Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

       

Estonia, 14 wrzesnia 2021, 08:34, 469/323902Andrzej Wojakowski
Po dwóch latach wreszcie maraton!

LINK 1: ARCHIWUM: ZAGRANICA - ESTONIA



      

Coronovirus skutecznie pozmieniał plany startowe wielu maratończykom, mnie również. Na następny start biegowy czekałem ponad 2 lata tj. od Czerwca 2019. Ze względów czasowych, odległościowych, itp. wybrałem Tallin jako miejsce startu.

Z decyzją o rejestracji i opłaceniu wpisowego czekałem aż do końca sierpnia, będąc w kontakcie z ładną, młodą osobą ze strony organizatorów (miałem przyjemność poznać ją osobiście w centrum zawodów). Ale ze względu na moje ociąganie spotkała mnie miła niespodzianka, zapłaciłem znacznie mniej niż oficjalna cena na stronie internetowej tj. tylko 32 €, tanio jak na standardy europejskie.

Za to ceny biletów lotniczych poszybowały niemiłosiernie w górę, zapłaciłem 2x więcej w stosunku do cen sprzed pandemii. Wybrałem, pierwszy raz, linie Finnair, przez Helsinki. Gdybym wybrał LOT, zapłacił bym jeszcze znacznie więcej, ale ja nie jestem sponsorem LOT-u.

Tuż przed wyjazdem zarezerwowałem pokój 1 os. w hostelu ALUR na Starym Mieście, ze względu na położenie, cenę, atmosferę, pomocność personelu. Była to dobra decyzja, było to dla mnie miłe, przyjemne, spokojne miejsce, dalekie od luksusów, ale wszystko działało OK, no może poza weneckim oknem w moim pokoiku.

Ale wróćmy do maratonu. Przygotowania treningowe wypadły słabo, ze względu na charakter mojej wczesnej pracy (byłem w Niemczech), wiele biegów mnie wypadło. W sumie na treningach przebiegłem tylko 250 km, b. mało, co później wyszło na trasie.

Start w Nd o godz. 9.00, wychodzę z hostelu, a tu nieźle pada. No fajnie się zapowiada, nie miałem bowiem plastikowego płaszcza przeciwdeszczowego (zapomniałem zabrać), ale z worka na śmieci, który dostałem od obsługi hostelu wyciąłem miejsca na rękawy i szyję i tak pomaszerowałem do miejskiego autobusu w „zgrabnej sukience”.

Pogoda jednak zlitowała się nad biegaczami. Ok. pół godz. przed biegiem przestało padać, przez cały czas trwania maratonu było pochmurno i wilgotno, ale tylko raz był kilkuminutowy prysznic „z góry”. Startowałem z grupy B tuż po elicie. Trasa maratonu to trzy pętle nad Zatoką Tallińską. W tak płaskim (przewyższenia tylko od 0 do 10 m), i tak niskim maratonie (chodzi tylko o wysokość n.p.m.) jeszcze nie biegłem.

Widoki na zatokę śliczne, część trasy w lesie sosnowym nad zatoką (to tam były te „wielkie” przewyższenia), oraz widoki na mały „Manhattan” w centrum Tallina, czy stojące wielkie promy pasażerskie. Maraton ukończyło 749 uczestników, ja spotkałem 2 osoby z Polski. Organizacja maratonu bez zarzutu. W Sb jak odbierałem swój nr startowy, zostałem zaobrączkowany na zielono, dostałem opaskę na rękę, co było wiadomo, że zostałem przeciw covidowi sprawdzony.

Na trasie co 3-4 km punkty napojenia, z których skrzętnie korzystałem, było też kilka miejsc z głośną muzyką. Na trasie było trochę kibiców, chyba ze względu na pogodę i miejsce (oddalenie od centrum), ich ilość była niewielka, ale wolontariuszki dzielnie nas dopingowały. Punkty pomiarowe co 5 km, ale bez wyświetlanego, upływającego czasu. Mnie się zegarek zepsuł, czas na głównym wyświetlaczu widziałem tylko trzy razy:

1. Na 12 km czas 1:01:48
2. Na 27 km czas 2:31:40
3. Na mecie czas 4:11:38

Na 27 km zostałem, można powiedzieć zdublowany przez 2 osoby, biegacza o innym kolorze skóry (Kenia), minął mnie jak Pershing, niewiele za nim biegacz o białej skórze (Estonia). Finiszowali, do mety mieli ok. 500 m Czas zwycięzcy: 2:30:43. Jak widać mój czas znacznie poniżej oczekiwań, wyszły na wierzch braki treningowe, ale i lata lecą. Pierwszy raz byłem klasyfikowany w grupie M60, na 22 biegaczy byłem 14 , a w klasyfikacji generalnej zająłem 469 miejsce.

Do 28 km biegłem bez zatrzymania, ale kilometry między 28 a 36 były dla mnie kryzysowe. Na brak kondycji reagowałem coś w rodzaju metody Gallowaya, 100m marszu, 900m biegu do kolejnego km oznaczenia. Niestety później przyszły lekkie ale częste skurcze w obu nogach. Stawałem, przechodziłem do wolnego marszu aby przeczekać kryzys i ból w mięśniach i dalej truchtem do biegu. W drugiej połowie trasy skorzystałem ze swojego żelu, a drugi dostałem od fanki maratonu na trasie. Ale ostatnie 6 km już poszło lepiej, może nie za szybko, ale bez przerw biegowych.

Między 41 a 42 km w odległości ok 100-150 m przede mną goniłem biegacza w seledynowej koszulce i „łyknąłem” go na ok. 42 km. To się nazywa walczyć do końca. Sam jednak byłem b. często wyprzedzany m. in. przez zgrabne, młode, ładne biegaczki. Starałem się ich trzymać, by móc od tyłu podziwiać ich sylwetki, ale biegły szybciej, czar szybko prysł. Tylu blondynek, platynowych blondynek, nie tlenionych to już dawno nie widziałem, widać bliskość Skandynawii.

Wpadam na metę i maszeruję, dostaję izotonik i wodę, ale medal muszę sam wziąć ze stołu (wiadomo coronovirus). Byłem mile zaskoczony że organizatorzy zorganizowali gorący posiłek z napojami i chlebem dla biegaczy. Po wypiciu iluś tam kubków izotoniku i wody na trasie to dobra odmiana.

Polecam ten maraton, w tym roku był szczególnie płaski, pogoda do biegania wymarzona, ale w innych latach trasa wiodła przez miasto. Tallin nie jest tak daleko od Polski, nie jest drogo, ale ceny w sklepach wyższe niż Polsce czy Niemczech. Poza maratonem warto w ramach wolnego czasu pozwiedzać Stare Miasto, tyle murów, tyle wież, wyglądające jak zatemperowane ołówki, to ja w żadnym mieście nie widziałem. Estonia to jakby kraj trójjęzyczny: mniej więcej po równo słychać rosyjski, angielski i estoński.

Gdzie następny maraton, pożyjemy, zobaczymy, może gdzieś dalej, ale coronovirus wciąż atakuje. Przede mną jednak jeszcze dwa maratony do „Klubu 7 Kontynentów. Za mną już 5/7 planu, ale pozostało tylko (chyba jednak aż), najdroższe kontynenty: Australia i Antarktyda. Trzeba się nie poddawać, być dobrej myśli i z tą nadzieją rozpocząć przygotowania (najpierw materialne) do kolejnej eskapady na nowym kontynencie.

Jeśli uznają czytelnicy że warto pomóc mnie w realizacji mojej pasji, podaję poniżej nr kont do wpłat. Dla wszystkich którzy prześlą nawet symboliczne 1 PLN, 1 EUR, 1 USD na jedno z podanych poniżej kont, a w tytule przelewu podadzą swój osobisty adres mailowy (oświadczam że nie sprzedam nikomu bazy adresów mailowych) to obiecuję, że po ukończeniu ostatniego maratonu wyślę moją relację i zdjęcie z medalem jako skromne podziękowanie, a jednocześnie potwierdzenie że środki zostały wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem.

Nr kont SWIFT (BIC) – INGBPLPW
w PLN: PL 81 1050 1025 1000 0097 1014 1921
w EUR: PL 91 1050 1025 1000 0097 1014 2614
w USD: PL 29 1050 1025 1000 0097 1014 2663

Relację przygotował w czasie powrotnego lotu do Warszawy Andrzej Wojakowski

Warszawa 13.09.2021

Komentarze czytelników - 1podyskutuj o tym 
 

zbyfek

Autor: zbyfek, 2021-09-19, 09:53 napisał/-a:
LINK: http://Witaj

Jak na pierwszy raz to nie jest zle,młodzieniaszkiem nie jesteś .Pozdrawiam!

 


















 Ostatnio zalogowani
Renata GRABSKA
11:05
runner
10:59
soniksoniks
10:55
Jawi63
10:49
Klemo
10:33
arco75
10:05
Zając poziomka
10:00
jaro109
09:58
zsuidakra
09:53
maratonczyk
09:44
biegacz54
09:34
Pawel63
09:20
lofx
08:44
Jarek42
08:28
VaderSWDN
08:23
zuko
08:19
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |