2009-04-02
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Dobre tempo i..... katar :( (czytano: 604 razy)

Wczoraj ostatni trening, właściwie test mojej "wydolności biegowej", przed Półmaratonem w Dąbrowie Górniczej. Przy okazji zaprosiliśmy naszych znajomych na spacer wokół Pogorii III tzn. Kasia spacerowała ze znajomymi i ich małą Emilką a ja biegałem. Plan był prosty: miałem spokojnie bez szarpania wykręcić 2x6,2km i po około godzinie i 15 minutach skończyć rozciąganiem. Umówiłem się z Kasią, że po tym czasie będę na parkingu przy samochodzie gdzie miałem suche ciuszki i coś do picia. Więc założyłem muzę na uszy i pobiegłem. Na 4km spotkałem kolegę z czasów studenckich ale zaproponowałem rozmowę po tym jak skończę bieganko. Biegło mi się lekko w rytm ostrej muzyczki-TO lubię :) Dwa okrążenia Pogorii zrobiłem w 1h08'07" więc średnia wyszła 5,48min/km!!! Nie poznaję się! :) Jeśli utrzymam takie "spokojne" tempo podczas połówki to będzie re-we-la-cja! No ale skończyłem bieganko, rozciągam się a Kasi i znajomych nie ma na parkingu :( Czekam i czekam, pogadałem z kolegą-poszedł do domu a ja czekam i czekam. Zaczyna mi być zimno, pić mi się chce a Kasi nie ma i nie ma :( Nagle widzę, że nadbiega Adamus więc pomyślałem, że schowam się przed zimnem w jego samochodzie i poczekam aż Kasia wróci ze spaceru. Ale Adamus tylko przemknął obok mnie jak strzała rzucając hasło, że zaraz będzie i zniknął w głębi alejki. Więc dalej siedzę i marznę. Po kilku minutach widzę na horyzoncie powracającego Adamusa i już szedłem w stronę jego samochodu a on: "jeszcze do palików i kończę" :(( Więc dalej czekam i zaczynam się martwić, że się przeziebię i z półmaratonu będzie "dupa zimna". No i jak nie było nikogo tak nagle zobaczyłem Kasie ze znajomymi jak spacerkiem z uśmiechem na ustach wracają ze spacerku i Adamusa, który wreszcie skończył swoje bieganko.
Szybko wziąłem kluczyki od samochodu i po minucie szarpania się z bagażnikiem udało mi sie dostać do moich suchych ciuszków i izotonika :) Ale ulga! Po kilku minutach już siedziałem w ciepłym fotelu samochodu i wracaliśmy do domciu. Emilka dała upust swojemu niezadowoleniu, że musi wracać i całą drogę płakała. Troszkę udało mi się ją zainteresować przedstawieniem wykonanym z pustej butelki po napoju, która "tańczyła" na zagłówku przedniego fotela i było przez chwile troche ciszy :)) Ale widocznie słaby ze mnie aktor bo Emilka znowu zaczęła płakać.
Dzisiaj niestety katar mnie dopadł i coś lekko drapie w gardle :( Dobrze, że do niedzieli planuję tylko lekkie 5km w piątek. Teraz biorę febrisan i piję herbatkę z cytrynką licząc na to, że wszystko minie do niedzieli.... a nawet jak nie minie to i tak pobiegnę :))
Tak minął dzień. Dzień, który upewnił mnie, że naprawdę warto biegać i namawiać na to innych ;))
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Marysieńka (2009-04-02,10:27): Życzę byś po biegu z pełną satysfakcją móg powiedzieć
WYKĘCIŁEM REWELACYJNY CZAS:))) Asmaen (2009-04-02,10:34): Dzieki Marysiu. Postaram się :) Grażyna W. (2009-04-02,13:08): " a nawet, jak nie minie to i tak pobiegnę :)" i to mi się w biegaczach podoba najbardziej, ta determinacja i zawziętość :) pozdrawiam serdecznie i życzę oczywiście życióweczki. adamus (2009-04-02,21:28): Grześ.. Twoją średnią z każdego biegu lepiej podawaj z sekundami na końcu, zamiast jako ułamek z minuty: bardziej zrozumiałe będzie dla wszystkich jak napiszesz 5:29/km zamiast 5,48min/km........... shadoke (2009-04-02,22:28): Będzie dobrze:) dasz radę:))
|