2010-11-12
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Maratony biega się głową... (czytano: 306 razy)

Maratony biega się nie tylko nogami, ale i głową. W sumie zawsze to wiedziałem, ale teraz przekonałem się o tym namacalnie. Aby przebiec 42 kilometry potrzeba nie tylko kondycji fizycznej, ale i mocnej psychiki. I niestety, ale tego ostatniego zabrakło mi w zeszłą niedzielę...
Podczas Perły Paprocan w Tychach biega się po 7 kilometrowej pętli wokół jeziora. To, że można po każdym okrążeniu zrezygnować, z jednej strony daje miły komfort, ale z drugiej działa demobilizująco. W czasie „zwykłego” maratonu, podczas którego biegnie się jedną pętlę, gdy człowiek ma dość, na przykład w okolicy trzydziestego kilometra, to przed zejściem z trasy może powstrzymywać go myśl, że przecież i tak musi się jakoś do mety dostać. A gdy można, tak jak podczas Perły Paprocan, w takim momencie „bezkarnie” podziękować, zabrać medal i pojechać do domu, to pokusa jest wielka...
Bieg w Tychach od początku układał mi się dziwnie. Pierwsze 7 km zrobiłem w średnim tempie 5:40/km, a więc idealnie na 4 h w maratonie. Ale nie biegło mi się dobrze. Denerwowało mnie rwane tempo, ciągłe zwalnianie na błotnistych wąskich ścieżkach, do których biegacze ustawiali się w kolejkach i potem przyspieszanie na asfaltowych odcinkach. Na drugim okrążeniu na trasie zrobiło się wprawdzie luźniej, ale mi biegło się jeszcze gorzej. Złapała mnie jakaś kolka i rozbolał brzuch. Musiałem zwolnić i nawet poważnie się zastanawiałem, czy nie skończyć po 14 km. Pod koniec tego kółka (średnie tempo 5:53) poczułem się jednak lepiej, więc pomyślałem, że zrobię jeszcze jedno okrążenie i zaliczę półmaraton. Jednak w okolicy 20 kilometra stwierdziłem, że to trochę głupio skończyć półmaraton w czasie powyżej 2 h, więc dla przyzwoitości wypadałoby pobiec jeszcze przynajmniej kolejne 7 km. Decyzja ta przyszła mi o tyle łatwo, że czułem się nie gorzej, a może i nawet lepiej niż dziesięć kilometrów temu. Chyba dobrze zrobiła mi świadomość, że nie mam już większych szans na złamanie czterech godzin w maratonie. Nie czułem więc presji z tego powodu. Gdy dobiegałem do 28 km stwierdziłem, że jest zupełnie ok. Zjadłem batonika i pomyślałem, że fajnie byłoby dobiegać jeszcze dwa okrążenia. Wydawało mi się to jak najbardziej wykonalne i nawet niezbyt trudne. I właśnie wtedy zaczęły się problemy... W okolicach mitycznego trzydziestego kilometra dopadł mnie kryzys. Nie była to klasyczna ściana, z którą zderzają się maratończycy, tylko... sam nie bardzo wiem co. Niby biegłem, ale zacząłem się bać, że zaraz się przewrócę. Kręciło mi się w głowie, robiło niedobrze itp. Nawet myślałem, czy nie zawrócić, ale byłem już na tyle daleko od początku pętli, że nie miało to sensu. W każdym razie podjąłem mocne postanowienie, że kolejnego kółka już nie rozpocznę. Dziwnie się czułem biegnąc w takim stanie zupełnie sam gdzieś nad brzegiem jeziora. Zwolniłem więc mocno, aby mogli mnie dogonić jacyś biegacze. Dałem się wyprzedzić dwóm zawodnikom i „zabrałem się” za nimi. Gdy tylko zamieniliśmy parę zdań, od razu poczułem się lepiej. Dla nich był to pierwszy maraton w życiu i byli zdeterminowani, aby biec jeszcze ostatnie 7 km. Namawiali mnie, abym nie rezygnował, ale ja postanowiłem dotrzymać danego sobie słowa i po przebiegnięciu 35 km, dałem znak organizatorom, że kończę. Wziąłem medal i... idąc do samochodu poczułem, że postąpiłem strasznie głupio. Przecież najgorszy kryzys chyba już minął, a do końca maratonu zostało tylko 7 km. W dodatku mogłem biec w towarzystwie, mając szanse na wynik w okolicach 4:10, a nawet trochę lepszy. Wkurzyłem się na siebie. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się tego po sobie... Do dziś nie mogę uwierzyć, że to zrobiłem.
Trudno, co się stało, tego już nie zmienię. Szkoda, bo była realna szansa na całkiem fajną życiówkę. A tak pozostała sportowa złość i motywacja do dalszych treningów. Obiecałem sobie, że jeśli tylko nie wystąpią jakieś niespodziewane przeszkody, to za pół roku podczas Silesia Marathonu cztery godziny muszą pęknąć.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |