2012-02-07
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| ZIMA NADAL TRZYMA... (czytano: 363 razy)

Mróz. Mroźno. Mrozi.
I tak codziennie od jakiś 2-3 tygodni. Już się chyba przyzwyczaiłam do tego zimna.
W pracy dużo pracy, więc biegam nadal tylko w weekendy. W niedzielę nie mogłam się powstrzymać: słonko, błękit nieba i MRÓZ. Chciałam biec więcej niż w ubiegłym tygodniu, ale zrobiłam sobie "powtórkę z rozrywki".
Ten sam strój (zastanawiałam się nad słowami Żiżi, czy da się w tym ruszać), ta sama trasa i ten sam ziąb. Ale jaka wielka wewnętrzna radocha :) Ostatnio łapię się na tym, że nie mogę doczekać się niedzieli. Że czekam na moment sznurowania butów i wyjście (wybiegnięcie) do lasu.
Ta niedziela była o tyle magiczna, że... W nocy w małych, malutkich ilościach spadło coś białego z nieba. Gdy biegłam pod słońce mieniło się jak brokat, rażąc momentami po oczach.
Las. Biegnę sobie. Czapka naciśnięta na czoło tak nisko, ze tylko 3 m ścieżki przed sobą widzę. Szal na twarzy zakrywający usta i nos, chroni mnie przed arktycznym powietrzem. Wiatr znów wiał w koronach drzew. Poza tym CISZA - jak makiem zasiał.
Biegnę zatopiona w swoich myślach na różne tematy. Skupiam się na ścieżce, nie rozglądam na boki (bo i jak?). I nagle: TRZASK (nie mam w zwyczaju mieć "muzycznych zatyczek" w uszach). Stanęłam jak wryta. Rozglądam się, co spowodowało ten trzask i... SARENKI! W moim lesie to rzadki widok. Trzy białe tyłeczki. Dwie uciekły nad strumyk, a trzecia z 5-6 metrów przede mną przecięła mi drogę. Lubię takie niespodzianki :)
Kolejna niespodzianką były... SOPLE WE WŁOSACH! Fajne uczucie. A kapiący kran z nosa (sorry Wiesiu, ale to określenie jest genialne) i mróz powodowały, że chusteczki w kieszeni też były pozamarzane! Hihi
Niech tylko mróz zelżeje, uczeń się wykuruje i... Zabiorę go na znajome ścieżki do WPNu. W końcu trzeba zwiększyć przed maratonem kilometraż. No i muszę "przetestować" las za okolicznymi wioskami w kierunku Rogalina :)
ZIMA NADAL TRZYMA... W sobotę Zimowy Bieg w Trzemesznie. Jeszcze się zastanawiam czy jechać...
A na zdjęciu biały sarni tyłeczek...
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Namorek (2012-02-07,11:18): Czyżby Pani Paulina zamieniła się w sarenkę ? :-))) ineczka16 (2012-02-07,11:41): Roman, oj czasem chciałabym być taką sarenką... W każdym bądź razie ciągnie mnie jak wilka do lasu... ineczka16 (2012-02-07,11:44): Wiesiu - nie lubię mieć słuchawek w uszach. Mogę słuchać muzyki czy odgłosów przyrody, ale w naturalny sposób. Zresztą jak na starość oślepnę od pracy przy komputerze (hihi), to zawsze pozostaje mi jeszcze w miarę sprawny słuch... Poza tym nie mogę patrzeć na młodzież, która niszczy sobie słuch puszczaniem głośnej muzyki przez słuchawki :) ineczka16 (2012-02-08,09:48): Angela - co mam jeść...?
|