2007-11-04
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| (czytano: 116 razy)

Ten sezon startów mogę uznać za zamknięty. Pobiegnę jeszcze w Toruniu, ale to już zaliczam do kolejnego sezonu. I bardzo dobrze, że zakończyłem go spektakularn± porażk±, bo za co¶ takiego muszę uznać wynik i styl z Bytowa, ale po kolei.
Bytów to bardzo ładne, kameralne miasteczko. Co prawda nie można było się o tym przekonać na trasie, ale wcze¶niej i póĽniej mogłem się po nim przespacerować. Organizatorzy sprężyli się na maksa- wszystko było na wysoki połysk, wystrzał z armaty rozesłał konfetti, które póĽniej biegacze pracowicie wdeptali w bieżnię.
Szkoda tylko, że nie udało mi się dopasować swoim poziomem do poziomu organizacji biegu.
Oczywi¶cie mogę szukać przyczyn w różnych zewnętrznych zjawiskach-, że na bieżni czasem trudno było się przemkn±ć między zajętymi rozmow± biegaczami, że jak zaczęło padać to na bieżni zrobiło się ¶lisko, że wiał wiatr, że kiepsko się czułem.
Na pewno popełniłem kilka błędów- nie zadbałem jak trzeba o siebie, za mało przebiegałem między Poznaniem a Bytowem i nie zadbałem o wagę. Kolejny raz potwierdziło się, że muszę ciężko zapracować na każdy postęp czy choćby utrzymywanie w miarę dobrego poziomu.
Bardziej rozeĽlił mnie nie sam wynik, ale to jak do niego doszło- z kilometra na kilometr wolniej a na drugi dzień obudziłem się prawie całkiem ¶wieży. To znaczy, że nie wyjechałem się tak jak, powinienem- czyli problem jest także w głowie, jak mi nie szło to zupełnie pu¶ciłem. Z drugiej strony dla mnie porażka jest bardziej motywuj±ca, w ten sposób potwierdziło się, że mogę biegać poniżej trójki, ale muszę to porz±dnie wypracować. Obudziła się we mnie taka sportowa zło¶ć- ja tu jeszcze wrócę.
Chłopaki z klubu biegali w Atenach i Nowym Jorku, ale ja jako¶ nie żałuję, że trafił mi się ten Bytów.
Poznałem kilka sympatycznych osób- Agnieszkę Mizerę, Jerzego Bednarza i Adama Dolińskiego, który był skazany na moje towarzystwo na cał± powrotn± drogę, trochę mi go szkoda. I sporo innych nie mniej interesuj±cych osób.
W tym wszystkim jako¶ zabolało mnie jedno- po obiedzie kupa zostawionych plastikowych naczyń, taki ¶mietnik, który po sobie zostawiamy. Ciekawe jak by wygl±dało co¶ takiego w bardzo ekskluzywnym wnętrzu. To nie jest typowe dla biegaczy, ale jako¶ bardziej mnie to rusza w takich sytuacjach, bo z t± grup± się identyfikuję i objaw fajansiarstwa jest w zwi±zku z tym bolesny. Może zwracam no to uwagę, bo tak mnie nauczono (wytresowano) przez dwa lata w Głoskowie.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |