2008-11-30
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Guano (czytano: 219 razy)

Tak się jako¶ utarło, że listopad jest u mnie miesi±cem totalnego sprz±tania.
Bo ciemny (w tym roku jako¶ wyj±tkowo słoneczny).
Bo luĽniejszy czasowo z powodu roztrenowania (jeszcze dwa lata temu nie wiedziałam, że istnieje co¶ takiego).
Więc wywracam całe mieszkanie do góry nogami, przestawiam meble i pozbywam się sterty niepotrzebnych już papierów.
W czwartek zabrałam się za mycie okien. Dobrze, że nie zrobiłam tego w poniedziałek, tak jak planowałam, bo w międzyczasie od wschodniej strony goł±b nabrudził na okno. Czwarte piętro, piękny punkt obserwacyjny. Machaj±c raĽno ramionami zerkam na przechodniów.
Po pierwszym myciu widać, że przypadek uporczywy. Ignoruję wszystkie pół¶rodki i od razu zaprzęgam do roboty ciężka artylerię czyli mydło Biały Jeleń. Pierwszy raz w życiu bez efektu. Guano wydaje się być przylutowane do okna. Rozmiękczanie. Bez skutku. Zdejmuję na chwilę rękawice i my¶lę „Czego ten biedny ptak się nażarł i czy po tym menu jeszcze żyje??” Wyci±gam ze skrzynki tępy nóż przeznaczony do drobnych prac technicznych i zaczynam zdrapywać plamę. Zostaj± ¶lady. Jeszcze jedno mycie. I jeszcze jedno. Uff...
Trzydzie¶ci minut. Można było pobiegać. Albo wypalić papierosa. Albo co tam sobie chcesz...
:-)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |