2009-05-06
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| 144 dni. (czytano: 168 razy)

Nadgodziny w pracy. Wszyscy już poszli tylko ja robie jakie¶ dziwne zadania, z których jutro bedę się musiał "spowiadać" przed całym ¶wiatem :(
Długi weekend miałem udany: słonko, odpoczynek intelektualny i bieganko w "obcym" terenie. Ale za to w jakim towarzystwie! ;D Ale po kolei. Planowane bieganie niedzielne miałem na 8km. Teren dla mnie nieznany ale "zbadany" dokładnie za pomoc± jednej z ogólnie dostępnych map internetowych. W sobotę siedz±c wieczorem przy wspólnej kolacji z rodzink± rzuciłem hasło: "kto jutro biega ze mn±?" Zapadła cisza a po chwili żonka Kasia z u¶miechem odpowiada: "nikt z Tob± nie będzie biegał bo rano to wszyscy ¶pi±". Ale widzę poruszenie przy stole i wstaje dziadzio Kasi (lat 80!) i mówi, że on chciałby ale nie da rady biec więc pojedzie na rowerze :) Byłem tak zaskoczony i oczywi¶cie powiedziałem, że żartowałem i pobiegne sam. Ale dziadzio się uparł i zastrzegł, że pod górki to on rower wprowadzi a z górki zjedzie za mn±. Cóż było robić.
Rankiem następnego dnia wstałem o godzinie 7:00, patrzę a dziadzio juz na nogach, ubrany, z czapeczk± na głowie i opony w rowerze pompuje :)
Przebiegłem wtedy tylko 11km ale dziadzio cały czas dzielnie mi towarzyszył. Raz za mn± raz przede mn± ale dzielnie dojechał do końca :)
Tym samym pokazał wszystkim młodszym od siebie, że jak sie chce to można. NAPRAWDĘ MOŻNA!!
I tak sobie pomy¶lałem, że muszę mieć tak± siłę przed maratonem - proporcjonalnie: ja jako dziadek a maraton jako 11km ;)) i wtedy napewno dam radę.
Dzięki Dziadku!! :D
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |