2008-02-23
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| III Bieg Wedla (czytano: 294 razy)

W ubiegłym roku choć mroĽnie, to jednak miło wspominamy bieganie w Parku Skaryszewskim w Biegu Wedla - trzy dystance: A (1,86 km) - dla dzieci i młodzieży, B (5,5 km) i C (9 km) dla dorosłych. Tradycyjnie przebiegnę je wszystkie trzy. A w tym roku aura i¶cie wiosenna.
Zapisujemy się rodzinnie. Pierwszy dystans chcę przebiec na rozgrzewkę podaj±c tempo Maurycemu. Startujemy w¶ród wielu dzieci i dorosłych. Jak zwykle wszyscy pędz± na pocz±tku i już po 200 m dostaj± zadyszki, kolki, nie maj± sił biec dalej. Ale nie my. Maurycy trochę wyrwał, ale go ramieniem i stanowczym słowem powstrzymałam, więc spokojnie drepcze przy mnie. W połowie dystansu przyspieszamy, bo widzę, że oddycha zupełnie swobodnie, nie widać ani odrobiny zmęcznia. Przed met± biegniemy już całkiem szybko, więc zatrzymuję się i tylko okrzykiem zachęcam Mau'ego, żeby dogonił dziewczynę w różowej bluzie, która jest przed nami. Ja nie chcę finiszować, nie mogę się już męczyć, bo nie będę miała sił na moje biegi. Patrzę na zegarek i jest 8'53", gdy spodziwam się, że dobiegł już do linii mety. Chwilę za synem biegnie córka z tat±, też maj± niezły czas. Maszka pięknie walczy na finiszu z dziewczynami starszymi od siebie o ładnych kilka lat. Jestem dumna z moich dzieci. Dostaj± medal, cukierki czekoladowe, jakie¶ gadżety - s± bardzo zadowolone. Zaraz zaczynaj± zabawę z innymi dziećmi poznanymi z okazji wcze¶niejszych biegów. To się nazywa rodzinne bieganie!
Start biegu B. Rozbieram się, bo chcę go pobiec mocno. Udaje mi się trzymać dobre tempo i dystans 5,5 km kończę w 26:25. Michał, który na pierwszym okr±żeniu próbował trzymać się przy mnie odpada gdzie¶ z tyłu, nawet Ela go pod koniec wyprzedziła, a gdy dobiega do mety nie ma sił już na trzeci bieg.
Mam sporo czasu, aby odpocz±ć i napić się czego¶ przed następnym startem, bo trzeba czekać, aż dobiegn± najwolniejsi. Korzystam z tego i czekam w szatni, żeby się nie wychłodzić. W końcu jednak wychodzę i człapię na start ubrana w polarow± bluzę, kurtkę, rękawiczki. Tak też startuję, z planem, aby pobiec możliwie jak najrówniej a zarazem jak najmocniej. Nie stać mnie już na takie tempo jakie miałam na poprzednich biegach, ale się tym nie martwię. Po dwóch okr±żeniach muszę się rozebrać, bo zaczynam się gotować. Jadę do¶ć równo i mam wrażenie, że nawet trochę przy każdym okr±żeniu przyspieszam. Ostatnie biegnę już na maksimum możliwo¶ci, bo na łuku zauważam przed sob± żółte galeryjne koszulki Justyny i Andrzeja, które działaj± na mnie jak płachta na byka. S± tak daleko, że w±tpię czy uda mi się ich dogonić. Ale nie porzucam nadziei, biegnę co sił. na 400 m przed met± widzę, że Justyna słabnie, co jeszcze bardziej pobudza mnie do walki. Ale kto¶ j± chyba uprzedza, że się zbliżam, bo podrywaj± się do mety całkiem żwawo i niestety na metę wpadam tuż za nimi. Dobra, choć bezowocna walka! Przydała mi się. Czas 48:02.
fot. Czarny321 & Cieslaq (www.sps.waw.pl)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |