprawdę z tą kawą. To tu ubieramy kaski i wchodzimy w podziemia do kopalni kawy.To tu widzimy tory, a na nich wagoniki z kawą, a obok worki z ziarnami. To tu ludzie w strojach górników wydobywają ziarna kawy z piwnicy, następnie dostarczają ją na górę do lokalu, osmażają i mielą ... W sprzedaży na górze jest kawa zarówno zmielona, jak i w ziarnach, wydobyta z kopalni. Jej aromat czuć, aż na zewnątrz kawiarni. Pachnie przepięknie! My kupujemy butelkę nalewki kawy, z mlekiem i alkoholem ... No cena raczej z górnej półki ...
Udajemy się w końcu do Biura Zawodów. Naprawdę spory ruch. Wszystko tu odbywa się zgodnie z Regulaminem. Pokazujemy np. wymaganą polisą ubezpieczeniową, którą bezwzględnie od nas żądają, jednak musimy pokazać na niej, gdzie jest napisane, że chroni ona nas na wypadek zdarzenia związanego z biegiem. Polisę tę od nas zabierają ??? ... Tak, że lepiej wszystko mieć czego żądają ...
Jeszcze o 17.00 wracamy do Lvivskiej Kopalni Kawy bo o tej godzinie jest sprzedawana kawa ( 12 kg ) ze zniżką 50 % do wyczerpania zapasu. Kolejka ustawia się przy tym jak za komuny ...
W międzyczasie wracamy do hostelu, kąpiel, posiłek na rynku w Restauracji Baczewski i udajemy się do Lwowskiej Opery na Trubadura Verdiego ...
Gmach Opery robi wrażenie, sama Opera też ... Większość pełnej widowni to Polacy ...
Wieczorem wracamy ponownie do Teatru Piwa Prawda. Znowu posiłek i ulubione piwo. Nie myślimy o jutrzejszym półmaratonie. Cieszymy się klimatem Lwowa i obecną chwilą.
Niedziela rano 10 czerwca 2018.r....
Dzień półmaratonu ... Start zaplanowano na godzinę 8.00 ( u nas to 7.00 ). I to jak się okazuje jest dla nas wybawienie. Upał jest niesamowity. Powietrze jest stojące ... W południe nie daje się wytrzymać ...
Start i metę usytuowano przed Lwowską Operą. Jesteśmy na miejscu około 7.30. Toaleta i przygotowania do startu ...
Czuje się rozmach wielkiej imprezy. Oprócz półmaratonu biegi towarzyszące ... Już przed startem lekki zaskoczenie. Pomimo, że start wyznaczono na 8.00 strefy startowe jeszcze o 7.50 pozamykane. Pierwsi wpuszczani są zawodnicy dyktujący tempo na 1.29, 1.39, 1.49, 1.59 ... a dopiero potem pozostali biegacze. Nie ma szans wejść nie do swojej strefy startowej ...
Zaraz potem prezentacja elity i tuż przed 8.00 hymn Ukrainy, mnie przechodzą ciarki ...
Godzina 8.02, start do półmaratonu ...
Głośna muzyka, zaczynamy bieg po kostce ... Jak się potem okazuje w mojej ocenie około 14 km trasy półmaratonu to kostka. Jednak nie w naszym rozumieniu. Kostką to może ona była około 100 lat temu. Dziury i ubytki oraz szyny tramwajowe dają się mocno we znaki ... Jak się okazuje trasa jest też bardzo mocno pofałdowana. Cztery mocne wzniesienia po 1, 3, 8 i 15 km dają się naprawdę bardzo we znaki. A szyny tramwajowe są dopełnieniem tego co nas spotyka w czasie biegu. Jak się okazuje jest to jeden z trudniejszych półmaratonów w jakich uczestniczyłem. Aby uniknąć kostki biegacze biegają po chodnikach, które też nie są najlepsze lub robią slalom między zaparkowanymi samochodami. Znacznie wydłuża to dystans biegu. Jednak trzeba też przyznać, że robią sobie skrótu ...
Do tego wszystkiego jest jeszcze niesamowity upał pomimo faktu, że są to dopiero godziny poranne ...
Tak na dobrą sprawę mnie już ochota na bieganie mija na pierwszym mocny podbiegu po 1 km ... Dają o sobie znać trudy przebywania we Lwowie już od piątku ... Ale biegnę ... relaksując się widokami Lwowa ... Mijamy naprawdę wiele historycznym miejsc miasta.
Wreszcie meta ... czas to katastrofa 1.48.38 ... już nie pamiętam kiedy tak słabo pobiegłem ... za chwilę przybiega syn Kuba i co jest dużym zaskoczeniem żona Ewa ...
Strefa mety zabezpieczona naprawdę dobrze. Każdy otrzymuje reklamówkę oraz pomarańcze, banany, wodę i izotonik w samej strefie do woli ...
Jak się potem okazuje Ewa zajmuje w swojej kategorii wiekowej 3 miejsce ... A więc musimy czekać do 13.00 na dekorację zwycięzców. Jednak oczekując na dekorację udajemy się na masaż co by nie powiedzieć lepszy niż u nas w Polsce ...
Wszystko zorganizowane naprawdę super. Nie ma np. listy z wynikami, tylko każdy podchodzi do jednego z czytników elektronicznych i po przyłożeniu numeru startowego otrzymuje pełną informację na monitorze o swoim biegu ...
13.15 dekoracja, podium ... Jak się okazuje na podium w swoich kategoriach wiekowych oprócz mojej żony stali Wojciech Holona z Gliwic ( 1 miejsce ) i Tadziu Dziekoński ( 2 miejsce ), a także poznany w pociągu Hiszpan ( 1 miejsce ) ... Wreszcie udajemy się na zasłużony posiłek ...
Wybieramy się na Rynku do knajpy Kryjówka. Jednak z pewnych względów pominę opis tego lokalu. Ci co tam byli wiedzą dlaczego ... Jednak trzeba powiedzieć, że jedzenie tam było wyśmienite. A porcja rozmiarów kosmicznych. Jakościowo też niczego sobie. Tak, że mamy problem jedzenia załatwiony ...
Teraz wizyta w hostelu, gdzie właścicielka wita nas jak zwycięzców, a szczególnie moją żonę, robiąc nam zdjęcia i zapewniając, że je umieści na swojej stronie w internecie ...
Po odświeżeniu się zaraz wychodzimy ponownie na rynek, gdzie ponownie chłonie nas klimat Lwowa. Zatrzymujemy się przed pabem Pijana Wiśnia. Trzeba przecież uczcić sukces Ewy ... Naprawdę niezły leją tam trunek, ale i cena nie jest mała ... Spotykamy tam Tadzia Dziekońskiego z którym dość długo gawędzimy ...
Teraz czas na krótki odpoczynek, ławeczka i obserwujemy Lwów ... Ale nie po to tu przyjechaliśmy. Pomimo zmęczenia spacerujemy po bocznych ulicach Lwowa ...
Szybko zapada zmrok, idziemy do hostelu. I jak się okazuje w samą porę. Zaczyna padać deszcz. Wreszcie inne powietrze ...
Poniedziałek wstajemy rano. Dzień wyjazdu. Jeszcze udajemy się na rynek. Tam idziemy na 8.00 na śniadanie do Restauracji Baczewski. To jedna z najbardziej obleganych restauracji we Lwowie. Ale nie ma się czemu dziwić. Kiedy ostatnio jedliście śniadanie z szampanem, a jeśli tylko macie ochotę to i z wódką. Dodatkowo wszystko to w bardzo eleganckim wnętrzu, gdzie nienaganna obsługa kelnerska uwija się między stołami. Jeśli możecie sobie wyobrazić bardzo elegancką restaurację z bardzo umiarkowanymi cenami, to właśnie Baczewski. Miejsce, w którym chciałoby się celebrować śniadanie jak najdłużej. Powstrzymać od tego może jednak świadomość, że przed restauracją wije się ogonek ludzi jak my chętnych na spożycie posiłku. My też przed wejściem musimy swoje odczekać.
Jeszcze tylko drobne zakupy i udajemy się na dworzec w oczekiwaniu na pociąg ...
Czar pryska. Wszystko co piękne szybko mija ... granica i proza życia ...
Co do samego biegu na pewno nie jest półmaraton na rekordy, tym bardziej jak się chce tak jak my poczuć klimat Lwowa. Ale pozostałe atrakcje naprawdę po nie najwyższych cenach i można powiedzieć, że w Polskim klimacie Polskiego Lwowa ...
Obiecujemy sobie przyjechać tu za rok ...
PS
Bieg ukończyło 1163 biegaczy. Na liście startowej byli przedstawiciele 27 krajów ...

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora







 Ostatnio zalogowani
zefir
16:08
peligrosa1
16:08
stratos
15:49
kubawsw
15:38
kazho
15:25
Admin
15:22
Małgorzatka
15:16
robertgarzel
15:12
1223
15:10
Andrea
15:09
filips1
15:03
Hung
14:55
AdamP
14:38
Jarek42
14:36
conditor
14:26
Jaro43
14:14
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |