2008-08-02
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Maraton MTB Świeradów Zdrój (czytano: 322 razy)

Mimo, że nie miałem jeździć w tym roku w maratonach rowerowych postanowiłem pojechać do Świeradowa. Forma biegowa w regresie, więc postanowiłem odpocząć od biegania w urlopie i trochę porowerować. Oczywiście złapanie formy rowerowej w 2 tygodnie jest niemożliwe, ale zrobiłem 2 treningi wytrzymałościowe 85 km i 100 km na tydzień przed maratonem, aby chociaż tyłek przyzwyczaić do siodełka.
Na maraton jadę z Przemkiem i naszymi kobietkami. Przemek zadebiutuje w Świeradowie, trochę się o niego boję, głównie o to by mu nie siadła psycha, maraton zaczyna się prawie 10 km podjazdem na Łącznik (1066m), dla człowieka z nizin, rozpoczecie „kariery kolarza górskiego” od takiego podjazdu jest nie lada wyzwaniem. Przyjechała oczywiście spora grupa kumpli z 64-sto (Kasia, Matis, Michał, Krzycho, Mario, Bauman, Sycek, MarekS, debiutujący Krzysztof Skorliński, gościnie startujący w naszych barwach wielokrotny mistrz Polski w biegach na orientację Robert Banach, który okazał się wyśmienitym kolarzym zajmując 3 miejsce w kategorii M3, no i ja Marfackib.
Organizatorzy na wniosek „ekologów” wytyczyli nową trasę, dla jadących dystans mini i mega było to bez znaczenia, ale mi i innym którzy wybrali dystans giga odebrano przyjemność ponownego wspinania się na Łącznik na 2 pętli.
Wreszcie pomyślano o starcie gdzyż nie jest tak łatwo zapanować nad grupą ponad 1000 kolarzy , wyznaczono sektory i wypuszczano zawodników co 2 minuty a czas na mecie był liczony netto. Staruję o 11.02, jak zwykle na początku tłok, jadę zachowawczo mając nadzieję, że odbiję to sobie na podjazdach. O zmianie trasy dowiaduję się w czasie podjazdu na Łącznik, nie chciało się w domu sprawdzić w necie i ździwko mnie chapło. W czasie maratonu tasuję się z Krzychem, na podjazdach go gubię a on mnie na zjazdach, Krzycho to „szaleniec” zjeżdżał z prędkością maksymalną 80 km/h, a mi przy 50- 60 km/h siada psycha i zaczynam naciskać na hamulce. Od połowy maratonu zaczyna padać deszcz na zjazdach robi się niebezpiecznie i ślisko, nie wspominając o naszym wyglądzie. Na punkie medycznym ustawia się kolejka, przeważnie to niestety brak wyobraźni na zjazdach, niektórzy bardzo poważnie poturbowani, jednemu facetowi z nogi wychodzi „żywe mięcho" i wrzeszczy aby go ratowani bo skóry na nodze nie ma.
Maraton długości 80 kilometrów przejechałem w 3:37 wykręcając średnią ponad 21 km/h co jest moim rekordem na trasach górskich. Zająłem 126 miejsce i uzyskałem 564 punkty, co jest najlepszym wynikiem wykręconym w Świeradowie, gdzie startowałem 4 raz.
Nasza drużyna zajęła 8 miejsce, najlepsze w historii startów, wygrywając z bardzo utytułowanymi drużynami.
Bardzo się cieszę, że pojechałem na ten maraton MTB, uświadomiłem sobie, że moje miejsce to rower, w czasie maratonu chciało mi się krzyczeć : wolę rowerowanie bardziej od seksu ( ... żartuję oczywiście ... ?? chyba ... )
Na drugi rok muszę przemyśleć moje starty, właściwie już przemyślałem, zaliczę cykl maratonów MTB czyli minimum 6 startów i 6 maratonów biegowych, jeśli Mirza pociągnie czteropak to tam wystaruję 4 razy, plus Warszawa i coś tam jeszcze.
Od poniedzałku BPS pod Maraton Berlin i żadnych rowerów.
PS. Przemek ukończył maraton na dystansie Mega, bardzo zadowolony z siebie. Psycha zaczęła mu siadać już na 3 kilometrze podjazdu, ale ambicja i chęć walki wygrała. Załapał bakcyla (a o to mi chodziło proponując mu start w Świeradowie). Na pewno jeszcze nie raz się zjawi na starcie maratonu MTB.
(Foto : Marta S.)
Gratuluję Przemkowi udanego debiutu.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Mazurek (2008-08-14,09:29): Górskie 80 km ze średnią 21 km/h ?
Ale kosmos... Brawo Marek. Basieczka (2008-08-20,22:39): Na treningu 100km !!!- chyba bym już swoich 4 liter nie czuła. Jak Ty dajesz radę?
|