2007-04-02
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| padam, padam, padam (czytano: 136 razy)

Wła¶nie wróciłem z Bratysławy, ale wła¶ciwie nie ma o czym pisać... Zgodnie z radami danymi zza grobu, nie zważaj±c na kontuzję, poszedłem do¶ć ostro. Jak na mnie. 10 km w 45:05. Gdyby tylko ta cholerna łydka chciała mnie słuchać. Ale nie. Dawała się we znaki już od 7 kilometra, a od połówki (1:38:02) w ogóle nie było mowy o bieganiu, bo rwało, kurczyło się i pęczniało. Pozostało tylko tup, tup, tup. Byle skończyć. Kolejne dyszki były po 48, 48 i wreszcie 58 min. Humor nieco poprawiła mi na mecie u¶miechnięta gęba Wasyla, któremu pogratulowałem połamania 2:30. W półmaratonie. ;
Od przygód sportowych, zdecydowanie ciekawsze były pozasportowe. Utarczki z funkcjonariuszami bratysławskiej Miejskiej Policji, a potem jeszcze z czeskimi policjantami. Na razie zakończone wynikiem 2:1, ale mecz trwa nadal :). Jeszcze co¶ napiszę na ten temat, ale nie teraz, bo po prostu padam, padam, padam - jak ¶piewała Edith Piaf.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |