Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

          

  WIZYTÓWKA  GALERIA [70]  PRZYJAC. [88]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
snipster
Pamiętnik internetowy
rozrewolweryzowany rewolwer, stół z powyłamywanymi nogami...

Piotr Łużyński
Urodzony: 1977-05-23
Miejsce zamieszkania: Zielona Góra
286 / 301


2017-03-20

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
przygody skarpety (czytano: 623 razy)

 

Mógłbym napisać, iż to był dobry tydzień... wykręciło się prawie 102km.
Tak dobrze i swobodnie niedzielnego Longa dawno mi się nie śmigało. Coraz częściej towarzyszy mi tak zwana luźna łydka.
Niestety pod koniec zacząłem odczuwać jeden problem z podrażnionym miejscem na stopie na zewnątrz z boku i od dołu.

Cała geneza problemu jest dosyć lamerska.
Wyprane ciuchy po ultra trafiły do szafy, w tym skarpetki. Takie mega cienkie i elastyczne... jednak jak pamiętam były po tym biegu ostro poprzecierane, chyba przez piasek, który dostał się do środka jak brodziłem przez rozlewisko po kolana.
Zamiast te skarpety od razu wywalić... nie wiem czemu wpakowałem je, chyba instynktownie do szafy.

Zapomniałem o tym...
aż w końcu przyszedł dzień, w którym postanowiłem przetestować nuffki funkiel treningówki, albo raczej startówko pod maraton - Bostony6.
Cały zbieg okoliczności polega na tym, że są one wąskie (podobnie jak Adiosy), więc postanowiłem założyć jakieś cienkie skarpetki.
Nie wiem jak, ale chwyciłem tą cholerną, poprzecieraną parę i założyłem - po prostu na giry.
Fajne, cienkie, nic nie czułem. Włożyłem girę do butów i chyba zbyt luźno je zawiązałem, zapewne nie chcąc zbyt mocno ich zasznurować z uwagi na swoją cienko-szerokowatość.
Wyskoczyłem z chaty i pognałem na Drugi Zakres.
Buciki, fakt, fajowe, trzymały się asfaltu niczym bolid F1... słyszałem wręcz jak gryzą asfalt i chodnik jak pokonywałem kolejne kilosy.
Jednak od jakiegoś momentu (chyba skrętu) zaczynałem odczuwać coś w lewej nodze pośrodku na zewnątrz, coś pomiędzy kością a palcem.
Pod koniec było coraz mocniej wyczuwalne, ale z lenistwa się nie zatrzymywałem, bo myślałem iż to jest jakiś kamyczek.

W chacie dopiero zobaczyłem, że mam mega obtarte tamte miejsce, a wynika to z dziury od spodu w wielkości kciuka. Jprdl... amatorszczyzna ;<
Jakiegoś pęcherza nie było, tylko i aż odparzenie, więc w kolejne dni udało mi się to ugasić.
Czwartek biegałem Tempo/Progówkę 8km w Adiosach, ale w grubszych skarpetkach i nie było najgorzej, chociaż pod koniec jak wracałem biegowo oczywiście do domu to lekko czułem już obie stopy w tych samych miejscach (prawa stopa również dostała, ale mniej niż lewa).

Kuku niestety wyszło w niedzielę, podczas Długiego Rozbiegania. Nic nie pękło, chociaż teren dotknięty problemem się rozszerzył przy okazji na bok. Musiałem ratować się przebijaniem sporego pęcherza w kilku miejscach, a na wieczór widząc, że nadal jest średnio... przetegowałem igłą i nitką ten pęcherz zostawiając nitkę. Na noc cienka skarpetka, aby nie upaćkać wyra, która rano w części nadal była zaropiała.

Ech... w sumie może to i dobrze, bo zakusy na ten tydzień miałem spore, a tak muszę trochę oszczędzić przymiarki, żeby stopa doszła do niedzieli do full sprawności, wszak czeka mnie ściganie w połówce :)

W aptece nabyłem za poradą jakąś (maxibiotik) mini maść z antybiotykiem - nie, nie ma napisu DOPING i nie jest do ust jak w przypadku Johaug, oraz nie zamierzam jej jeść jak ona ;)


Wracając jeszcze do tematu WB, czyli tzw. Long Run/Długie Rozbieganie.
Zawsze mnie to ciekawi jak to jest, jak się leci na mega spokojnym luzie to się potrafię tym bardziej zmęczyć, niż kiedy po prostu wkręcę się na jakąś tam intensywność, odczuwalnie niezbyt mocną, ale szybszą, niż szuranie i gadanie w tym samym momencie... będąc po jakimś mocniejszym bieganiu, albo cięższych dniach.

Pamiętam jak kiedyś wybrałem się z grupką dużo wolniejszych biegaczy na rozbieganie, takie 20km po lesie. Pamiętam jak po takich 20km miałem zakwasy od tego "precyzyjnego tempa" ;)
Zabawne, ale pamiętam jak z 5 lat temu pobolewało mnie coś w łydce, ale przestawało jak wkraczałem na prędkości 4:30 i szybciej. Co za ironia :)



Typowe przygody i rozterki skarpety... ;]


Skarpety prawie ostentacyjnie spaliłem na stosie, przy okazji robiąc porządki w szafie z innych starych rzeczy, które już dawno temu powinny być poza dostępnością rąk ;)
Ciuchy biegowe nie są wieczne. Niektóre koszulki, bielizna i inne również mają swoją żywotność... człowiek jest jednak głupi i ofiaruje sentymentem to coś, z czym ma jakieś wspomnienia.



Aloha
pl


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
piTTero
23:39
tomako68
23:31
kolejarz4
23:18
Yaba
23:14
exrunner
23:10
agotfryd
23:07
damian.cabaj
23:02
Marek.run
23:00
lofx
23:00
janusz57
23:00
Grzegorz Szober
22:52
ab
22:51
przemek300
22:48
Ihetman
22:48
ptorun
22:46
42.195m
22:45
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |