2013-06-06
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Cork marathon, podium którego nie ma..... (czytano: 1006 razy)

Cork, Irlandia. Relacja z mojego 99 ukończonego maratonu. Zanim jednak zacznę o samym maratonie chciałbym nieco wrócić o dwa tygodnie wstecz kiedy to zapadła decyzja że dlaczego tu i dlaczego już po dwóch miesiącach raptem biegania targam się na maraton. Przede wszystkim z pasji jestem turystą i w Irlandii jeszcze nie byłem. Po półmaratonie w Grudziądzu zagadałem z Wiesławem Sosnowskim który regularnie w Cork startuje (raz nawet tu wygrał) iż z Gdańska są obecnie tanie linie i już za 380PLN
można tam polecieć. Zatem przeważyła kwota, nieco się wahałem czy nie za szybko, odczekałem jeszcze kilka dni i na 3 tygodnie przed maratonem decyzja zapadła że wykupuję bilet. Łącznie koszt pobrania z karty kredytowej wyniósł mnie 465 PLN, jest to opcja z dodatkowym ubezpieczeniem, bez dodatkowego bagażu za który musiałbym zapłacić połowę ceny biletu, a tak w cenie biletu mogę podróżować z bagażem podręcznym do 10kg. Następnie opłata startowa, płaciłem on-line 85 euro. Z opłaty startowej zwolniony był tylko Bartek Mazerski. Raptem kilka dni po transakcji pojawił się niespodziewanie kolejny uraz w stopie, tym razem w wyniku nie odpowiedzialności masażystki gdzie chciałem mieć masowane tylko łydki, to czemu mi się wzięła za stopy gdzie zaczęła je wyginać a przecież informowałem wcześniej że dość długo już się męczę z bolącą stopą..Zatem zaczęła się walka z czasem i decyzją, czy jechać mimo dodatkowych problemów zdrowotnych czy też całkowicie zrezygnować z podróży. Szkoda mi było wpłaconych pieniędzy i powiedziałem sobie co będzie to będzie, najwyżej pojadę na wycieczkę. Zatem wyszukałem sobie jeszcze dogodnego połączenia z Torunia do Gdańska, okazało się że z dworca PKS jest kapitalne połączenie relacji Toruń-Gdańsk Lotnisku, autobus przyjeżdża o 9.45 i zostaje mi tylko godzina do odlotu, co w zupełności wystarczy. Autobus jedzie autostradą i nigdzie się nie zatrzymuje poza dworcem PKS w Gdańsku,, bilet kosztuje 26pln (dla porównania PKP to koszt ok 50pln). Na lotnisku spotykam Bartka i Wieśka Sosnowskiego. Po odprawie lecimy i lądujemy już bezpośrednio w Cork po 2.5h lotu. Po przylocie należy wskazówki zegarka cofnąć o godzinę. Z lotniska wskakujemy do autobusu gdzie u kierowcy kupujemy bilet do centrum Cork za 5 euro od osoby. Następnie udajemy się po odbiór numerów startowych. Pomieszczenie dosyć skromne, i wystawców było może z pięciu. CI co chcieliby kupić jakieś buty dobiegania to byliby mocno zawiedzenie bo może z 3 jakieś egzemplarze się trafiły i to wszystko, pozostają jedynie okoliczne sklepy. W Pakiecie startowym koszulka techniczna zgodna z wcześniejszą kartą zgłoszeniową. Chociaż bardziej ona pasowała dla kolarzy. Po zweryfikowaniu udajemy się do informacji Turystycznej w celu poszukania taniego hostelu. (Wcześniej nie robiliśmy rezerwacji, bo osobiście uważam że tak jest lepiej bo jak wiadomo gdzie jest start i meta, to wówczas na miejscu poszukać w miarę możliwości jak najbliżej startu. Zatem udał nam się wyszukać hostel za 19 euro/doba od
osoby w pokoju czteroosobowym z łazienką. Była opcja tańsza za 16 euro w pokoju ośmioosobowym z łazienką na zewnątrz, przy czym na weekend dawano na noclegi 1 euro zniżki. W recepcji napotykamy Polkę więc ułatwiło nam to sprawę. Zatem nocleg mieliśmy zaledwie jakieś 600m od mety. Śniadanie dodatkowo płatne w wysokości 3 euro, gdzie była kawa i herbata, tosty, dżem, mleko, płatki-wszystko bez ograniczeń.
Maraton. Bieg odbywa się nietypowo, bo zawsze w pierwszy poniedziałek czerwca. Razem z nami startuje sztafeta w maratonie, ale łatwo ich rozpoznać bo mieli podwójne numery startowe. Na start wychodzimy z pokoju ok 8.30, przypinam numer startowy z chipem na koszulkę, Bartosz robi eksperyment i bierze z sobą aż 4 żele dwóch różnych firm, które następnie przykleja sobie do ręki plastrem. toi toje są tuż przy starcie, ale kolejka nas przeraziła, nie było jednak problemu gdyż mimo wczesnych godzin rannych pootwierane były wszelkie restauracje...Robimy ok 1km rozgrzewki i 2 przebieżki. Przyciskami się do pierwszego szeregu i start. Po mniej więcej mili jestem w pierwszej grupie tuż za Bartkiem i Irlandczykiem, Na 10km okazuje się że jestem trzeci z wynikiem 35.05 mając 100m straty do prowadzącej dwójki i z dość znaczną przewagą nad grupą pościgową. Mocno jestem zaskoczony że stopa wytrzymuje obciążenie i na razie nie ma żadnych sygnałów że może się coś wydarzyć (wyprofilowane wkładki na zamówienie przynoszą jakiś efekt). Po 15km czuje że coś nie tak, mam wyjątkowe pragnienie picia, czuje jakbym wypalił się energetycznie. Na półmetku jestem jeszcze trzeci z wynikiem 1:16.05 mając 2 minuty straty już do prowadzącej dwójki i mając 1.5 minuty przewagi nad dziesięcioosobową grupą pościgową.
(Biorąc pod uwagę fakt że w tym roku na szybkiej, płaskiej trasie w Inowrocławskim półmaratonie miałem taki sam wynik, zatem półmetek poszedłem bardzo mocno) Trasa trzeba przyznać że do najłatwiejszych nie należy, o ile początek był w miarę płaski z licznym co najwyżej serpentynami gdzie trzeba było uważać na zakrętach to po 6 mili zaczęły pojawiać się znaczne wzniesienia, które o większej skali trudności występują tutaj pomiędzy 30-35km. Po półmetku musiałem szybko przeanalizować, wiedziałem że jestem niedotrenowany, mam kontuzję i kompletnie się do maratonu nie przygotowałem. Mimo mocnej psychiki to jest mi bardzo trudno utrzymać pewien rytm. Już na 25km daje się dogonić grupie i nawet nie jestem w stanie nawiązać jakiejś walki. Pragnienie picia jest coraz większe. W tym momencie nawet przyszła myśl czy nie zejść z trasy, ale wówczas mógłbym dużo na tym stracić, stan mój psychiki mógłby się znacznie pogorszyć. Ponadto chciałbym bardzo dobiec do mety gdyż jest to mój 25 kraj w którym startuje a że w Irlandii nigdy jeszcze jak dotąd nie byłem więc siłą woli wypada zwiedzić chociażby biegiem piękne regiony tego miejsca. Zatem powiedziałem sobie że nawet gdybym miał paść na kolana i dojść do mety nawet godzinę za zwycięzcą to nie ma to już większego znaczenia, grunt to żeby przemóc swój organizm i chwile słabości jakie obecnie posiadałem, żeby w miarę możliwości dobiec do mety bez zatrzymywania. Po kłopotach zdrowotnych jakie ostatnio przechodzę bez wątpienia jest to i tak jak dla mnie wielki wyczyn że jednak się nie poddaje i walczę do końca, nie wiem czy ktoś inny na moim miejscu odważyłby się wystartować chociażby w maratonie. Mocne ukłucie w stopie poczułem dopiero na ostatniej mili kiedy to musiałem nie zauważyć jakiegoś kamienia na asfalcie i znacznie zakwiczałem z bólu, biegłem w specjalnie wyprofilowanych wkładkach na zamówienie, które jak dotąd miałem tylko do chodzenia, a od dwóch tygodni w sumie zacząłem w nich biegać. Początki nie są łatwe ale jak widać pozwalają na powrót do sportu. Na metę w biegam z czasem 2:44.50 i 12 msc open na 1200 sklasyfikowanych zawodników.
Zatem o ile obawiałem się bardzo że nie wytrzymam z bólu na trasie, to kompletnie zaniedbałem sprawę na temat odpowiedniego nawodnienia i odpowiednich posiłków w ostatnim tygodniu. Być może nałożyło się to sprawą na ostatnich wydarzeniach w życiu osobistym. Tak więc może jakimś cudem dałbym utrzymać trzecie miejsce gdybym odpowiednio o siebie wcześniej zadbał, ale mógłbym skończyć też znacznie gorzej. Ciesze się że się nie poddałem i walczyłem do końca ze swoimi słabościami.
Na mecie korzystam jeszcze z masażu
Od razu też gratuluję Bartkowi który trzyma w ręce już puchar przechodni (który za rok musi oddać), co ciekawe tutaj dekorują tylko pierwszego, nie ma żadnego podium, są podobno kategorie w których przewidziano nagrody finansowe, ale nie ma żadnej dekoracji, a nagrody przesyłają na konto po wymianie korespondencyjnej wszelkich danych.
Po przyjściu do hostelu od razu daje info do PAP, oni po zweryfikowaniu informacji kilkadziesiąt minut później puścili wyniki w Polskę..
Czy poleciłbym komuś ten maraton? Może przedstawię to z innej strony. Ktoś kto startował u nas w Warszawie, Poznaniu, we Wrocławiu czy nawet dużo mniejszym Rytrze. Mógłby być na takim maratonie w Cork mocno zawiedziony. W pakiecie startowym tylko techniczna koszulka, targi expo praktycznie żadne. Długa kolejka za toi toi, na punktach odżywczych tylko woda i chyba jeszcze dawali jakiś izotonik w kubkach z którego nie korzystałem, nie było pasta party. Na mecie każdy się rozchodzi, banany wydzielali i był 1 na zawodnika (zatem Ci co biorą garściami byli by mocno zawiedzeni). Nie było na miejscu żadnych wyników, nie było żadnych szatni, pryszniców itp. Organizatorzy z założenia wychodzili że każdy z przyjezdnych ma jakiś nocleg więc po co dodatkowo wynajmować jakieś pomieszczenia...
Kibiców na trasie bardzo mało, były miejsca gdzie przez kilka mil nikogo, dopiero na mecie w centrum tłum, ale to był odcinek raptem ostatnich 300m... Kolorowy medal na mecie mógłby się podobać i to jest jedyna cenna pamiątka z tego wydarzenia. 2 okoliczne bary w ramach swojej reklamy oferowali bezpłatny posiłek po biegu, na 1 z nich ciężko było zdążyć bo wydawanie posiłków było tylko do godziny 15-tej, a w drugim zaś dość długa kolejka zniechęcała do długiego oczekiwania gdzie do wyboru była pizza i hamburger. Piwo już dodatkowo płatne, już to widzę jak u nas by taki maraton skrytykowali.. Zatem jeżeli ktoś nie docenia wspaniałej organizacji maratonów w Polsce, to z całego serca zapraszam do Cork w Irlandii....:)
Niewykluczony że za rok tu wrócę w pełni sił po raz kolejny walczyć o podium które tutaj nie ma...
Po maratonie poszliśmy wspólnie uczcić sukces Bartka, Nie ma porównania Guinnessa wypić który występuje w Polsce, a ten który występuje w Irlandii. W każdej knajpce muzyka na żywo. To ma swój niepowtarzalny klimat, zatem ostatnia noc była maksymalnie wykorzystana że nawet nie opłacało się kłaść spać. Wylot samolotu o 8.40 czasu miejscowego. Po przylocie została mi godzina do odjazdu autobusu PKS do Torunia, Zatem zaledwie 7 godzin było różnicy jak opuściłem hostel w Cork, a wejściem do mieszkania Toruniu...
Był to mój 99 ukończony maraton. Przede mną jubileusz. Jak dojdę do siebie to pod uwagę biorę maraton Lębork lub Rytro
Podoba mi się w Irlandii podejście policji do obywatelki gdzie jej zadaniem nie jest karać, lecz pouczać i być przyjaznym dla społeczeństwa. Czerwone światło? pieszy nie musi się bać że łamie prawo, nawet policja przechodzi na czerwonych w tłumie-byłem tego świadkiem, wystarczy być rozważnym na auta, a kierowcy są uprzejmi.. druga sprawa to picie w miejscu publicznym, ciężko kogoś spotkać żeby ktoś tak robił, kary są dość wysokie, do 600 euro (przynajmniej tak wynikało z tabliczki zamieszczonej w parku) po czym idą mundurowi i spotykają grupkę osób łamiących ten przepis. Myślicie że dostali kare? nic podobnego, pouczyli ich jedynie że tak nie wolno i poprosili o opuszczenie terenu..
3 CZERWCA 2013: CORK CITY MARATHON, (Irlandia)
Mężczyźni:
1. Bartosz MAZERSKI POL 2:28:29 (1000 euro)
2. Gary OHANLON IRL 2:28:52 (900)
3. Peter MOONEY IRL 2:35:25 (800)
4. Cathal OCONNELL IRL 2:35:54 (700)
5. Alan FOOLKES IRL 2:37:18 (600)
6. Karl WALSH IRL 2:37:32 (500)
7. Wieslaw SOSNOWSKI POL 2:39:04 (400)
8. Cedric DE CALUWE 2:40:17 (300)
9. Gavin SWEENEY 2:42:19 (200)
10.Cornelius MARSHALL IRL 2:43:23 (100)
12.Krzysztof BARTKIEWICZ POL 2:44.50
Kobiety:
1. Pauline CURLEY IRL 2:47:47 (1000 euro)
2. Angela MCCANN IRL 2:55:11(900)
3. Nollaigh ONIELL IRL 2:55:45 (800)
4. Audrzej FIEDOREK 2:59:09 (700)
5. Anne Marie HOLLAND IRL 3:03:25 (600)
6. Mary OLEARY IRL 3:06:44 (500)
7. Hannah OLDROYD GBR 3:09:53 (400)
8. Mary SWEENEY IRL 3:11:59 (300)
9. Niamh CRONIN IRL 3:18:27 (200)
10.Fionnuala DESMOND IRL 3:19:21(100)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu paulo (2013-06-06,11:41): sukces Bartka jest imponujący, ale Twój też jest wielki. Gratuluję! Kaja1210 (2013-06-06,19:50): Przede wszystkim uznanie za to, że się nie poddałeś.
|