Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [31]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
jann
Pamiętnik internetowy


Jan Nartowski
Urodzony: 1959-03-24
Miejsce zamieszkania: Warszawa
108 / 169


2015-06-06

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Niedokończony Rzeźnik (czytano: 376 razy)

 

Do Cisnej pojechaliśmy w szóstkę, Agnieszka z Torunia, Janusz z Mateuszem z Ciechocinka, Darek i Tomek z Aleksandrowa i ja z Warszawy.Prowadził dzielnie Tomek. Podróż upłynęła szybko, w biegowej atmosferze, na miejsce doterliśmy około gadz.17:00. Okazało się, że Teresa z i Asia już wcześniej dojechały, niespodziewanie dołączył do rozkompletowanej pary Paweł. Jest także Jwona z MORTa i Aga biegnące Rzeźniczka. My z Januszem czujemy, że nie jesteśmy dobrze przygotowani, zawirowania w domu spowodowały , że prawie nie biegamy w ostatnim okresie.
Najpierw odbieramy swoje pakiety startowe i udajemy się na kwaterę do Makarego. 0 19:00 odprawa na stadionie Orlika, Stadion prawie pełny a na skrzyżowaniu w Cisnej prawdziwy korek.
Rano w piątek pobódka o 00:30, szybkie śniadanie i na 1:30 jesteśmy pod Trolem skąd odjeżdżamy do Komańczy, gdzie tradycyjnie zaczyna się bieg Rzeźnika. Jest nas 750 par więc kawalkada autobusów jest wyjątkowo długa.Ubrani jesteśmy lekko w koszulki startowe i kurtki przeciwwiatrowe ale pogoda jest na razie świetna , dość ciepło około 10 st.C i sucho. Na miejsce dojeżdżamy około 2:30, jest jeszcze ciemna noc. Bez czołówki nie widać nic na wyciągnięcie ręki, majaczą tylko sine cienie w blasku księżyca. Atmosfera niesamowita, biegacze oświetleni ostrym strumieniem światła z czołówek wyłaniają się i nikną w mroku. Niektórzy wyglądają jak przybysze z innej planety, tak są obwieszeni specjalistycznym sprzetem, którego przeznaczenia mogę się tylko domyślać, okręceni jakimiś paskani i taśmami i rurkami wystającymi zza pleców. W tym roku startujemy nie spod mostu ale o 500m dalej z parkingu przy kościele w Komańczy. Ogólnie panuje straszny bałagan i charmider. Ja Biegnę z Januszem, mamy ze sobą małe plecaki biegowe z folią na wypadek deszczu no i z piciem i prowiantem. Darek biegnie z Asią , Agnieszka ma partnera z internetu. Tomek z Mateuszem a Teresa biegnie z Jarkiem . Pilnujemy się z Januszem, jeśli się teraz zgubimy to nie wiadono kiedy się zobaczymy następnym razem a regulamin wymaga biegu w parach. O godz. 3:00 następuje strzał z fuzji i start. Organizatorzy przytomnie rozpoczynają pomiar czasu na wąskiej drodze do lasu kiedy już bazładna grupa biegaczy uformoowała się w peleton. Biegniemy w zwartej grupie, tłok jak na maratonie, wypełniamy całą szarokość szutrowej drogi. Na tym pierwszym odcinku nie można używać kijków ze względu na panujący tłok. Pierwsze 4 km po asfalcie, później drogą szutrową. Cały czas lekko pod górę. Cały czas jest bardzo ciepło , żadnych mgieł czy opadającej mżawki. Księżyc w pełni i tysiące czołówek oświetlają drogę w stronę lasu. Wszyscy rozmawiają i żartują, świetna atmosfera. Czuję trochę lekkie ciągniecie w prawym pośladku i kłucie w lewej stopie. Zaczyna już świtać, jasne niebo na tle czrnego konturu lasu. Gdzieś na 8 km kończy sie bita droga i zaczyna sie szlak w lesie oraz ostrzejsze podbiegi. Latarki nie są już potrzebne. Kiedy piszę podbieg to myślę o wznoszeniu trasy bo nikt w naszej grupie nie próbuje nawet biec pod taką stromiznę a to dopiero początek Rzeźnika. Gdy wspięliśmy się już wyżej, na trawersach zaczynamy odczuwać bardzo zimny wschodni wiatr. Nareszcie gadżet, z ktorym wszędzie jeżdżę to jest cienka kórtka wiatrowa naprawdę się przydaje. Około 12 km docieramy na pierwszy szczyt Chryszczata 997 mnpm. Na razie jest OK. Zbiegamy lakkim truchtem na przełęcz Żebrak (816m), tu jest pierwszy punkt kontrolny z pomiarem czasu, mamy za sobą 2:38 biegu i dość duży zapas czasu. Praktycznie bez odpoczynku wyruszamy dalej na trasę , ktora prowadzi cały czas pod górę na Jaworne (992), Wołosań, gdzie zaliczamy pierwszy tysięcznik(1071) i Berest (942), Na 26 km mija 4 godziny biegu a więc moglibyśmy już bez trudu kończyć zwykły płaski maraton a tu dopiero się rozgrzewamy. Na podejściach Janusz zaczyna dosyć mocno sapać, jest cały spocony. Na 28 dopada Go kryzys, Co kilkaset metrów wymiotuje pod krzakiem. Z trudem wybiegamy z lasu na asfaltową drogę. Często odpoczywamy. Do Cisnej na punkt kontrolny zbiegamy w czasie 4:30 . To 32,1 km i pierwszy przepak. Janusz leży wykończony na murawie stadiomu Orlika. Podejmujemy trudną decyzję. Schodzimy z trasy. Ja także czuję, że cały Rzeźnik to może być zbyt wiele na dzisiaj. Rozsądek bierze górę nad ambicjami, chociaż jast strasznie przykro. Nasze możliwości na ten rok zostały szybko zweryfikowane a próżność ukarana. Ostatecznie nasz wynik to 5:18:25 i miejsce 684

A oto wyniki reszty ekipy:
Agnieszka/Michał 10:05:27 mce 3; hardcore 14:24:42 mce 6 /Michał
Tomek/Mateusz 13:34:44 mce 262
Asia/Darek 13:59:16 mce 59
Teresa/Jarek 14:10:00 mce 64


Poniweaż gdzieś w głowie tli się jeszcze iskierka nadziei, że wyjazd nie musi być całkiem stracony o 15 :00 idę do biura zawodów i zapisuję się rzutem na taśmę na Rzeźniczka, który rozgrywany będzie w sobotę czyli jutro.
Następnego dnia, w sobotę pobudka o 6:00, lekkie śniadanko i idę na stadion Orlika skąd o 8:00 zabierze nas kolejka wąskotorowa na start w Solince. W biegu bierze udział 1000 biegaczy więc dowożą nas aż trzy kolejki. Pogoda dobra, około 15 st.C. pełne słońce. Ubrany jestem w Tshirt i kurtkę wiatrową oraz krótkie spodenki. Na nogach mam trialowe Pumy.
Tym razem biegnę razem z Agą i Iwoną.

Początkowo trasa biegnie szutrową drogą w dół by po chwili skręcić w lewo na polną drogę i zacząć się pomału wznosić. Po kilku kilometrach docieramy do linii lasu, zaczynają się podbiegi. Już na pierwszym podbiegu stawka uczestników mocno się rozciągnęła dzięki czemu można było w miarę swobodnie biec.
Trasa cały czas wznosi się i opada, płaskich odcinków właściwie nie ma poza krótkimi chwilami, gdy trasa prowadzi grzbietem szczytu lub przełęczą. Na łagodnych podbiegach biegnę ale staram się nie forsować, raczej oszczędzam siły, ostrzejsze odcinki od rzazu odpuszczam, żeby niepotrzebnie się nie wypalać. Na zbiegach jeśli są niezbyt strome i gładkie puszczam nogi swobodnie, na stromych i kamienistych staram się hamować w obawie przed kontuzją czy skręceniem nogi.
Generalnie zbiegi są bardzo trudne ze względu na znaczny spadek i wystające kamienie i korzenie. Na pierwszym odcinku bardzo rzadko wybiegamy na otwartą przestrzeń dzięki czemu jesteśmy cały czas w cieniu. Na punkcie kontrolnym na 14 km na Przełęczy nad Roztokami mam czas 2:00:38 uzupełniam napoje i biegnę dalej .
Od tego momentu kończą się żarty i zaczyna solidny podbieg a raczej podejście na szczyt Okrąglika, z dwoma bardzo stromymi odcinkami. Czuję, że kijki były by w tym momencie bardzo pomocne ale organizator wyraźnie zakazał ich używania ze względu na bezpieczeństwo biegnących. Pomagam sobie odpychając się rękami od kolan, to trochę ułatwia podejście. Radzę sobie dość dobrze, wyprzedzam innych. Część zawodników stoi bez siły bliska płaczu więc ich trochę motywuję „ czemu stoisz, uśmiechnij się , marzyłeś o tym cały rok” niektórzy rzeczywiście się uśmiechają.
Po raz pierwszy zaczynam czuć mięśnie nóg nad kolanami i pośladki. Podejście cały czas nieco zębate czyli raz w górę raz w dół. Po osiągnięciu szczytu nieco się zasapałem , przychodzi lekki kryzys ale nie odpuszczam. Zmieniamy teraz szlak z niebieskiego na czerwony i skręcamy w lewo w kierunku Cisnej. To właściwie jedyne miejsce gdzie można zmylić drogę, na szczęście ktoś stoi na górze i kieruje zmęczonych zawodników we właściwym kierunku.
Od tego momentu zaczyna się zbieg , również na zasadzie zębów piły raz w dół raz w górę. Zaczynają się połoniny i niestety odkryty teren a słońce świeci już bardzo mocno. Ścieżka jest wąska ale dwie osoby mogą się minąć na trasie. Jest trochę podbiegów ale nie są już bardzo uciążliwe. Słońce zaczyna mi dokuczać i zwalniam ale na którymś zbiegu spotykam Idę . Kilka mocnych słów motywuje mnie szybko i już do mety będę biegł na 100%. Zbiegi zaczynają być naprawdę nieprzyjemne, strome, i nierówne z kamieniami i korzeniami. Za biegnącymi zawodnikami ze ścieżki na połoninach unosi się obłoczek kurzu, raczej rzadki widok w błotnistych Bieszczadach. Na dłuższym zbiegu przed samą Cisną na 24km już nie czuję kolan , nie mam właściwie siły hamować na zbiegu. Hamuję na grubszych drzewach opierając się o nie i odpoczywając po kilka sekund. Mam wrażenie, że gotujące się uda zaraz eksplodują. W końcu przez las dobiega do mnie wrzawa mety, to znak, że już naprawdę niedaleko, jeszcze tylko błotnisty, nierówny zbieg do strumienia, przejście przez strumień i stromy podbieg na przeciwległy stok na nasyp kolejki wąskotorowej. Mostkiem dobiegam do Orlika i trasą oznaczoną żółtymi taśmami biegnę do finiszu. Na płaskim mogę biec bez żadnego wysiłku, zmęczone są tylko mięśnie, które nie są właściwie przyzwyczajone do górskich biegów. Jeszcze finisz, medal i już koniec, zegarek pokazuje 27 km. Pełne zadowolenie i powitanie ze znajomymi. Ściągam Camelbaga, z którego prawie nie korzystałem i odpoczywam na trawie. Czas 3:53:33 miejsce 397/788, ceramiczny medal na otarcie łez.
Jest tak gorąco, że za innymi zawodnikami schodzę do strumienia. Dobre 10 minut stoję po kolana w wodzie , ponieważ to nie pomaga siadam na dnie po szyję w wodzie , wytrzymuję tak 20 minut i nadal jest mi gorąco.
Podsumowując cały wyjazd, muszę podkreślić wspaniałą atmosferę i klimat imprezy , niesamowite wrażenia . Niestety komercjalizacja odcisnęła swoje nieubłagane piętno na imprezie.
Pozostaje oczywiście niedosyt, i gorycz porażki na Rzeźniku. To tak jak biec 10km po trasie maratonu, ale w sumie przebiegłem 60 km po górskich szlakach i obiecuję, że w przyszłym roku będzie lepiej!
Rzeźniczek przywrócił mi wiarę w swoje siły i w sens biegania. Pokora ustępuje .
Caryńska, Ty za rok nie urośniesz a ja uczciwie odrobię lekcje i będę przygotowany do zmagania z Tobą!



Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
filips1
06:19
Piotr100
05:04
Mr Engineer
00:35
gandhi88
23:18
enrico
22:30
benfika
22:24
szmaj
22:23
perdek
22:18
mandos
22:11
uro69
22:09
piotrhierowski
22:06
wieslaw44
22:02
."RoBsoN".
21:50
gpnowak
21:49
VaderSWDN
21:26
soniksoniks
20:54
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |