Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

        

  WIZYTÓWKA  GALERIA [17]  PRZYJAC. [1509]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Jarek42
Pamiętnik internetowy
Biegnę więc jestem, jestem więc biegnę

Jarek Kosoń
Urodzony: 1962----
Miejsce zamieszkania: Kołczewo
107 / 129


2017-08-12

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
XIX Bieg Cztery Mile Jarka - mój najważniejszy start w sezonie. Kosa na plaży (czytano: 509 razy)

PATRZ TAKŻE LINK: http://www.biegowyserwis.c0.pl/dziwnow4mile.html

 

Sen przed biegiem jak zwykle nie za bardzo udany. Muszę nad tym elementem biegowej układanki jeszcze dużo popracować. Wstałem o 5.30. Od razu rzut oka na prognozy pogody w internecie. Zachmurzenie całkowite z możliwością lekkich opadów, temperatura poniżej 20 stopni. Jadę więc na bieg rowerem. Obowiązkowe ważenie przed biegiem, jak przed bokserskim starciem - 72,6 kg. Rewelacja. Przed rokiem było 75,7 kg. Gdyby kilogramy biegały, to spokojnie powinienem przebiec o wiele szybciej niż 41:14. Kilogramy biegają, ale jak skutecznie - czas pokaże. Start o 14.15, więc postanowiłem zjeść dwa śniadania. Przydał się wpis z tamtego roku, którym się zasugerowałem. Tak owocują dokładne opisy moich biegów.
6.00 - całkowite zachmurzenie, bez opadów, temperatura 18 stopni.
6.30 - pierwsze śniadanie - 4 nieduże kromki chleba z margaryną i miodem, 3/4 kubka herbaty (0,5 l).
8.00 - całkowite zachmurzenie, bez opadów, temperatura 18 stopni.
10.00 - całkowite zachmurzenie (trochę się przejaśniło), bez opadów, temperatura 20 stopni. Będzie jednak ciepło, ale nie tak ciepło jak w tamtym roku. Na mapach radarowych deszczu nie widać. W okolicach biegu deszcz może jednak spaść.
10.00 - drugie śniadanie - 3 nieduże kromki chleba z margaryną i miodem, 1/2 kubka herbaty (0,4 l).
10.50 - wyjazd rowerem do Dziwnowa.
11.52 - przyjazd do Dziwnowa (miejsce startu przy hali).
Po drodze trochę kropił deszczyk, ale nie na tyle duży, żeby zmoknąć. Samochodów pełno - czasem długi sznurek - jeden za drugim. Jazda na trzeciego to normalka. Zła pogoda, to wczasowicze zamiast leżeć na plaży - jeżdżą gdzie popadnie. Na szczęście od Międzywodzia jest ścieżka rowerowa. Gorsza nawierzchnia, za to bezpieczniej. Do Międzywodzia można by było jechać też bezpieczniej - naokoło przez Sierosław, ale komu by się chciało.
Od hali do plaży już prowadziłem rower, bo jechać się nie dało. Zbyt dużo ludzi. Na plaży znalazłem najpierw miejsce dla roweru i przypiąłem go zapięciem. Potem poszedłem zapisać się na bieg. Numer startowy - 38, do oddania na mecie. Koszulka błękitna - taki kolor właśnie chciałem, bo ubieram się ostatnio na niebiesko. Po zapisaniu postanowiłem pójść do wielkiego plażowego namiotu, żeby tam przeczekać czas do startu. Akurat spotkałem organizatora - Jurka Janawę. Pytam się go czy nasza trójka jest zwolniona z wpisowego. Mówi, że tak. No i koniec końców pieniądze, które wpłaciłem przez internet, zostały mi zwrócone. Zostało jeszcze dwie godziny do startu. Siedzę sobie w namiocie, wokół kręcą się Gwiazdy Sportu. Po jakimś czasie rozpoczęła się konferencja prasowa i każda z Gwiazd Sportu opowiadała o sobie. Po jakimś czasie zaczęło padać, coraz mocniej i mocniej. W pewnym momencie to już była pompa. Nie dość tego - zaczął wiać silny wiatr. Czas biegu zbliżał się powoli. Przebrałem się - pomarańczowa koszulka z DLB, pomarańczowe stare buty na taplanie się w wodzie. Rzeczy zaniosłem do namiotu, gdzie urzędował mój stary znajomy zajmujący się nagłośnieniem i konferansjerką (zajmuje się tym od pierwszego biegu). Rozgrzewka no i...

START
Ruszyłem dosyć szybko, ale tak z głową. Najpierw biegłem z Arkiem (12 miejsce), potem z Bartkiem (19 miejsce). Z Bartkiem biegłem aż do końca Dziwnowa ponad 2 kilometry. Jak później mi powiedział, biegliśmy w tempie poniżej 4 min/km. Ale Dziwnów się skończył i musiałem odpuścić Bartka. Trochę zwolniłem, bo wiedziałem, że na plaży będzie kosa pod wiatr. Skosi niejednego. Kilku biegaczy mnie wyprzedziło, ale nie próbowałem się za nimi utrzymać. Dobiegłem do Dziwnówka i po zbiegnięciu na plażę od razu poczułem ostry wiatr w twarz. Prędkość zmalała natychmiastowo. Biegło się bardzo ciężko. Fale były bardzo duże - ciągle zalewały pas utwardzonej plaży, po której najlepiej było biec. Można było oczywiście biec trochę dalej od brzegu, ale to był bieg po grząskim piachu. Kilka razy spróbowałem i powróciłem do biegu po mocno zalewanym pasie brzegowym. Powtarzałem sobie w myślach - ciężko trenowałem, ciężko trenowałem, ciężko trenowałem ...i to trochę pomagało. Od lodowatej wody zaczęły mi marznąć stopy. Kilku biegaczy mnie wyprzedziło, ale wszyscy biegli ciężko. Krzysiek (4 miejsce) mówił po biegu, że i czołówka na plaży biegła nie za bardzo szybko. A cóż tam my? Tuż przed metą wyprzedził mnie jeszcze jeden biegacz i starałem się go przytrzymać. Kilkaset metrów mi się to udało - łatwiej było biec za kimś. Ale i on mi się urwał. Tuż prze metą trzeba było przekroczyć sporą kałuże wody i już meta. Jakoś nie miałem siły na przyspieszenie.
META

Po przekroczeniu mety dostałem fajny medal (mój trzeci "dziurawy") i wodę.
Dystans - 9,440 km, czas - 44:03, tempo 4:40 min/km. Miejsce 30 (takie samo jak w tamtym roku) na 155 startujących. Miał być o wiele lepszy czas (przynajmniej 41:14 jak w tamtym roku), ale wiatr w drugiej połowie biegu pokrzyżował mi plany. Dużo biegałem i wydawało mi się, że mam trochę wytrzymałości i siły. Ale ten wiatr pokazał jaki jestem jeszcze słaby. Chociaż tak bardzo słaby nie jestem, bo wszyscy uzyskiwali gorsze czasy. Jurek zupełnie przegrał z wiatrem - czas 57:55 spowodował, że po 19 biegach mam lepszy sumaryczny czas od niego.

Po 19 biegach i 179 kilometrach:
1. Jarek Kosoń - 13:07:28 (4:24 min/km)
2. Jurek Ochota - 13:09:57 (4:24 min/km)
3. Krzysiek Pieczyński - 13:20:32 (4:28 min/km)

Skończyłem bieg, oddałem numer startowy i poszedłem do namiotu się przebrać. Po przebraniu poszedłem na posiłek. Tym razem była zupa pomidorowa. Spotkałem tam Krzyśka Pokrzywińskiego (zawsze czołówka biegu), który skomentował to spotkanie - "ciągle jesteś pierwszy przy jedzeniu". W tamtym roku też spotkaliśmy się gdy byłem pierwszy :) Nieoczekiwanie więc jestem liderem w tej dziedzinie. Po posiłku wróciłem na plażę. Pogoda dale nie był najlepsza. Co prawda wiatr zelżał, ale siąpił deszczyk. W takiej to scenerii zaczęło się wręczanie nagród. Na początek poszła nasza trójka. Obecny byłem tylko ja, ale po krótkiej chwili koledzy też doszli. Stanęliśmy na najwyższym stopniu podium i otrzymaliśmy okazałe puchary. To mój 25 puchar i drugi w ciągu dwóch tygodni. Na zakończenie miało być rozlosowanych kilka upominków, więc jeszcze nie jechałem do domu. Staliśmy w trójkę i czekaliśmy. Może się los do nas uśmiechnie? Nie uśmiechnął się. Czas było na powrót. Przy końcu Dziwnowa włączyłem stoper. Dziwnów - Kołczewo - 29:32. Trochę zmokłem, ale to nic. W domu byłem koło piątej.

Wyniki czołówki (czasy brutto):
1. Mariusz Tokarczyk 36:48 (G-1)
2. Robert Kubiak 36:54 (G-2)
3. Grzegorz Terlikowski 37:41 (G-3)
4. Krzysztof Pokrzywiński 38:01 (M50-1)
5. Przemysław Barański 38:32 (M20-1)
6. Andrzej Rydz 39:03 (M50-2)
7. Łukasz Uldynowicz 39:10 (M30-1)
8. Artur Karcz 39:20 (M30-2)
9. Kamil Hołub 39:39 (M30-3)
10. Adrian Stachowiak 39:54 (M30-4)
...
25. Robert Bartczak 43:23 (M40-1)
26. Łukasz Czyrny 43:29 (M30-14)
27. Piotr Romanowski 43:36 (M30-15)
28. Czesław Polcyn 43:40 (M40-2)
29. Jakub Buca 43:54 (M50-6)
30. Jarosław Kosoń 44:03 (M50-7)
31. Mieczysław Sudnik 44:25 (M60-1)
32. Marian Ostrowski 44:27 (M60-2)
33. Marek Zbyrt 44:41 (M50-8)
34. Roman Maciaszczyk 44:57 (M40-3)
35. Andrzej Woliński 45:19 (M50-9)
36. Zdzisław Kowalski 45:27 (M50-10)
37. Emilia Wolińska 45:44 (GK-2)
...
44. Krzysztof Pieczyński 47:01 (M60-3)
...
115. Jerzy Ochota 57:55 (M60-13)

Krzysiek nie zdołał osiągnąć podium w generalce. Myślał, że dogoni to podium na plaży, ale nie dogonił. Znajomi - Andrzej, Zdzisiek i Emilka - blisko mnie. Drugi Krzysiek był trzeci w kategorii M60, ale na podium nie wszedł. Błąd sędziów, biegacze się sami nie zweryfikowali, no i tak to jest.

Podsumowując - ciężki bieg. Nie wiem czy lepiej biec w wysokiej temperaturze w słońcu, czy w niższej temperaturze pod wiatr. Czasowo, to pierwszy wariant jest na pewno lepszy. Może zacząłem trochę za szybko, ale nigdy nie bałem się szybkiego startu. Wynik nie za bardzo zadowalający, ale w pokonanym polu zostawiłem stałych rywali - Andrzeja (35 miejsce) i Zdziśka (36 miejsce). Komentarze biegaczy po biegu - masakra, nigdy więcej już tutaj nie przyjadę, szedłem szybciej niż biegłem, jak zdjąłem buty to od razu było lżej. Ja tam powtarzałem - ludzie biorą udział w o wiele trudniejszych biegach i są zadowoleni, więc nie ma co narzekać.

Pucharów i statuetek przybywa (32 sztuki), więc zrobiłem duże przemeblowanie w ustawieniu. Miejsca jest jeszcze dużo.

Trofea z 4 Mil Jarka:

hostowane


Frekwencja w poszczególnych edycjach:

hostowane

19 edycji, 2808 biegaczy, średnia na bieg - 148. Największa frekwencja była w 2014 roku. Od 2016 roku zaczęto pobierać wpisowe (w pierwszych biegach też było wpisowe, ale potem było bezpłatnie), za to zamiast koszulki bawełnianej była koszulka techniczna i wręczano medal. Spowodowało to zmniejszenie liczby chętnych. Bieg jest po ciekawej trasie, odbywa się wśród Gwiazd Sportu, więc powinno być dużo chętnych. Mimo to, limit tegoroczny - 200 biegaczy, nie został osiągnięty. Bliźniaczy bieg w Dźwirzynie (trasa też częściowo po plaży, koszulka techniczna, medal, posiłek) ma ostatnio wyższą frekwencję. Niższe wpisowe i kategorie co 5 lat - może to jest to? Chociaż w tym roku kategorie były co 10 lat i między innymi dlatego się tam nie wybrałem. W Dźwirzynie kategorii mniej, wyższe wpisowe niż w tamtym roku i od razu mniej biegaczy...

hostowane


A tak biegała nasza trójka:

hostowane

hostowane

Zebrałem wyniki wszystkich edycji w jednym miejscu: http://www.biegowyserwis.c0.pl/dziwnow4mile.html




link - wyniki wszystkich 19 edycji biegu Cztery Mile Jarka

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


snipster (2017-08-14,09:23): urlopowałem się w Dziwnowie... ale biegłem w drugą stronę akurat podczas biegu ;) mijałem was zresztą
Jarek42 (2017-08-14,10:45): To mogliśmy się mijać. Trzeba było zapłacić 5 dych i pobiec we właściwą stronę. Warto było się trochę sponiewierać.
lukasrr (2017-08-15,21:36): Gratulacje za wytrwałość. Sam bieglem w tym biegu w 2012 podczas wakacji nad morzem i jest to ciężki bieg , choć bardzo go miło wspominam. Jeden z lepszych moich startów. Mialem tam 37:52 i bylem na mecie chwilkę przed Tobą :-)
Jarek42 (2017-08-16,06:21): Teraz to już nie ma wyjścia. Żal by było przerywać taką długą serię.







 Ostatnio zalogowani
zaryrunners
15:57
POZDRAWIAM
15:51
Hankmcz
15:51
 Van Basten
15:34
ooskii94
15:11
kostekmar
15:08
grefko
15:05
AniaK
15:02
JACOSŁAW
14:50
karollo
14:44
oslul
14:34
Taz
14:27
biegacz54
14:27
meneysui
14:23
sylwiaz
14:22
Ciesiu
14:20
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |