Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [361]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Krzysiek_biega
Pamiętnik internetowy


Krzysztof Bartkiewicz
Urodzony: 1975-04-05
Miejsce zamieszkania: Toruń
129 / 193


2013-04-10

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Wydarzenia 28 marca-10 kwietnia (czytano: 909 razy)

PATRZ TAKŻE LINK: http://www.napieraj.pl

 

Aura jaka panuje za oknem sprzyja chyba tylko mnie i postanowiłem chociaż dla siebie w jakiś sposób się ruszać. Święta moim zdaniem powinni pozamieniać i Wigilia mogłaby być spokojnie w kwietniu zakładając że w kwietniu będzie zawsze tak biało jak obecnie. Miękkie podłoże powoduje że z powodzeniem jestem w stanie robić rozbieganie dzięki czemu moje samopoczucie jest o wiele lepsze, nie myślę na razie co będzie jak stopnieje śnieg, bo wiem że czeka mnie bardzo długa droga do pełni sprawności i po treningu mam problem z normalnym stepowaniem, ale jak tyle lat siedzi się w sporcie to ciężko mi wpoić żebym sobie zrobił rok czy dwa przerwy. Być może uda mi się nawet wystartować w Run Toruń, obawiam się jedynie kostki brukowej która dla obecnej mojej konstrukcji jest największym przeciwwskazaniem do udziału w takim biegu, jeżeli jednak jakimś cudem swobodnie pokonam taki dystans to może w maju spróbuje sił w maratonie.
Tak więc nie myślę na razie co będzie tylko żyje chwilą
Zacząłem od 3-4km dziennie i raz spróbowałem odcinka długości 15km, po tym eksperymencie nie byłem w stanie normalnie stepować przed dwa dni, z pomocą przyszedł do mnie rehabilitant który postawił mnie na nogi i jednak zostanę przy swoim pierwszym scenariuszu i dla zdrowia 3-4 km dziennie mnie zadowala. Czy z tego można pobiec maraton? Jasne, jak ktoś ma mocną psychikę jak ja, to z powodzeniem bez tzw ściany jest w stanie w dobrym czasie przebiec maraton, kwestia tego co robi na co dzień bo w
przypadku pracy biurowej do treningu trzeba już podejść całkiem inaczej.

Czy mam jakieś plany? Na pewno po głowie coś mi tam chodzi, ale ponieważ staram się być słowny więc nie będę rozpowszechniał żeby nikt mnie nie rozliczał co zrobiłem a czego nie.

Ostatnio zbyt wiele się dzieje i sam się zastanawiam jak jestem w stanie pewne wydarzenia wyłapać, być może niektórych to zainteresuje więc zacznę może od Dębna

W nocy, a w zasadzie wcześnie rano o 4.45 w sobotę przyjechała do mnie para z Kenii w drodze do Starogardu Gdańskiego. Jak to zwykle u mnie bywa, goście nie mogą wyjść głodni. Tak więc postawiłem śniadanie od wyboru do koloru a tu piją mi tylko herbatkę... Powiedziałem że jak nie będą jeść to przegrają, w ostateczności za namową managera zjedli tylko po dwie sznytki chleba z dżemem. Śmiać mi się chciało jak spytałem czy chcą mleko, nie potwierdzili czy tak, czy nie więc przyniosłem 2 Aktimele, zaczęli je oglądać od góry do dołu i chyba szukali instrukcji obsługi (ale się nie odzywałem) jak już otworzyli wieczko to delikatnie polizali a następnie bardzo powoli wypili.. Sam bieg wyszedł z mojej oceny przeciętnie, bo oboje byli na drugim miejscu, no ale następnego dnia ruszali oboje do Dębna. Samuel Rutto bo o nim mowa miał pobiec jako pacemaker do 10km w Dębnie. Ci co śledzili wyniki on line mogą się zastanawiać o co chodziło na 38km kiedy nagle prowadzi i ma pół minuty przewagi
nad resztą i później na mecie w wynikach już go nie ma..
Tak więc zaraz do tego dojdziemy. Do 10km miał biec po 3.07/km po spełnieniu swojej roli poczekał na kolegę z teamu biegnącego kilka sekund za czołówką, chodzi o Joela Komena Kosgeja który ostatecznie zajął 6msc z wynikiem 2:20 przy okazji patrząc na rocznik Joela widzę datę"87" znam go dość dobrze i jest grubo po trzydziestce więc zapewne przerobił paszport żeby łatwiej było mu wyjechać z kraju, tym samym miesza nieco w kategoriach wiekowych zawsze walczyliśmy razem (tzn on walczył, a ja liczyłem że nikogo poza nim w naszej kategorii nie będzie) a teraz się odmłodził i w przypadku nie dublowania nagród ktoś może czuć się w młodszej kategorii poszkodowany . Wracając do rywalizacji na dalszym pomiarze czasu nadal był wspomniany wcześniej pacemaker którym był Samule Rutto (trzeci zawodnik tegorocznego półmaratonu w Warszawie). Po jakimś czasie odrabia 20-30 sekund i dołącza do prowadzącej grupki. Na 35 km w wynikach on-line widać było że biegnie z tyłu jakieś 30 sekund za prowadzącymi wraz z Komenem i nagle sensacja, 38km Samuel Rutto 2:01.00 i o pół minuty przed kolejną dwójką z czego wynika że na odcinku 3km odrobił aż minutę!!!

Tak więc fakt był taki iż Samuel zakończył swoją rolę na 32 km jak się dowiedziałem, później był przewożony autem i prawdopodobnie chip wyłapał jego obecność czy to poprzez przejazd autem czy to poprzez wyjście z auta w pobliżu pomiaru czasu żeby wesprzeć swoich..

Bardzo mocno kibicowałem Emilowi Dobrowolskiemu, gdzie patrząc po numerach startowych nie był prawdopodobnie zapraszany przez organizatora i stąd tak wysoki jego numer (elita miała 1-10). Od samego startu biegł widziałem z Iverukiem by w ostateczności rozegrać wszystko na finiszu , A stawką w ich przypadku była różnica aż pięciu tysięcy złotych (taka była różnica pomiędzy 3-4 miejscem). Doświadczenie w maratonie jest bardzo ważne i przeważyło o podium na korzyść Ukraińca. Emil musiał zadowolić się rekordem życiowym (oscylować na 2:14)

Kolejną osoba za którego trzymałem kciuki to Jakub Burgardt który nie ma jeszcze doświadczenia na tym dystansie, w przeddzień maratonu kontaktowaliśmy sie jeszcze telefonicznie. Od miesiąca jest w policji i bardzo mało trenował, żadnych długich wybiegań. Biegł od początku z Thielem i po trzydziestym miał nawet znaczna nawet przewagę, na mecie jednak już był daleko za Adamem Thielem.. jak do tego doszło? rozmawiałem z nim po biegu że złapały go skurcze, ma żal do jednego z managerów któremu powierzył dwa żele do przechowania. Ten dał mu jeden bo drugi zjadł mu Kenijczyk...Jakub uważa że ten żel mógł zaważyć na jego ostatnich kilometrach i może nie miałby tych skurczy...

Moja rada: w maratonie liczmy sami na siebie, gdyż tego typu sytuacje mają ogromny wpływ na psychikę, skupmy się tylko na biegu i nie bądźmy w maratonie zależni od innych osób.

Nastał też przykry incydent: John Tanui który był piąty i miał wracać zaraz następnego dnia do siebie twierdzi że został oszukany. Do ręki od swojego managera dostał raptem 1000 PLN. Na bilet zapożyczył się od znajomych, mocno wierzył że po maratonie będzie mógł oddać dług a zajechał do Polski, biegnie maraton i go skubią do dna!!
Sprawdzam i według regulaminu powinien dostać 3000PLN..., poprosił zatem managera z Wałbrzycha o pomoc, ten nie był mu obojętny i mu pomoże a z poprzednikiem nie chce mieć nic do czynienia. Dziś już wiem że dzięki temu że Kenijczyk ma wizę ważną na 90 dni udało się przebukować bilet, zatem będzie dalej mógł u nas startować. Szkoda że jest wiele takich iż na wysiłku innych cierpią inni kolosalne korzyści nie zdając sobie sprawy jaką tym samym innym wyrządzają krzywdę.


W miniony weekend był szereg innych biegów jak półmaraton Pabianicki w którym startował Przemek Stupnowicz, mam nadzieje że się nie obrazi jak do blogu wkleję sobie treść jego listu skierowana do mnie:

Krzysiu!!!
Było ciężko jeśli chodzi o trasę. 7 km płasko po asfalcie-super. Następnie w las- 8 km po lesie-błoto,śnieg i noga lądowała po kostkę w podłożu. Oczywiście na tych 8 km straciłem tempo ale za to wyprzedziłem ponad 20 zawodników a mnie nikt. Nie wiem jaki miałem czas na 5 km.Na 10 km będąc już w lesie miałem 43.45 min. Na 15 km miałem równe 1.05 godz. Wybiegając z lasu na asfalt cisnąłem ile było można a tu na 18 km znów błoto.Po 20 km wybiegam na asfalt , wbiegam na stadion i mijam linię
mety- 1 godz 31 min 48 sek. Coś pięknego.Co ważne-nawet się aż tak strasznie nie zmęczyłem jak sądziłem przed startem.Nie chce myśleć co by było gdyby trasa ta nie miała 10 km po błocie a cała byłaby taka szybka. Poniżej 1.30 może nawet by było :D
Jestem bardzo zadowolony z wyniku,z tego że podołałem tak ciężkiej trasie. Zająłem niesamowicie wysokiej 29 miejsce open i 4 miejsce w kat. do 29 lat! Szkoda,że nie było mojej kat. 16-19 hahah :D Odebrałem również statuetkę za 2 miejsce w kat. drużynowej.
Tyle ludzi mi gratulowało i było pod wrażeniem wyniku. A to wszystko dzięki Tobie!
Dobra-kończę podniecanie się wynikiem :D
Pozdrawiam,
Przemek"



Dodam że poprzedni jego wynik to 1:43:), tak więc super progres.


I na koniec, rozpoczął się maraton Piasków na Saharze , super tekst jaki wyczytałem na stronie napieraj.pl
informuje jak ciężko się tam biega, oto cytat z wczorajszego, drugiego etapu

"Były odcinki, gdzie musieliśmy się wspinać po linach rozciągniętych wzdłuż półek skalnych lub przy stromych końcówkach na wydmach, by nie odpaść do tyłu w 200-metrowe szczeliny. Widoki wspaniałe. Pojawiają się pierwsze problemy - moje buty straciły część przedniej podeszwy i pozrywały się rzepy do stuptupów - dziś będę szył i kleił sprzęt. Z dobrych informacji - znów byłem w pierwszy w namiocie i w rankingu przesunąłem się na 197miejsce. Dziękuje za maile. Temp. +35 dzień /5 w nocy."

Więcej na stronie napieraj.pl


Dziś na tyle bo muszę szykować się jeszcze do pracy, za to weekend wolny:)

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


Kaja1210 (2013-04-10,09:37): "w maratonie liczmy sami na siebie, gdyż teko typu sytuacje mają ogromny wpływ na psychikę, skupmy się tylko na biegu i nie bądźmy w maratonie zależni od innych osób." Bardzo cenna uwaga, zwłaszcza dla mnie. W Dębnie przekonałam się o tym w dość nieprzyjemny sposób. Mogłam pobić swoją życiówkę (3:21) z Poznania, ale się wypaliłam...
Przemes6 (2013-04-10,09:46): Dzięki Trenerze za dodanie do swojego wpisu informacji o moim starcie w Pabianicach.Bardzo mi miło ;) Liczę również,że jednak będziesz mógł pobiec 28.04 w Toruniu i powrócisz jak najszybciej do biegania takiego jak wcześniej. Pozdrawiam,Przemek.
(2013-04-19,21:32): wow, biedni ci kenijczycy







 Ostatnio zalogowani
jantor
21:46
Borrro
21:41
staszek63
21:35
BonifacyPsikuta
21:34
mittwoch1
21:32
akforce
20:50
szopinho
20:49
krzybocz
20:43
42.195
20:42
Wojciech
20:40
seba1
20:30
maciekc72
20:23
mariachi25
20:18
marczy
19:31
szan72
19:11
crespo9077
18:54
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |