Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

          

  WIZYTÓWKA  GALERIA [2]  PRZYJAC. [10]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Marco7776
Pamiętnik internetowy
Bieganie w miejscach nieoczywistych

Marek Ratyński
Urodzony: 1976-07-12
Miejsce zamieszkania: Warszawa
32 / 32


2017-10-07

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Maratoński weekend w Koszycach (czytano: 495 razy)

 

Koszyce słyną z pięknej, długiej Hlavnej Utcy, gdzie co kilka kroków można napić się pyszej kawy i zjeść apetyczną tartę w odrestaurowanych, stylowych kawiarniach, z klimatycznych restauracji podających nie tylko słowackie specjały i rodzime wino. Słyną z urokliwego teatru, na środku tej ulicy, obok tańczącej fontanny, zmieniającej kolory w rytm dźwięków wydobywających się z parkowego zacisza. Wszystko to w cieniu majestatycznej katedry Świętej Elżbiety, pamiętającej czasy węgierskiej chwały, bo teren ten do Słowacji należy od niespełna stu lat.
I od niespełna stu lat organizowany jest w tym mieście maraton - kolejny symbol miasta. Najstarszy w Europie, drugi na świecie. Miasto podkreśla to na każdym kroku (hotel Maraton, maratońskie menu), będąc dumne ze swojej maratońskiej tradycji i wyróżniając uczestników biegu w wyjątkowy sposób.
Cała uroczystość zaczyna się w przeddzień imprezy zapaleniem znicza, przy pomniku biegacza, trzymającego w dłoni wieniec, symbol maratońskiej wiktorii. Wokół, wśród nazwisk dotychczasowych zwycięzców (odbyły się 93 edycje), stają jutrzejsi faworyci z Kenii i Etiopii, wśród nich mistrzyni świata Tegla Loroupe (ona tym razem biec nie będzie). Biegacze, mieszkańcy otaczają ich ciasno, chcąc zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Bo oto do ich niewielkiego miasta, na obrzeżach Europy, dotarli bohaterowie dzisiejszego, biegowego świata. Jutro rozegrany zostanie bieg, w którym czołówka uzyska wyniki plasujące tę imprezę na ósmym miejscu, pod względem poziomu wyników, na świecie !
Zapalenie znicza rozpoczyna "Białą noc". Mieszkańcy i turyści ruszają "w miasto", które oferuje im nocne zwiedzanie muzeum, happenningi, uliczny performance, kluby otwarte do białego świtu i instalacje świetlne na świeżym, rześkim powietrzu koszyckiej starówki i w jej okolicach.
Jedno z miejsc, modny lokal Tabaca, z charakterystycznym muralem i oświetleniem umieszczonym… w skrzynkach po napojach, jest niedaleko naszej kwatery. Wśród tłumu odwiedzających krząta się dj z długą, gęstą brodą. Pewnie będzie "buszował" do rana, a potem, kiedy w chłodzie poranka będziemy spieszyli się na linię startu, wciąż będzie "na posterunku". Rozstawi swoje, grające stanowisko przed klubem, żeby zagrzewać biegaczy na 15 i 34 km.
Szkoda, że nie mogliśmy skorzystać w pełni z uroków "Białej nocy". Wypoczynek przed maratońskim dniem postawiłem na pierwszym miejscu.
Nadszedł dzień startu, w coraz mocniej "podgrzewającym " słoneczku, które da o sobie znać na drugiej pętli biegu, tłum biegaczy ustawia się w strefach, obok wielkiego hotelu, na "progu" Hlavnej Utcy. Żona śmieje się, że to jedyna okazja, żeby zdjąć spodnie w holu Hiltona bez konsekwencji (tam się przebierałem).
Niestety nie mogliśmy znaleźć depozytu i dotarłem na start w ostatniej chwili. Było ciasno i w momencie startu znalazłem się dość daleko, mimo przydziału do pierwszej strefy. Spowodowało to dość nerwowy start, lawirując pomiędzy biegaczami XXL i zawodnikami stosującymi zasadę super negative split (zaczynają od chodu, a kończą na sprincie-jak dadzą radę ;-)), po niewygodnej kostce brukowej, zakończyłem pierwszy km powyżej 4:20. Założeniem było trzymać tempo 4:08-4:10 do 25 km, a potem przyspieszyć. Od czwartego km biegłem już w równo, chociaż wciąż w sporym towarzystwie, bo obok maratończyków podążali również uczestnicy półmaratonu. Trasa przebiegała przez całą Hlavną Utcę, a potem w kierunku północnym i zawracała przez park, pod dwoma wiaduktami (tam były jedyne na dystansie podbiegi), aby długim łukiem, w towarzystwie blokowisk z czasów komunistycznych,zbliżyć się w kierunku mety. Przebiegaliśmy koło szkoły, gdzie dzień wcześniej, podczas "pasta party", miejscowy artysta przygrywał na gitarze i harmonijce ustnej budując klimat przypominający, że aktualnym - wówczas- noblistą jest Bob Dylan.
Od mety oddalaliśmy się znów na kilka km, żeby wbiec z powrotem na starówkę. Tu kończyła się pierwsza pętla maratońska a dla "połówkowiczów" kończył się bieg. Przez większość trasy słychać było głośny doping i skandowanie. Znaleźli się nawet kibice głośno skanujący moje imię :-) A było to potrzebne, bo biegło mi się ciężko. Mimo tego, że na 5 km wyprzedziłem wreszcie pacemakerów z tabliczką 3:00 i pilnowałem tempa 4:08-4:10, nie mogłem wciąż złapać lekkości, która towarzyszyła mi podczas treningów i ostatnich startów. Męczyłem się. I mimo, że połowę dystansu pokonałem w czasie 1:28:47 (celowałem w czas 2:58) obawiałem się, że może być gorzej. Nie było siły na przyspieszenie po półmetku. Nie było już tylu kibiców i biegaczy. Długimi fragmentami czułem się jak na solowym treningu. A do tego zacząłem odczuwać słońce...4:20, 4:24, 4:17...próbowałem, ale tempo "leciało", a kiedy na 33 km wyprzedziła mnie grupka z pacemakerem, zaliczyłem, typowe w takich sytuacjach,zwątpienie. Zastanawiałem się nawet czy zupełnie nie zwolnić, żeby zaoszczędzić siły na kolejny start. Ale to nie w moim stylu ! Męczyłem się, ale biegłem dalej. Mijałem kolejnych, podchodzących, chwytałem wodę na każdym punkcie (były co 2,5 km) i polewałem obficie kark. Jeszcze jeden zakręt, 3 km, 2 km, starówka. Ociężale, ale zbieram się jeszcze na finisz. Od dłuższego czasu nie chciałem już patrzeć na łączny wynik, dlatego 3:02:28 netto mnie ucieszyło. To piąty, najszybszy maraton w moim życiu! Mimo słabego dnia i zwątpienia n trasie. Unoszę ręce, chwytam bezalkoholowego radlera i alkoholowe piwo na mecie i wypatruję Żony. Już po wszystkim. Kolejny udany bieg. Teraz czekają na nas gorące źródła w skałach niedalekiego, węgierskiego Miszkolca, otwarte przestrzenie jaskini Aggtelok i długi powrót do domu. A za parę dni wracam do przygotowań bo nie powiedziałem w tym roku jeszcze ostatniego słowa ;-)


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


paulo (2017-10-09,08:56): Super przygodę sobie zafundowałeś :) Piękny wynik. Twoje tempo to ja "wyciskam", ale tylko na interwałach :) Myślę, że do Koszyc warto byłoby pojechać za 6 lat :) Jeszcze raz gratuluję!
Jarek42 (2017-10-09,10:07): 2:02:28 budzi respekt :)
Jarek42 (2017-10-09,10:07): Jak to. Nie cieszy Cię rekord świata ? :) Lekka pomyłeczka :)
Marco7776 (2017-10-09,15:23): Dziękuję Paulo :-) Pojechać warto! Może nawet szybciej niż za 6 lat ;-)
Marco7776 (2017-10-09,15:25): Jarek, chciałoby się żeby była 2 z przodu ;-) Dzięki za spostrzegawczość :-)







 Ostatnio zalogowani
volviktom1972
00:55
szimi73
00:18
Bartuś
23:47
Exlibris
23:30
bozydarek
23:30
Zikom
23:23
5kochr
23:07
mwiwat
22:50
michszpak
22:45
andrzejgonciarz
22:36
miro57
22:35
szczesciarz82
22:34
zibi58
22:32
Darek102
22:28
henrykchudy
22:22
mizaj
22:15
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |