Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

       

  WIZYTÓWKA  GALERIA [3]  PRZYJAC. [22]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
trojmar
Pamiętnik internetowy
"Pędzimy Razem"

Mariusz Maciejończyk
Urodzony: 1975-03-30
Miejsce zamieszkania: Rybnik
4 / 4


2018-01-30

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Marrakesh Maraton 2018 moimi słowami (czytano: 904 razy)

PATRZ TAKŻE LINK: https://drive.google.com/open?id=12CCyWYOrfPpWYKdO65TUE-EvZFKKYlYt

 

Marathon Internacional de Marrakech 2018 – Rybnicka Grupa Biegowa „Pędzimy Razem” - tym razem rodzinnie.

Przylot i zakwaterowanie.

Wylot o bardzo wczesnej porze z Krakowa i po ponad 4 godzinach wylądowaliśmy. O dziwo było pochmurno i zimno, bo tylko około 10 stopni. Nie tego się spodziewaliśmy.
Na zakwaterowanie wybraliśmy kwaterę prywatną w pobliżu biura zawodów i startu, aby nam pasowało logistycznie. Na kwaterze pierwsze zdziwienie to basen – jest to budynek wielorodzinny a na dziedzińcu jest basen z czyściutką, ale jednak lodowatą wodą. Po co ona tam stoi?
Wybraliśmy się od razu po pakiet startowy. Biuro zawodów mnie powaliło. Inny świat. Wszystko mieściło się na maleńkim placu, w kilku namiotach. Na pierwszy rzut oka nie bardzo wiadomo w którym namiocie odebrać pakiet, bo na każdym z nich pisze „biuro”, ale za każdym razem odsyłają nas do innego namiotu (chyba kilka organizacji robiło zapisy). W końcu jednak pakiet odebrałem. W środku koszulka (prawdopodobnie damska) i niestety już nie do wymiany. Hahaha. Expo też było super – bez urazy, ale na rybnickim biegu barbórkowym jest bogatsze .
Dzień pierwszy – bieg powitalny

Z Olusią wybraliśmy się w sobotę na bieg powitalny. Nikt za bardzo nie wiedział jaka jest trasa i na jakim dystansie. Po rozmowach z kilkoma uczestnikami byliśmy przekonani, że trasa ma 5km. Nie było zbyt wielu biegnących. Może trochę ponad 100 osób. Ale atmosfera przyjazna i w pięknym słońcu. Gdy kończyliśmy pierwszą pętlę 2,5 km organizatorzy nas zatrzymali i powiedzieli, że koniec biegu. Tak więc po tym dystansie skończyło się bieganie powitalne, więc szybciutko wróciliśmy do naszego mieszkania.
Dzień startu maratonu.

Start był o godzinie 8:00. Ponieważ mieszkaliśmy blisko wystarczyło wstać o 6:00. Wyszliśmy na start o 7:20 i odbiliśmy się od zimnego powietrza. Tylko 3 stopnie na plusie. Brrrrr. No i było jeszcze przed wschodem słońca, które wzeszło kilka minut przed startem. Rozgrzewając się do startu spotkałem kilkunastu biegaczy
z Polski. Wszyscy w bojowych nastrojach i optymizmem w oczach. W końcu start. I już jest wesoło,
bo starter wystrzelił, ludziska poszły a zegar 0:00:00. Wesoły kraj! Najważniejsze jednak, że już się zaczęło. Zimno jak cholera
i generalnie dłonie miałem zmarznięte aż do 10 km.
Trasa maratonu – no cóż Afryka!!! Początek to bieganie w nowej części miasta.
Po przebiegnięciu 2,3 km jest tablica z informacją, że mijamy 3 kilometr – wszyscy mają ubaw.
Po około 7 km wybiegamy z miasta na południe. Mamy świetny widok na ośnieżone góry Atlas
i dzielnice, które przypominają filmowe scenerie Somalii z filmu „Helikopter w ogniu”. Po 12 km spotykamy się na trasie z biegaczami półmaratonu. Trochę demotywują śmigając pośród maratończyków. Nie dość, że wystartowali pół godziny za nami, to jeszcze mają mniejszy dystans do pokonania. Po drodze mimo wszystko kilka ciekawych widoków starych murów i gajów oliwnych. Przy okazji był już pierwszy punkt z owocami – mandarynki, które trzeba sobie obrać – już widzę naszych najszybszych biegaczy jak to je obierają .
Po 17 kilometrze półmaratończycy odbijają
od nas i nagle sobie uświadomiłem, że strasznie nas mało. Przed sobą miałem na widoku jednego biegacza w odległości 50 metrów, a za sobą kilku biegaczy w podobnej odległości. Po drodze pierwszy raz w życiu widzę las palmowy (taki Las Palmas). Ponadto trochę wielbłądów i kilku kibiców. Dosłownie na przestrzeni ostatnich kilometrów było ich kilku. Ale nie ma co narzekać. Małe dzieciaki, które pojawiają się przy trasie mają szczerą chęć przybić piątki KAŻDEMU! To naprawdę jest fajne. Ciekawostką jest też zachowanie kierowców i policji. Mnóstwo ludzi na skuterach i motorach gazuje i czeka na sygnał policjanta. Są jak harty przed wyścigiem. Wystarczy nieopaczny ruch policjanta i już jadą między biegaczami coś tam wrzeszcząc.
Policja ostro w gwizdki i własnym ciałem blokuje kolejnych kierowców (tych co pojechali już nikt nie zatrzyma  ). Na 30 km zaczyna się powrót do miasta – powrót pod górę przez 10 km. Ja opadłem
z sił. Wyszło niestety słabe przygotowanie spowodowane styczniowymi infekcjami, które to zmusiły mnie do zrezygnowania z treningów. W efekcie decyduję się, że nie zrobię czasu 3:45
i od 30 kilometra każdy nowy zaczynam szybkim marszem przez 100 metrów i potem biegnę.
Tą strategie udało mi się utrzymać aż do mety. Podczas tego marszobiegu temperatura poszybowała już mocna w górę i nie ma cienia. Spotykam na trasie kilku Polaków. Jednych ja wyprzedzam, a inni wyprzedzają mnie.
Wspieramy się i każdy daje z siebie ile potrafi. Będąc na 41 km wyciągam polską flagę i już biegnie się jakby lżej. Ponadto wiem, że wkrótce czeka mnie widok najlepszych kibiców świata – Oluśka i nasze chłopaki. Tak więc zbieram jakoś siły i w końcu ich spotykam na 800 m przed metą. Są!!! Super!!! Gdy przybijam im piątki, Piotrek (na jego szydercze wsparcie zawsze można liczyć) krzyczy „biegnij ojciec, bo czas leci”. No i pobiegłem. Choć przyznam się, że na 200 m przed metą zrobiłem sobie jeszcze krótki spacerek . Ale kibice - i to głównie z Polski - nie dali mi iść spokojnie. Okrzykami: dajesz…, biegnij…, do przodu..” – zmotywowali mnie do biegu. W końcu jestem na mecie – czas wg zegarka 3:55:25. (Jaki jest oficjalny czas? Na razie nie wiem, bo strona organizatora nie działa).
Na mecie medal, woda, banan i mandarynki. Jest git.
Podsumowując – bieg ciekawy, bo po prostu inny. Trasa naprawdę fajna na „życiówkę”, chyba że temperatura da się we znaki. Punkty z wodą co 5 km to niby zgodne z regulaminem, ale dla mnie przy tym słońcu to trochę za mało. Na trasie nie ma izotoników, bananów i innych dobrodziejstw spotykanych w Europie. Widokowo niestety nie za ciekawie i kibiców malutko. ALE MIMO WSZYSTKO WARTO TU POBIEC!!!

P.S.
Strona organizatora zadziałała 2 dni po maratonie. Są wyniki, ale z podziałem na kobiety
i mężczyzn. Nie ma wyników open i generalnie ponoć brakuje mnóstwa uczestników. Mój oficjalny czas to 3:53:37 .


Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora







 Ostatnio zalogowani
kos 88
05:34
p5ychol
04:30
jaroszakal
03:17
seba1
02:09
plutek
01:21
Beata72
00:41
Andrea
00:12
Borrro
00:01
Kravis
23:45
Ihetman
23:40
znajomakr
23:34
markwi
23:27
zyga11/Kevin
23:21
Inek
23:07
tdominiak
22:35
wigi
22:28
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |