Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

      

  WIZYTÓWKA  GALERIA [5]  PRZYJAC. [112]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
żiżi
Pamiętnik internetowy
Zmień swoje życie na lepsze :)

Angelina Woyczyńska
Urodzony: 19..-09-17
Miejsce zamieszkania: Leszno
363 / 369


2018-02-15

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Zimowy Maraton Ślężański (czytano: 1082 razy)

 

To miał być sprawdzian dla mnie i dla mojej partnerki Rzeźnickiej, dystans 43 kilometrów pokonanych razem w górach, w scenerii zimowej...tak to miało wyglądać: razem od początku do końca...do samego końca wypatrywałam na stronie czy powtórzy się panorama z zeszłorocznej edycji i pobiegamy sobie w bieli- niestety aura chciała inaczej. Na samej górze było zabielone , ale w takim przypadku to już wolałabym ,żeby nie było wcale biało. Podekscytowane wspólnym długim startem ruszyłyśmy wraz z tłumem innych biegaczy na podbicie Ślęży . W mojej cały czas krążyła myśl czy Ewa nie będzie się ze mną męczyć....widząc z jaką lekkością jej się wbiega zaczęłam ją namawiać na to, żeby pobiegła jednak sama, raz , drugi przekonałam ją....trochę smutno mi się zrobiło, ale nie lubię przywiązywać kogoś do siebie. Warunki im wyżej okazały się coraz trudniejsze, zamarznięte błoto, śliskie , oblodzone , wystające korzenie i kamienie to nie mogło się inaczej skończyć jak...moim upadkiem ..otrząsnęłam się, ale już z większą ostrożnością postanowiłam biec dalej. Skupiona leciałam sobie i modliłam się, żebym sobie już żadnej krzywdy nie zrobiła. Niestety mniej więcej gdzieś na 14 kilometrze biegnąc z górki złapałam mega zająca i wyciągnęłam się na tych kamlotach jak długa...nie mogę wstać !krzyczy mi w głowie , łzy napływają do oczu..podbiegają do mnie dziewczyny i pomagają wstać -za co bardzo im dziękowałam bo sama to chyba leżałabym tam do końca biegu. W tym momencie już wiedziałam , że jest po moim biegu , bilans strat był duży: zdarte i poobijane oba kolana , łokcie , nie wspomnę o stratach w odzieży :)...ale uparciuch ze mnie i mimo wszystko postanowiłam napierać dalej. Założenia mojego planu runęły już w momencie pierwszego upadku a po drugim został głęboko zakopany. Człapałam powoli zapominając o bólu i mimo wszystko byłam pełna euforii , bezsensu było się wściekać. Na metę wbiegłam z czasem 5 h to i tak o przeszło 30 minut lepiej niż rok temu. Jak się później okazało sensacji nie było koniec bo Ewa okazało się, że tez miała zdarzenia na trasie a ja w drodze powrotnej otrzymałam wiadomość , że załapałam się w swojej kategorii na podium !
Nasz sprawdzian oblałyśmy- teraz czeka nas krótka rehabilitacja i zaczynamy treningi...


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


snipster (2018-02-15,09:53): Gratki :) nie ma przeszkód nie do pokonania :)







 Ostatnio zalogowani
ab
05:30
Tusik
04:48
KMS
00:24
84cantona7
23:52
apacz08
23:37
piotrhierowski
22:50
natalson
22:48
sasu
22:41
Dana M
22:34
esperlando@onet.eu
22:27
stawarzp
22:26
runner
22:17
mateusz strazak
22:10
Martins
21:57
staszek63
21:47
StaryCop
21:36
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |