Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

         

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [0]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
p5ychol
Pamiętnik internetowy


Krzysztof Królczyk
Urodzony: 1985-02-27
Miejsce zamieszkania: Poznań
2 / 6


2017-12-03

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
[bieg #2] IV Bieg Mikołajkowy Poznań (02.12.2017) (czytano: 277 razy)

 

Dlaczego Bieg Mikołajkowy?

Choć 7. Luboński Bieg Niepodległości, który odbył się trzy tygodnie wcześniej, był pierwszym biegiem, w którym wziąłem udział, to IV Bieg Mikołajkowy w Poznaniu był pierwszym biegiem, do którego się zapisałem. Miało to miejsce na początku sierpnia. 10-kilometrowa trasa, w przeważającej części przełajowa, po leśnych dróżkach dookoła Jeziora Strzeszyńskiego, w czapkach św. Mikołaja - pomyślałem wtedy, że to może być dobry sposób, aby na luzie zakończyć swój pierwszy sezon biegowy. Co ważne, bieg ten ma również charakter charytatywny, gdyż 5 zł z każdego zakupionego pakietu startowego przeznaczone zostało na Dom Dziecka w Wągrowcu.

Przygotowania... których nie było

Niestety tak się złożyło, że po biegu w Luboniu przyplątało mi się lekkie przeziębienie, które uniemożliwiło mi treningi. Jak okazało się później, nawet do Biegu Mikołajkowego przystąpiłem nie w pełni zdrowy. Przez te trzy tygodnie dzielące oba biegi z powodu infekcji wyraźnie pogorszyła mi się wydolność, bo zdarzyło mi się dostać zadyszki po podbiegnięciu do autobusu. Jeden jedyny trening biegowy udało mi się odbyć na pięć dni przed startem, jednak czas, który wtedy osiągnąłem, był więcej niż rozczarowujący, bo 10 km przebiegłem w ponad godzinę i dwie minuty, co w porównaniu do życiówki z Lubonia (00:53:22) było wynikiem beznadziejnym. Nie mogąc trenować biegowo, postanowiłem skupić się na czymś, co jest moim mankamentem, mianowicie nad nadwagą. Do biegu przystępowałem wnosząc wcześniej na wagę 89,8 kg, co było o półtora kilograma mniej niż przed biegiem w Luboniu. Niedopowiedzeniem byłoby powiedzieć, że czułem się lekki jak piórko, ale pod tym względem czułem się po prostu dobrze. Tak czy inaczej nie robiłem sobie wielkich nadziei wobec swojego startu na Strzeszynku. Co ma być to będzie!

Dzień biegu

Pozytywnie zaskoczyła pogoda. W tygodniu poprzedzającym bieg przymroziło, a na dzień przed nawet posypał śnieg. W dzień biegu obyło się jednak bez takich utrudnień. Było co prawda pochmurnie, ale na szczęście bez wiatru i wszelkich opadów, a termometr pokazywał 2 stopnie. Jak na tę porę roku dobre warunki do biegania. Na Strzeszynku działo się już od samego rana, bowiem odbywały się biegi dzieci, później bieg oraz marsz Nordic Walking na dystansie 4,3 km, a start wieńczącego imprezę biegu na 10 km zaplanowany był na godzinę 13:40. Po dotarciu na miejsce oddałem plecak do depozytu, zrobiłem kilka rozgrzewkowych przebieżek po spacerowych ścieżkach nad jeziorem, porozciągałem się, skorzystałem z toi toia i udałem się w kierunku startu.

Bieg

Zameldowałem się w strefie D, czyli wśród biegaczy, którzy zapisali się do biegu deklarując czas 55-60 minut. Z uwagi na czas mojego ostatniego treningu taki wynik i tak byłby optymistycznym wariantem, zresztą za cel minimum postawiłem sobie zejście poniżej godziny. Uczestnicy planowo mieli startować falowo co 4 minuty, choć start mojej grupy został przyspieszony i ruszyliśmy 2 minuty po poprzedniej. Pierwszy kilometr to tradycyjnie karkołomne przedzieranie się przez tłum i wyprzedzanie biegnących wolniej ode mnie. Drugi kilometr to pewne ustabilizowanie się w stawce. Na trzecim kilometrze miała miejsce pierwsza trudność i z perspektywy czasu chyba najtrudniejszy moment na trasie. Dość długi, całkiem stromy podbieg po grząskiej, błotnistej ścieżce na skraju lasu. Odcinek ten tylko utwierdził mnie w wierze w to... że całkiem dobrze radzę sobie na podbiegach. Później okazało się, że ten trzeci kilometr był moim najwolniejszym na całym dystansie, ale i tak bezproblemowo "łykałem" tych, którzy zwolnili jeszcze bardziej ode mnie. Tuż po czwartym kilometrze miał miejsce kolejny podbieg, jeszcze bardziej stromy, ale za to krótszy. Tutaj już nie byłem w stanie wyprzedzać, ale i nie odpadłem z grupy, w której się znajdowałem. Po chwili wybiegnięcie na długą prostą wzdłuż torów kolejowych, która liczyła sobie dobre dwa kilometry, w tym krótki odcinek po asfalcie. Następnie zbiegnięcie z górki w las w kierunku jeziora i już zrobiło się raźniej, bo do końca pozostały trzy kilometry, a otuchy dodawał fakt, że metę znajdującą się na drugim brzegu jeziora było już widać i słychać. Te końcowe kilometry to już niewiele kalkulowania, a raczej bieg na tyle, na ile zostało jeszcze pary. Mnie sił starczyło na jeszcze jedno mocne depnięcie na mniej więcej 700m przed metą. Finisz na plaży nad jeziorem wymagał jeszcze trochę skupienia, bo nawierzchnia była tam miejscami bardzo grząska i łatwo było zaliczyć wtopę w postaci upadku na oczach kibiców, ale na szczęście uniknąłem tego i bez zaliczenia parteru dotarłem do mety. Cały czas biegłem na czuja, bez zegarka, więc sprawdzenie czasu miało być dla mnie swoistą niespodzianką i... okazało się, że nie jest tak źle, jak się obawiałem. 00:55:23 - ten czas jeszcze miesiąc temu byłby moją życiówką, ale wynik biegu w Luboniu nieco zmienił optykę. Ale zważywszy na to, że przystępowałem do IV Biegu Mikołajkowego nie w pełni zdrowy i przygotowany, mój wynik bardzo mnie ucieszył, więc z uśmiechem na ustach zawiesiłem sobie na szyi zasłużony medal (dodam, że ani bardzo ładny, ani brzydki, ot solidna robota).

Podsumowanie

Bieg Mikołajkowy zakończył mój sezon startów w zawodach, których osiągnąłem zawrotną liczbę dwóch ;) Jeszcze przez poznańskimi zawodami ułożyłem sobie plan startów w roku 2018, w którym... Biegu Mikołajkowego nie umieściłem, dodam że całkiem świadomie, a nie przez przeoczenie. Dziś już wiem, że bieg ten bez wątpienia dopiszę do tej listy, bo z przyjemnością zakończę sezon biegając po lesie wokół jeziora przez błoto i kałuże w towarzystwie setek pozytywnie zakręconych świrów w czapkach Świętych Mikołajów.

Autor zablokował możliwość komentowania swojego Bloga







 Ostatnio zalogowani
adria
13:33
henry
13:32
TomekWiśniewski
13:26
Palbow
13:25
piotr72gd
13:22
Krzysiek670
13:15
kydro26
13:06
WKB_Maratonczyk
13:04
runner
13:00
vipsektor
12:49
Januszz
12:48
SlawekZd
12:33
henrykchudy
12:27
Jarek42
12:14
Adriano1988
11:59
sywan
11:58
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |