2015-09-11
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Festiwal Biegowy w Krynicy 11-13. 09.2015r. (czytano: 1013 razy)

Są na świecie różne wspaniałe biegi. Kto z nas nie marzy o starcie w Nowym Jorku, Chicago, Bostonie , Londynie czy choćby po sąsiedzku w Berlinie ale Festiwal Biegowy w Krynicy jest tylko jeden. Jeśli chcesz się wybiegać i sprawdzić na trasie powinieneś tu przyjechać. W tym roku naliczyłem do wyboru 37 biegów na różnych dystansach od sprinterskich 600m po ultra ciężki i długi 100km Bieg Siedmiu Dolin, dla kogo jest to mało może sobie udowodnić , że jest biegaczem ze stali i przebiec 8 morderczych biegów w 3 dni w ramach konkurencji Iron Run. Oczywiście część biegów rozgrywana jest w tym samym czasie, więc na zawodniku spoczywa trudność decyzji, w którym biegu ma pobiec.
Do Krynicy szykowaliśmy się w piątkę plus 2 lub 3 dziewczyny, niestety nasz projekt „Apteka Mikstura Ciechocinek” rozpadł się w pył z przyczyn nie zawsze obiektywnych, pozostałem sam na placu boju. Jako Ambasador Festiwalu czułem sie jednak zaszczycony i jednocześnie zobowiązany wziąść udział w szóstym już festiwalu biegowym. Zresztą zrobiłem to jak zawsze z wielką przyjemnośćą . Dla mnie był to 5 występ w Krynicy. Wiedziałem, że nie będzie lekko i tak też było. Plan miałem prosty. W piątek Bieg pod górę na 15 km i Bieg na 5 km również pod górę, w sobotę Życiowa Dziesiątka do Muszyny a w niedzielę Koral Maraton.
Dojazd do Krynicy przebiegł zgodnie z planem pomimo, że dwa razy zmyliłem trasę, zmieściłem się w 6 godzinach co oczywiście przyjąłem za dobrą wróżbę na nadchodzące zawody. O 14:00 byłem już w biurze zawodów, pobrałem pakiet startowy i zwiedziłem targi sportowe. Powstało jakieś zamieszanie z moim noclegiem ale szczęśliwie do 16:00 wszystko się wyjaśniło. Ostatecznie nocowałem w hotelu „Panorama” na ul. Górskiej. To troche daleko od deptaka i ostro pod górę ale za to luksusowo bo w jedynce. Przywitała nas piękna pogoda , dość ciepły jak na tą porę roku wieczór i księżyc w nowiu.
Niestety równolegle z Krynicą rozgrywany był maraton we Wrocławiu co od razu odbiło się na frekwencji na zawodach a na deptaku już nie spotkałem tylu znajomych co w latach poprzednich. Łącznie zapisało się około 9tys. zawodników, którzy zmagać się będą w 37 konkurencjach w ciągu 3 dni trwania imprezy na trasach biegowych Festiwalu Biegowego w Krynicy.
Ja szykuję się od razu do biegu. O godzinie 18:00 wystartowaliśmy z deptaka krynickiego do Biegu na 15 km. Po przebiegnięciu około 1 km po deptaku i bulwarach Dietla skręt w prawo i zaczyna się dość stromy podbieg ul. Pułaskiego w stronę Tylicza suma podbiegów 360m, po 4 km wbiegamy na Romę i zbiegamy do Tylicza, okrążamy rynek i znów tą samą trasą wbiegamy na Romę i z całej siły zbiegamy do Krynicy na deptak. Mam czas 1:14:13 i miejsce 67/182 i pierwszy medal, czas niewiele gorszy niż w biegu po płaskim. Ale bieg pioruńsko ciężki, naprawdę wysysał z zawodników wszystkie siły. Wracam do hotelu na krótki odpoczynek.
O 22:30 znów jestem na deptaku. Trasa 5km po agrafce, Jest nas około 500 osób. Musimy pokonać 2,5 km dość stromego podbiegu tą samą trasą co kilka godzin wcześniej w stronę Tylicza i później po nawrotce zbiec z powrotem do bramki startowej. Podbieg od razu dał mi popalić, jest gorąco i ostre tempo biegu dosłownie mnie zatyka. Staram się utrzymać tempo 4:45/km . Nogi ciążą po biegu na 15 km ale już widać nawrotkę , po nawrocie zbiegamy ostro w dół ale mimo wysiłków nie mogę znacząco przyspieszyć, tempo nieznacznie niższe niż przy podbiegu. Po 24:01 jestem już na mecie. Niezły czas. Miejsce 115/453 i drugi medal.
W sobotę mam bieg na 10 km. Na deptak schodzę przed godziną 10. Jest pochmurnie i raczej ciepło. W biegu udział bierze prawie 2 tys. zawodników, w tym wiele znanych osób. O 11:00 następuje start honorowy a po przebiegnięciu około 800m o 11:10 start ostry na 10 km, jest duży tłok a ponieważ zaczynam ze środka stawki, pierwszy kilometr jest właściwie stracony z tempem ponad 5 min/km. Później robi się już luźniej i można przyspieszyć. Pomimo, że biegniemy w dół do Muszyny, jak zwykle na tej trasie nie jest lekko. Biegniemy cały czas szosą mijając skręt na Tylicz w Powrożniku. Kibice dopingują nas na trasie, zwłaszcza w Krynicy i Muszynie. Ostatecznie finiszuję w nowym miejscu w Ośrodku Sportu i Rekreacji w Muszynie w niezłym czasie 45:59 , życiówka będzie musiała poczekać na lepszą okazję. Miejsce 401/1501 i trzeci medal.
Przy powrocie do Krynicy dość duży bałagan i przepychanki przy wejściu do autobusu ale szczęśliwie wracam do Krynicy i już myślami jestem przy jutrzejszym maratonie.
Resztę dnia spędzam wśród biegaczy, dopingując finiszujących na deptaku ultra maratończyków, którzy są w trasie od 3 rano, cieszę się, gdy przybiega ktoś znajomy. Na deptaku cały czas rozgrywane są jakieś konkurencje biegowe na różnych dystansach . Naprawdę można się tu wybiegać aż do pełni szczęścia. O 17: 00 startuję jeszcze w biegu na 3 km, są to dwa kółka po 1500m na bulwarach Dietla. Czuję już duże zmęczenie, jest to mój 4 bieg i wszystkie do tej pory były bardzo forsowne, na 100%. Finiszuję z czasem 13:33 na 49/127 miejscu. Zawieszam na szyi 4 medal i znużony wdrapuję się stromymi ulicami do hotelu, muszę maksymalnie wypocząć przed jutrzejszym dniem.
W niedzielę wczesna pobudka i lekkie śniadanie, to już nie są żarty. Znam doskonale trasę Koral Maratonu , przepociłem tu już 4 razy koszulki, a podbiegi na Jastrzębik i Romę mogą zniechęcić nawet naprawdę twardych biegaczy.
Start następuje o 8:30, jest znacznie wcześniej i dzięki temu chłodniej niż wczoraj, niebo i słońce są zasłonięte mgłą, czuć powiewy chłodnego wiatru. Na wszelki wypadek smaruję się przed startem kremem przeciwsłonecznym. Czapeczkę trzymam w pogotowiu na wypadek słońca. Pierwsze 10 km biegniemy w dół wczorajszą trasą Życiowej Dziesiątki, Dołączam do Marzeny , trochę rozmawiamy, muszę się pilnować, żeby mimowolnie nie przyspieszać za bardzo biegnąc w dół, to przecież dopiero początek maratonu. Bufety i napoje rozstawione są co około 2,5km, do picia jest woda i izotonik, do jedzenia banany i pomarańcze, cukier i harbatniki, można się schłodzić gąbką. Wolontariusze chętnie pomagają zawodnikom złapać kubek z wodą. Przebiegamy na 10 km przez Muszynę omijając jednak rynek, to nowa część trasy. Skręcamy ostro w prawo i wzdłuż potoku kierujemy się na Złockie . Trasa zaczyna się lekko wspinać pod górę a później jest raz bardziej raz mniej stroma. Na 15 km muszę lekko zwolnić. Marzena biegnie do przodu. Dobiegamy do zakrętu w lewo i przed nami ukazuje się ostry podbieg na Jastrzębik, to już 17 km. Przechodzę do marszu jak większość zawodników w mojej grupie, szkoda siły na ten podbieg, tym bardziej, że ci co biegną są nie wiele szybsi od idących. Na szczycie wita nas bufet z wodą i bananami a przed nami szalony 7 kilometrowy zbieg do Muszyny. Po drodze tradycyjnie dopingują nas odświętnie ubrani ludzie idący lub wracający z kościoła, to naprawdę miły akcent. 21 km mijam w obiecującym czasie poniżej 2 godzin. Na 23 km mijamy znów Muszynę i wracamy szosą w stronę Krynicy. Mgła już opadła i w twarz zaczyna świecić słońce. Wkładam czapkę z daszkiem.
Zaczyna się robić ciężko, czuję już trudy pierwszego podbiegu, tym bardziej, że cały czas jest delikatnie pod górę. A przecież mam w nogach jeszcze wczorajsze i przedwczorajsze zawody. Na 27 km dobiegamy do Powroźnika i skręcamy w prawo na Tylicz i Romę. Już nie jest tak przyjemnie, trzeba się nieźle zbierać. Podbiegi coraz cięższe i do tego przeplatane delikatnymi zbiegami, których nie lubię.
Na 30 km odzywa się żołądek, to znak, że jestem już zmęczony, już nie mam siły biec, idę i to dość mozolnie. Sytuacja powtarza się na 36 km, na szczęście kryzys ustępuje i jest już O.K. Od 36 km ostry skręt w lewo i zaczyna się ostry podbieg a raczej forsowne podejście, W końcu to koszmarne podejście kończy się na 39 km napisem KRYNICA. Przed nami już tylko ostry zbieg i pętelka wzdłuż deptaka. Chociaż ciężko mi przestawić się na zbieg po tym podejściu, zmuszam się do biegu i po chwili już zbiegam dość szybko, w każdym razie nogi puszczam swobodnie bez hamowania, mijam kilku zawodników, którym najwyraźniej zbieg nie pasuje. Po 2 km skręcam w lewo i bulwarem Dietla już po płaskim dobiegam do deptaka, jeszcze tylko przydługi i forsowny finisz na ostatniej prostej. Spiker anonsuje moje przybycie do celu więc robię wymarzony samolot. Meta i już po wszystkim. Jest piąty medal i woda. Czas 4:42:37 , gorszy od zeszłorocznego ale i tak jestem zadowolony, to przecież potwornie ciężki bieg, zajmuję ostatecznie 252/303 miejsce.
O 14:30 zaczyna się Bankiet dla Amdasadorów Festiwalu Biegowego w pensjonacie Małopolanka, nauczony doświadczeniem poprzednich lat eleganckie ubranie zostawiam w depozycie i od razu po maratonie idę się ogarnąć, zimny prysznic i nawodnienie stawia mnie na nogi. Aż sam jestem zdziwiony , że prawie nie czuję zmęczenia. Honory gospodarzy na bankiecie pełnią Panie Ania i Ewelina. Kilka krótkich oficjalnych przemówień, nagrody dla najaktywniejszych i zaczyna sie część nieformalna.
Tymczasem na głównej scenie na deptaku gra rockowy zespół Poison, muzycy są bardzo młodzi ale grają ostro przeboje w stylu Lombard a młodziutka wokalistka jest rewelacyjna, z haryzmą. A od godz.16:00 na deptaku dekoracje zwycięzców, a na koniec losowanie Forda Ka, którego udaje się wylosować wyjątkowo za pierwszym razem.
I to już koniec Festiwalu Biegowego 2015 w Krynicy . Jeszcze tylko ostatnie pożegnania, i snucie planów na najbliższe tygodnie. Sądzę, że większość osób przyjedzie tu za rok dla tej niepowtarzalnej atmosfery jaką stworzyli organizatorzy, zawodnicy i oczywiście mieszkańcy Krynicy.
Dziękujemy i do zobaczenia za rok.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu paulo (2015-09-22,08:20): W Krynicy nigdy nie byłem, więc dobrze, że zachwalasz, bo może, a raczej na pewno tam przyjadę:) Pozdrawiam jann (2015-09-22,12:55): Koniecznie przyjeżdżaj Paweł, bo warto!
|