2013-03-23
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Obóz w Zakopanem i ... kuszetkowy problem. (czytano: 435 razy)

5 dni w Zakopanym minęło jak z bicza trzasnął… program obozu treningowego w pełni zrealizowany… no może z małymi wyjątkami. Jak się na miejscu okazało, mój program treningowy pt.”żeby się tylko za bardzo nie zmęczyć”, jak to przystało na miejskiego udeptywacza szos, delikatnie różnił się od planu kolegi „codziennie co najmniej 30 kilometrów i to najlepiej w wysokich górach”. Niemniej kompromis został wypracowany.
Łatwo nie było. Zanim zaliczyłem te swoje 128 kilometrów, szukając bezpiecznych tras przy 3 stopniu zagrożenia lawinowego, w wciąż padającym i zasypującym szlaki - śniegu, czasami niemalże czołgając się i zapadając po kolana, jak chociażby na niebieskim szlaku pomiędzy Kuźnicami a schroniskiem Murowaniec. Zanim miałem okazję skosztować kwaśnicy czy chociażby przepysznej kaszanki w „Żabim Dworze”, i poznać Pimpusia … jedynego znanego mi psa w muszce, najpierw musiałem się zmierzyć z czymś znacznie bardziej poważnym, mianowicie… kuszetką!!!
Kuszetka to taki ciasny, klaustrofobiczny niemalże przedział w pociągu, w którym teoretycznie powinno znaleźć się miejsce na 6 śpiących osób i ich bagaże. Na górze nie ma czym oddychać, gorąco jak w saunie… trudno się władować na górę czy zejść na dół, nikogo nie budząc, nikogo nie deptając, i samemu sobie nie robiąc krzywdy. Nigdy wcześniej nie miałem okazji podróżować pociągiem, korzystając z tej formy i… Nigdy więcej!!!
A oto krótkie kalendarium naszego małego obozu treningowego:
Poniedziałek – 27,90km
Świeżo po wyjściu z autobusu, i zakwaterowaniu się – spodziewam się lekkiego „wprowadzenia” w górskie bieganie. Biegniemy ulicą Strążyską, drogą pod Reglami do Kuźnic, a stamtąd niebieskim szlakiem zasypanym głębokim śniegiem, do schroniska Murowaniec. Był to najtrudniejszy i najwyżej położony odcinek do przejścia podczas całego pobytu. Pojawia się nawet jakiś lęk wysokości. Później łatwy zbieg do szosy. Ja wracam na kwaterę, bo mam wszystkiego dosyć podczas gdy kolega robi dokrętkę.
Wtorek – 32,30km
Drogą pod Reglami, do doliny Kościeliskiej i schroniska na Hali Ornak. Jest dużo lepiej niż dzień wcześniej, za wyjątkiem bólu w prawej łydce który pojawia się na początku treningu i towarzyszy mi do pierwszego zbiegu. Trzeba nad tym pomyśleć, w perspektywie długodystansowych górskich biegów…
Środa – 35,30km
Tym razem drogą pod Reglami, do doliny Chochołowskiej i schroniska na Polanie Chochołowskiej. Najprzyjemniej się zbiega na dół, w słońcu… wiatr we włosach… No może zanadto się rozmarzyłem
Czwartek – 22,80km
Tym razem krócej. Odczuwam zmęczenie. Doliną ku Dziurze, doliną Białego do zasypanej drogi nad Reglami, i doliny Strążyskiej. A następnie do Kuźnic i schroniska Kalatówka. Ja wracam… kolega jeszcze zalicza Nosal.
Piątek – 10,00km
Całonocne opady śniegu. Zasypane chodniki, szlaki … a to dzień wyjazdu. Ja decyduję się tylko na pętelkę po Zakopanym… głównie poboczami ulic.
Wnioski? Pomimo ćwiczonych podbiegów, w dalszym ciągu jestem słaby na podejściach, i zostawałem daleko w tyle za kolegą. W dalszym ciągu, pojawia się ból w dolnym odcinku pleców, w rezultacie podchodzę wyprostowany. Kijki? No i przydałaby się... luźna łydka ;p
Na zbiegach, to już zupełnie inna bajka. Muszę się nad tym zastanowić, w perspektywie aż trzech górskich startów w miesiącach letnich. Chyba raczej postawię, na płaskie biegi ultra - a górskie długodystansowe bieganie czy też biegi na orientację, wyłącznie od czasu do czasu jako formę odreagowania... odpoczynku od asfaltu.
Fot.M.Podmokły - Dolina Chochołowska
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora ineczka16 (2013-03-24,15:23): Kocham góry, ale nie wyobrażam sobie po nich biegać. Podziwiam tych, którzy to robią :) moje gratulacje za siłę ducha, silne nogi i odwagę w 3 stopniu zagrożenia lawinowego!!! PS. Piękne zdjęcie :) a Chochołowska jest piękna (byłam latem)... Pozdrawiam! michu77 (2013-03-26,07:56): Ineczka! Pod górę, to się zasadniczo idzie... , no chyba że nie jest stromo. Tętno dosyć niskie, bo idąc... zbiegając, odpoczywasz.... ;p ineczka16 (2013-03-28,21:30): Pamiętam, jak byłam w lipcu w Zakopanem pewien pan wbiegał na Kasprowy Wierch z Kuźnic zielonym szlakiem. Upał ze 30 stopni, a on z malutką buteleczką wody biegł jak jakaś kozica! Gdy my byliśmy jakieś 30 minut przed szczytem Pan wracał na dół. Nie wyobrażam sobie biegać ani w górę, ani w dół po górach. Gdy patrzę na to zdjęcie przy tym wpisie - nie mogłabym biegać. Ja w górach delektuję się pięknymi krajobrazami, chodząc byłam zmęczona. Jak to kiedyś ktoś nazwał - moje oczy przeżywają orgazm ;P ale innym kibicuję i trzymam kciuki - spełnienia marzeń Michał!!!
|