Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

          

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [30]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
jann
Pamiętnik internetowy


Jan Nartowski
Urodzony: 1959-03-24
Miejsce zamieszkania: Warszawa
138 / 138


2017-07-15

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
2.maraton BNT (czytano: 313 razy)

 

W życiu nie może być nic prostego. Choćby taki maraton BNT, który odbył się 15 lipca na warszawskich Młocinach. Wszyscy wiedzą, że jest to maraton Pawła Żuka kontynuacja Jego 100 maratonu z zeszłego roku ale nazwano go w tym roku Maraton Biegam Na Tarchominie. Ale gdzie Tarchomin a gdzie Młociny. Dodatkowo okolicznościowe piwo przygotowane na tą okazję ma napis „nie biegam po alkocholu”! no proszę, ktoś się zagalopował i wkleił przez przypadek coś takiego o czym nie pomyślało nawet Ministerstwo Zdrowia.W ramach maratonu dla każdego coś miłego: 5km, 10 km, półmaraton i maraton, jak nie biegniesz to możesz być wolonteriuszem lub kibicem lub fotografem lub czym kolwiek innym. Spokojna zwykle Natalia traciła nerwy bo do końca wszyscy kombinowali czy aby ich dystans będzie się liczył do ligi biegowej a ile dostaną za to punktów itd. Jakby nie wystarczył im do dumy fakt, że Mistrz miał kaprys i życzenie z nimi pobiegać. To samo i ja, zapisałem sie na maraton bo nie wypadało odmówić ale im bliżej imprezy to więcej wątpliwości, Dwa tygodnie temu na treningu a raczej już po zaczęło mnie boleć ścięgno Achillesa, oczywiście głupi nie przestał biegać tylko jakoś tak zaczął stawiać krzywo nogę, żeby mniej bolało i oczywiście coś odezwało się w kolanie a wieczorem w biodrze. No tego było już za wiele. Buty powędrowały na kołek a ja przed telewizor i tak beztrosko minęły te dwa ostatnie tygodnie przed startem.
A teraz stoję z innymi na linii startu i kombinuję. Formuła biegu dopuszcza zejście z trasy i klasyfikację na krótszym dystansie. No więc jakoś te 5 km przekuśtykam. Jak będzie dobrze to może uda się łyknąć dychę. Już nie będzie tak wstyd. Połówki raczej nie dam rady a o maratonie nawet nie myślę w tej chwili. O 7:00 startujemy do maratonu, jest nas okolo 40 osób. Jedni pędzą, inni spokojnie, ja raczej wolno i powściągliwie. Pogoda na razie świetna, miał padać deszcz ale jest tylko pochmurnie i wyraźniezimno. Ja się cieszę na taką pogodę ale jak to w życiu nie ma lekko, od razu okazało się, że w lesie jest bardzo duszno. Jeszcze się dobrze nie rozgrzałem a już jestem zlany potem. Robimy pętle po około 3,5 km po znanej trasie na Młocinach. Nawierzchnia w większości szutrowo- gruntowa. Bufet co 3,5 km w rejonie mety. Zaopatrzenie super, jest wszystko co potrzeba do biegania. Pierwsze okrążenia robię tempem 5:30, później łapię się z dziewczynami i tępo podkręcam do 5:15. To co zyskam na trasie tracę przy stoliku na bufecie, gdzie można miło pogawędzić z przyjaciółmi. Niepostrzeżenie mija 5 km i 10 km, jest przyjemnie i swojsko, Achilles niby się odzywa ale nie boli, kolano po pierwszym kółku jakoś sie rozchodziło i nie przeszkadza. O 9:00 mijamy grupę startującą do półmaratonu. Oczywiście oni pobiegną nieco szybciej od nas, więc na trasie co i rusz ktoś mnie wyprzedza. Niezrażony tym biegnę swoim tempem . Niestety wypogadza się i jest coraz cieplej. Półmetek mijam z czasem 2:01:14 ( czas brutto włączając w to 6xbufet ) . Jestem dość zmęczony ale zdeterminowany aby biec dalej. Jedno kółko robię z Andrzejem, a gdy On mnie wyprzedza następne kółko robię z Natalią a gdy Ona mnie wyprzedza pozostaje mi już tylko włosne towarzystwo i 4 okrążenia do pokonania. Tempo spada ale wciąż biegnę, jak nie biegnę to podchodzę kawałek i znów biegnę. Kilometrów ubywa a ja nie tracę ducha ale z wysiłku odzywa się żołądek. Na dwa kółka przed metą staję na chwilę ale nie mogę zwymiotować, to by mi pomogło i ustał by ból brzycha, niestety już do końca muszę się z tym męczyć. Metę mijam z czasem 4:36:12 (czas brutto i 11xbufet) dopingowany przez całe towarzystwo, które już w międzyczasie skończylo biegi i nawet wzięło coś na poprawę nastroju. Jestem mocno wyczerpany biegiem , ewidentnie nieprzygotowany do dzisiejszego wysiłku ale wszystko załatwia dobry nastrój i miła atmosfera. Druga edycja maratonu BNT przechodzi po mału do historii a ja powracam po kilku chwilach do świata żywych i szczęśliwych. Na szyi dumnie dynda na sznurku medal 2. Maraton BNT.


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


Przemes6 (2017-07-17,17:10): Byłem, widziałem, biegłem i pozdrawiam Kolegę ;)
gpnowak (2017-07-19,11:24): Ciekawa inicjatywa, jak w takim przypadku wygląda pomiar czasu ? Każdy mierzy go sobie sam i wpisuje do zeszytu a dzięki temu nikt nie musi czekać na mecie na biegaczy ?
jann (2017-07-19,18:44): Oczywiście każdy robi pomiar czasu indywidualnie, rekordu świata i tak nie będzie bo trasa nie ma atestu, ważna jest kolejność na mecie bo nie ma pomiaru czasu netto i brutto.
Andrea (2017-07-21,00:12): Najważniejsze że ukończyliśmy ten maraton. Nie byliśmy ostatni na mecie - choć wśród maratończyków - najstarsi!!!







 Ostatnio zalogowani
lordedward
16:34
Andrzej Hendrysiak
16:26
Larrens
16:02
szimi73
16:01
Peepuck
16:00
przemi74
16:00
Frycus
15:41
niedzielny truchtacz
15:41
Kondziu_91
15:36
pawel.agat@interia.pl
15:29
przemek300
15:28
henrykchudy
15:27
birdie
15:23
cyzik
15:19
Terebint
14:52
MissWitch
14:47
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |