2008-06-10
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Półmaraton Kietrz-Rohow i walka z zakwasami :-)))) (czytano: 274 razy)

Niedzielny półmaraton w Kietrzu okazał się walką z zakwasami ;-) Bieg w Siemianowicach dał mi popalić hahaha. Dzień przed startem od rana chodziłam nieprzytomna....czułam zmęczenie....czyżbym się wypaliła?.
Od rajdu przygodowego zatraciłam formę i czuję się zmęczona....chyba potrzebuję odpoczyku.....niestety ja nie potrafię usiedzieć w miejscu....potrzebuję ruchu nawet gdy organizm się buntuje.
W dniu startu wciąż odczuwałam zakwasy....ciągle krążyła mi myśl czy ja dobrze robię, że startuję....czy może jednak należy odpuścić. Mimo tych dziwnych myśli :-) postanowiłam wystartować. Nie lczyłam na wynik....zmęczenie, zatracona forma eliminowała jakąkolwiek nadzieję na dobry czas. Pobiegłam planowo, chciałam przebiec na 1:38 i tak też uczyniłam, choć w głębi duszy wolałam pobiec lepiej, niestety trasa nie była łatwa...ciągłe zbiegi i podbiegi, a do tego bieg po polnych dróżkach....było ciężko, odczuwałam każdy pokonany kilometr....cóż zrobić....nie wolno się załamywać tylko trzeba odbudować to co się utraciło.
Po biegu poziom kwasu mlekowego w mięśniach powiększył się 2- lub nawet 3-krotnie....masakra. Ledwo stąpałam po ziemi, o wchodzeniu i schodzeniu po schodach wole nie mówić. Naszczęście z każdym dniem zakwasy zanikają a ja czuję się odrobinę lepiej, mimo iż w dalszym ciągu czuję zmęczenie. Miejmy nadzieję, że to szybko minie. Wkrótce rozpoczynają się wakacje, a to oznacza odpoczynek i treningi :-))))))
Fotka z biegu Kietrz-Rohov------>>>>
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |