2007-10-15
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| (czytano: 118 razy)

Rekord pobity- zabawne, że biegłem w poprzednim rekordowym biegu i teraz. Mam nadzieję, że kolejny rekord padnie w biegu, w którym nie będę mógł startować.
Do końca nie wiedziałem czy powinienem startować. W czwartek piątek i sobotę miałem wyraźne objawy przeziębienia. Może znowu ze zdwojoną siłą wróciła alergia albo jest to typowa psychosomatyka. Będę to wiedział za kilka tygodni, kiedy już porozwiązują się wszystkie sprawy, które są dla mnie trudne. Obudziłem się w niedzielę z bólem kręgosłupa- dziecko usiłowało mnie zepchnąć z łóżka, a przynajmniej wywalczyć sobie więcej miejsca.
Nie wiedziałem jak pobiec- ostatnie dwa tygodnie to była walka o przetrwanie. Zamiast BPS były przyspieszone kuracje i lizanie ran po Maratonie Warszawskim. Stwierdziłem, że biegnę na samopoczucie ni to był chyba błąd- pierwsza piątka 20 minut, kolejna o pół minuty wolniej i to było za szybko. Może gdybym poszedł tak jak miałem założenia byłoby o jakieś dwie minuty lepiej.
Pogoda jak dla mnie fantastyczna, kapele przy trasie super, tylko te podbiegi. W Warszawce w takim stanie miałbym jakieś 2- 3 minuty lepszy czas, ale tam biegać nie będę.
Po drodze zdarzyło mi się dużo fantastycznych momentów- przebieganie przez rynek, widoki w okolicy Starówki. Cały czas nie potrafiłem uwierzyć, że znowu to robię- że może mi się udać pobiec poniżej trójki. Było trochę jak, w 2004, kiedy wyjechałem z Głoskowa i biegłem w Warszawce, czułem taką radość, że chciało mi się krzyczeć. Kiedy przez chwilę wydawało się ze mogę powalczyć o życiówkę trochę się przestraszyłem. W 1996 pobiegłem poniżej trzech i później zaczęły się moje nieszczęścia. Teraz jestem w innej sytuacji- biegłem przede wszystkim żeby cieszyć się tym, co robię a nie żeby coś sobie udowadniać. Jestem już w trochę innym miejscu.
Miałem kilka refleksji- że bardzo dużo ludzi nie potrafi postrzegać różnic na poziomie różnic. Starają się sobie udowodnić, że jeśli ktoś jest inny to musi być gorszy. Przepychają się o swoją rację. Myślałem o weselu Michała i Ani. Nie chciałbym żeby nasze tak wyglądało. Ale jestem przekonany, że tam było fantastycznie i im było z tym wszystkim do twarzy. Do nas by to nie pasowało. Jesteśmy różni i możemy na tym korzystać. Gdzieś tam pojawia się nawyk czwarty- najpierw staraj się zrozumieć innych, później oczekuj zrozumienia.
W niedzielnej wyborczej znalazłem cytat, który świetnie pasuje do maratonu- „Kto mówi o zwycięstwie? Przetrwać, oto wszystko”. Każdy, kto kończy jest zwycięzcą. Paradoksalnie w zeszłym roku, kiedy pobiegłem 3.28 kosztowało mnie to znacznie więcej.
Nie wiem czy jest to kwestia tego, że chce żeby tak było i prowadzę bardzo skuteczną autosugestię, czy może tak ułożyło się moje życie, czy też tak ułożyłem swoje życie, ale mam obok siebie dużo rewelacyjnych osób- tym razem kolejny raz utwierdziłem się w przekonaniu, że mam fantastycznych teściów. Warto było pojechać do Poznania tylko po to żeby się znowu o tym przekonać, a jeszcze ta trójka.
Aha i jeszcze jedna żenada- byłem piątym studentem. Podziękowania dla AZS, bez ich konsekwentnego ignorowania maratonu jako dystansu, na którym rozgrywa się Akademickie Mistrzostwa Polski, byłbym może dwudziesty.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |