Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

          

  WIZYTÓWKA  GALERIA [17]  PRZYJAC. [1489]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Jarek42
Pamiętnik internetowy
Biegnę więc jestem, jestem więc biegnę

Jarek Kosoń
Urodzony: 1962----
Miejsce zamieszkania: Kołczewo
119 / 122


2017-10-07

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
III Dziwnowska Liga Biegowa - 8 bieg, 2 półmaraton. Samotność długodystansowca (czytano: 389 razy)

PATRZ TAKŻE LINK: https://www.maratonypolskie.pl/mp_index.php?dzial=2&action=44&code=44834

 

Pół roku trenowałem z myślą o tym półmaratonie. Biegi z szybkimi podbiegami, parkrun połączony z 60-kilometrową jazdą rowerem, dni bez treningu w piątek, trening w dzień po sobotnich zawodach (dodatkowy 1 dzień treningu), piętnastki i dziewiętnastki. Niestety z powodu przesunięcia półmaratonu o tydzień do tyłu dziewiętnastek nie było. A miały być trzy. Dobrze, że zrobiłem kilka piętnastek i w tygodniu mojego startu w DLB jedną też przebiegłem. A tydzień przed ważnym startem nie biegałem ostatnio nic dużego ani mocnego. Tak to się przygotowywałem i nie wiem czy się przygotowałem (piszę to godzinę przed biegiem). Chciałoby się przebiec w 1:33. Gdzie te czasy, że na zawołanie łamałem 1:30.

Tydzień treningowy przed startem - 3 dyszki. Miała być jeszcze szóstka w czwartek, ale cały dzień padało. Chciałem pobiec w piątek, ale do południa padało, a po południu stwierdziłem, że ta szóstka i tak niczego nie zmieni. Kulinarnie - 4 razy na obiad makaron. Żona ugotowała gar gulaszu, więc postanowiłem potraktować go biegowo makaronem. Zastanawiam się co jest dla mnie smaczniejsze z gulaszem - ziemniaki, kasza, ryż czy makaron. Chyba makaron, chociaż wszystko jest dobre. Noc przed biegiem praktycznie bez snu. Dzień wcześniej się za to wyspałem.

Rano tradycyjne ważenie - 71,6 kg i już jest tegoroczny rekord.
9.05 - 55 minut przed biegiem. Temperatura 12 stopni. Jak pobiec? Ubraniowo - na krótko z opaskami na uda. Taktycznie - mocny początek, spokojny środek i końcówka na zapalenie płuc. W klasyfikacji generalnej do Zdziśka mam 10 sekund straty, Grzesiek ma do mnie koło 2 minut straty. Trzeba więc ich pilnować.

Wyjechałem samochodem jakoś później niż zwykle - 30 minut przed zawodami, które miały się zacząć o 10.00. Było blisko, więc po 5 minutach dojechałem. Zapisałem się, dostałem karteczkę i można było trochę się rozgrzać. W domu ubrałem wszystko do biegania, więc szybko ruszyłem do rozgrzewki. Zdzisiek był, Grześka nie było z powodu pracy. Krzysiek powiedział, że nie będzie się woził z żoną, tylko pobiegnie na tyle ile potrafi. Więc bezpośrednia rywalizacja jednak będzie.
Ponieważ na drodze Międzywodzie - Dziwnów są roboty drogowe, więc trasa została poprowadzona od OW Marena Wellness Spa ścieżką rowerową w stronę Wolina. Na półmetku nawrót i tą samą drogą do mety.

START
Wystartowałem jako pierwszy. Przebiegliśmy przez szosę i pobiegliśmy w stronę Wolina ścieżką rowerową z polbruku. Po krótkim czasie dogonili mnie mocni. Lider jednak przyjechał, Robert i Przemek też. Nie starałem się ich przytrzymać, bo byli o wiele lepsi. Biegnę sobie więc na 4 miejscu. Postanowiłem, że nie będę się oglądał do tyłu. Jak mnie Zdzisiek dogoni, to trudno, będę wtedy prowadził bezpośrednią walkę. Oszczędzałem siły na tę właśnie walkę. W jednej ze wsi jakoś wbiegłem w bok od drogi i musiałem na przełaj po jakiejś trawie do tej drogi się dostać. Mogłem oczywiście nadrobić spory dystans i dobiec do ulicy, ale chwila wystarczyła, żebym podjął taką a nie inną decyzję. Wiatr wiał jakoś w twarz i z boku. Było kilka podbiegów, więc nie było wesoło. Czołówka minęła mnie biegnąc z powrotem. Popatrzyłem na czas - jakoś było blisko 50 minut. Gdzie ten półmetek? Przecież muszę o 10 sekund poprawić czas z wiosny, żeby wygrać kategorię ze Zdziśkiem. Na szczęście dobiegam do półmetka - czas 47:21, więc nie jest tak źle jak myślałem. Po nawrocie chciałem chwycić butelkę wody. Nie chwyciłem i musiałem się wracać. Lepiej się wrócić niż się odwodnić. Wypiłem kilka łyków i pobiegłem do mety. Minąłem Krzyśka, który miał już sporą stratę do mnie. Starałem się biec ile fabryka dała. Mijałem kolejnych uczestników maratonu, pozdrawiając ich. Oni pozdrawiali mnie zagrzewając do walki. Jakoś było z wiatrem i sporo z górki, więc pędziłem do mety. Chciałem złamać magiczne 1:35, ale też myślałem o tym, że organizator za tydzień pozwoli pobiec tym co nie mogli dzisiaj, Grzesiek przyjedzie i mi dokopie. Oglądnąłem się kilka razy - za mną długo długo nic. Dobiegłem do mostka i widzę już skrzyżowanie blisko mety. Jeszcze długa prosta, skręt do mety i finisz.
META

Najważniejszy czas - 1:36:21. Jednak druga połówka była gorsza. Miejsce 4 na 30 startujących. Jakże niewiele zabrakło do podium. Nie czasowo, ale ilościowo. Wystarczyłoby, żeby jeden z czołówki nie przyjechał :) Zdzisiek mówił, że cały czas biegł za mną, ale osłabł na ostatnich 3 kilometrach i dał się jeszcze wyprzedzić przez jednego biegacza. Jakoś nie widziałem jak przybiegł. Przebrałem się i poszedłem na poczęstunek. Była zupa pomidorowa, ciepłe napoje, ciastka i jabłka. Najadłem się, napiłem, pogadałem, zobaczyłem jak pracuje biuro zawodów. W szybkim czasie ustalono miejsca, czasy i można było nagradzać zwycięzców w kategorii kobiet i mężczyzn. Na zakończenie pamiątkowe fotki.
Czas do domu. Odpaliłem swoją rakietę i w kilka minut dojechałem do celu. Po drodze zaczął padać deszcz. Dobrze, że dopiero teraz.

Czołówka biegu:
1. Tomasz Magalski 1:23:42
2. Przemysław Troszczyński 1:24:14
3. Robert Derda 1:25:53
4. Jarosław Kosoń 1:36:21
5. Grzegorz Jamroziak 1:39:31
6. Zdzisław Kowalski 1:40:13
7. Waldemar Brząkała 1:40:15
8. Krzysztof Wilczyński 1:42:56
9. Michał Skrzypczyk 1:43:59
10 Dorota Kowalska 1:44:31

Najlepsi odlecieli w siną dal. Dobrze, że nie próbowałem z nimi biec. Kilka kilometrów bym wytrzymał, a potem męczarnie. Czwarte miejsce niezagrożone, chociaż gdyby dopadł mnie kryzys, to co to jest te kilka minut.

Podsumowując - na dzień dzisiejszy jestem pierwszy w kategorii M50. Czy tak zostanie do końca - zobaczymy za tydzień. Czas może nie jest zbyt imponujący, ale dużo lepszy niż na wiosnę. Praktycznie cały czas biegłem sam, więc tytuł samotność długodystansowca jest jak znalazł. Biegnąc po ścieżkach polbrukowych przypomniały mi się maratony Świnoujście - Wolgast. Tam też sporo się po takiej nawierzchni biegło. Niezbyt wygodna, ale nie ma co narzekać.
Powiedzenie dnia - przybiegł ten co szedł?

Tak kończy się DLB 2017. Za dwa tygodnie podsumowanie w tym samym miejscu co dzisiaj.



Zdjęcie - organizator
Link - klasyfikacja końcowa DLB 2017

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


paulo (2017-10-09,08:21): Fajny czas. Gratuluję! Choć z opisanych treningów zasługujesz na więcej :)
Jarek42 (2017-10-09,09:57): Zgadza się - powinno być lepiej. Ale nie zrobiłem ostatniego szlifu, czyli trzech dziewiętnastek.







 Ostatnio zalogowani
kubawsw
14:58
arco75
14:52
kostekmar
14:46
stepow
14:39
Dywizjon
14:38
Ryszard N
14:37
JolaS
14:29
Jurek z Jasła
14:28
Darkpeter
14:26
gup-szy
14:21
tomek20064
14:20
sbogdan1
14:19
uro69
14:16
Andrea
14:15
grefko
14:13
gama
14:13
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |