2009-04-24
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| 156 dni. (czytano: 188 razy)

Wczoraj po pracy pojechałem z żonką podpisywać umowę z operatorem mojej kablówki na dostawę internetu. Nareszcie podłączą mnie do sieci i będę mógł nadrobić zaległości na Maratonach :) Wszystko przebiegło bez problemów i "zadowoleni" z kolejnego wydatku miesięcznego jaki sobie zafundowaliśmy, postanowiliśmy pojechać do SilesiaCityCenter w Katowicach. A że godzinka była obiadowa więc kierujemy nasze kroki do części jadłodajniowej. Z żonką lubimy mieć wybór co do rodzajów i ilości konsumowanych kalorii więc padło na tzw bar z jedzeniem na wagę. Jak jestem głodny to wszystkie moje zmysły są bardzo wrażliwe na jedzonko. Obfitość i różnorodność serwowanych potraw była duża a żołądek domagał się jego wypełnienia! Nagle, w jednej chwili ukazały mi sie przed oczami dwie postacie: diabełka i aniołka. Diabełek oczywiście kusił-pierożkami ze skwarkami, kurczaczkiem opiekanym, kapustka zasmażaną i innymi tego typu specjalnościami. Aniołek groził palcem diabełkowi i szeptał mi do ucha o sałatce wielowarzywnej, soczku owocowym, rybce na parze itp.
Oczywiście wybór należał do mnie ale pokusa diabełka była wielka. I już podchodziłem żeby nabrać 5 dużych pierogów z mięskiem kiedy aniołek pochylił się i powiedział: "Nie zapomnij, że za 157 dni biegniesz maraton w Warszawie. Jak będziesz jadł takie rzeczy to zapomnij o jego ukończeniu." Po czym zniknął jak pekająca bańka mydlana a diabełek zaczął sie śmiać szyderczo i sugerował, że i tak nie przebiegnę tego dystansu.
Zobaczyłem siebie jak biegnąc w tłumie biegaczy nagle opadam z sił i powoli zwalniam tempo żeby w końcu zatrzymać się i zejść z trasy. NIE!! Nie mogę tego zrobić!! Nie mogę zawieść siebie i wszystkich, którzy trzymają za mnie kciuki.
Moja ręka drgnęła i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przesuneła się w strone pojemników z łososiem gotowanym na parze i sałatce wielowarzywnej. :D Wygrałem! Wynik pierwszej rozgrywki z diabełkiem: 1:0 dla mnie!!
Obiadek był dobry i nie drogi a ja dodatkowo byłem podbudowany tym, że nie uległem pokusie. Teraz tylko tak cały czas a dobry będzie w maratonie czas ;))
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu mamusiajakubaijasia (2009-04-24,12:59): Grzesiu, wyjścia są dwa. Albo pokochać te sałatki, a wtedy podszepty diabełka będę Cię dotyczyć w takim samym stopniu, w jakim kusi Cię kupno nowego koronkowego stanika dla siebie. Wyjście drugie - pozostać przy dotychczasowych upodobaniach, a na maraton zabrać sobie wózeczek na kółkach wypełniony po brzegi pierożkami ze skwarkami:))..........Psiamaćka! Nie każdy ma szczęście posiadania naturalnej postury Adamusa:( Beata J (2009-04-24,13:05): Grzesiu a może inny wariant. Najpierw pierożki, a potem 15-20 km? Spalisz na pewno i będziesz miał dużo energii podczas biegu :). Zostanie i wilk syty i owca cała. Chyba, że przestałeś trenować..... Asmaen (2009-04-24,13:17): nie przestałem ale ostatnio miałem mniej narysowanych buziek na kalendarzu :) Ale to się zmieni :) Marysieńka (2009-04-24,14:35): A wiesz co ja robię, jak aniołek "burzy" się gdy łakomym wzrokiem spoglądam na spoty kawałek serniczka??? Zachłannie go pochłaniam..i nie mam z tego powodu...jakichkolwiek wyrzutów:))) fog (2009-04-24,14:48): ale uleganie diabełkowi jest takie przyjemne ....;)))
|