Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [8]  PRZYJAC. [195]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
dario_7
Pamiętnik internetowy
It's My Life...

Dariusz Duda
Urodzony: 1962-04-09
Miejsce zamieszkania: Zielona Góra
126 / 188


2011-06-05

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Upalne starty... ufff... :P (czytano: 852 razy)

PATRZ TAKŻE LINK: https://picasaweb.google.com/dudarek/28PoMaratonSolan?authkey=Gv1sRgCIbxwaTQ-oeMMA

 

Od momentu jak tylko zaczęło przygrzewać słoneczko starałem się wychodzić na treningi w jak największym upale. Po to, by stopniowo przygotować organizm do "gorącego lotania" :P Nie będę też ukrywał, że lubię opalać się podczas biegania :)) Czuję wówczas niebywałą wolność i radość... no mam trochę fioła i jakoś wcale nie martwię się co kto sobie o mnie pomyśli (znaczy się ten fioł wcale nie taki trochę jest).

W mijający weekend miałem okazję po raz pierwszy sprawdzić, jak to moje "fiołkowe lotanie" odnajduje się na zawodach. W sobotę miała miejsce 28 edycja Półmaratonu Solan w Nowej Soli, niedaleko Zielonej Góry. Strat przewidziany był na 17-tą, co budziło lekką grozę, gdyż na cyfrowych prognozach pogody na tą właśnie godzinę był przewidywany największy upał w okolicach 28°C.

I jak było? A jak miało być - CIĘŻKO!!! ;) Do czwartego km udało mi się dotrzymywać kroku Marysieńce. Potem rzuciłem krótkie: "leć, takie tempo nie dla mnie dzisiaj!". Musiałem zwolnić, bo myślałem że do końca pierwszego 7-kilometrowego "kółka" nie dożyję. Z okolic 4:20 min/km zszedłem na pułap 4:35. Ufff... Po kilkunastu minutach pomogło. Siły wróciły.

Drugie kółeczko przeleciało już całkiem całkiem. Ale nie opuszczałem bezpiecznego pułapu. Było mi w nim zbyt komfortowo :P O ile można mówić o jakimkolwiek komforcie w tych warunkach. Ponieważ prawie cała trasa biegła tam i z powrotem, przez cały czas można było obserwować się nawzajem podczas biegu. Dawało to szansę wspólnego dopingowania się i wspierania. To miłe, bo każdy ma podobnie ciężko i każdemu pomaga choćby mały uśmiech, czy podniesiona dłoń ;)

Oczywiście pomaga też doping kibiców!!! A ten, szczególnie podczas wbiegania do centrum miasta jest bardzo gorący. Równie co otaczająca nas temperatura ;)) Wracając z trzeciego okrążenia nieznacznie przyśpieszam, by ostatni kilometr pokonać znów nieco żwawiej. I wcale jakoś nie jest to aż takie trudne :P

Po wszystkim czekamy na dekoracje. W końcu jest chwila, by zamienić słowo ze znajomymi. Przed biegiem jakoś wszyscy pochowali się przed upałem i trudno było się odnaleźć ;) W końcu dekoracje. Marysia 8-ma w open, Evitah 10-ta. Dostają m.in. po ślicznym krasnalu - symbolu miasta, które zasłynęło z wytwórni krasnali ogrodowych, popularnych szczególnie za naszą zachodnią granicą.

Ten krasnal tak bardzo mi się podoba, że aż... :)) No nie wiem :))) Aż tu... słyszę... miejsce piąte w kategorii M-40... Dariusz Duda!!! Wow!!! Ja cię!!! TO JA!!! :))))) Ależ "suprise"!!! Miejsce 4-te Robercik!!! Obaj po chwili mamy identyczne krasnale!!! Ale jazda!!! :)))



* * *

Jasna diupa!!!... Jestem uzależniony... Jestem słaby... Nie potrafię sobie odmówić... Daję się podpuszczać... Ulegam w mig namowom... Nie wróciłem w sobotę do domu. Pojechałem do Stasia. No właściwie to Stasia nie było w domu i w ogóle nie wiedział, że do niego pojechałem. Ale Stasiu to równy chłop... I pewnie dobrze zrobił, że go nie było, bo w chacie tyle luda, że nie miałby gdzie spać ;)

Nocowaliśmy z Tomusiem na strychu. Uwielbiam tam leżakować :))) Cisza, spokój... Przegadaliśmy chyba do drugiej w nocy... No i odechciało mi się spać... A Tomusiowi nie i zasnął... Coś tam się wierciłem... Zaczęło świtać... Nagle jakiś skór...ptaszek zaczął puszczać wiązankę na parapecie... I żeby to jeszcze trel jakiś był? Ale nie - przypominało to raczej przeraźliwy odgłos szurania styropianem po szkle... brrrr...

Wstałem... Była trzecia ileś tam... Podszedłem do okna. Puknąłem w szybę. "Ptica uszła". Położyłem się. Wróciła. Darła ryło jeszcze bardziej. Kogut nie wytrzymał i też zaczął swoje. Ot uroki wiejskich klimatów. Wstałem ponownie. Kolejne puk w szybę - "uszła"... Nie doszedłem do łóżka... No "kata wezwę, łeb utnie!"... Otworzyłem okno na oścież, wziąłem leżącego obok pluszowego smoka czy "cóś" tam, postawiłem na parapecie i warknąłem: "waruj!"... POMOGŁO!!! :)))

Niedzielny poranek. Czyli dziewiąta z hakiem. Zwlekam się na wpół żywy. Na dworze bez zmian - pali jak w piecu. A ja - no właśnie, nie napisałem jeszcze - dałem się namówić na Międzyrzecką Dziesiątkę!!! Start o 15-tej!!! O ja p.... o k... czy ja o... do reszty???... No dobra, jak to ktoś powiedział: "prawdziwi biegacze nie jedzą miodu, prawdziwi biegacze żują pszczoły" :P

I jak było? A jak miało być - Nowa Sól z półmaratonem to "pikuś" przy tych 11-tu kilometrach z hakiem. Dopiero dzisiaj poczułem, co to znaczy gorąc! W cieniu jakieś 32°C. W tym jednak problem, że cienia w zasadzie nie było. Nogi miałem jak z ołowiu. Każdy wdech sprawiał wrażenie wciągania ognia do płuc. Powietrze falowało jak na pustyni... A karawana... Pić... Pić... Pić...

Nie wiem jakim cudem pierwszy km udało mi się zrobić w 4:11, a kolejne dwa w 4:24. Potem już tylko ciemność widziałem. Zwolniłem tak bardzo, że wydawało mi się drepczę w miejscu, choć było w granicach 4:35 - 4:40... Do tego cztery pętle i dwie agrafki. Jasny gwint!!! Dawało po łbie, że hej! Cały czas walczyłem z myślami, które wołały monotonnie i coraz głośniej - ZEJDŹ!!! ODPUŚĆ!!! PO KIEGO CI TO?!!!

"A tam, cicho być!!!"... W dupie z takimi myślami... A właśnie, że nie zejdę!... "Miętki" nie będę!... ;) No i dobiegłem. A co! :))) Wszak prawdziwe wyzwania dopiero przede mną, nie? :))) Wkrótce stanę z nimi oko w oko. I to już nie będzie jakieś tam "marne" 11 kilometrów. Oj nie...


Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


ineczka16 (2011-06-06,07:31): Gratuluję tego 5 miejsca :) i podziwiam za chęć i wolę walki dnia następnego jeszcze. Mówisz, że w niedzielę człapałeś się? Pocieszę Cię - ja normalnie na co dzień "żółwię" się jeszcze bardziej (tempo 5:30-6:00)... Pozdrawiam :)
agawa (2011-06-06,08:09): Gratulacje!!! Pięknie wyglądacie z krasnalami :)))
dario_7 (2011-06-06,08:51): Paulinko, każdy ma swoje tempo, w którym czuje, że zapiernicza na maksa - Ty masz swoje, ja swoje, a elita to zupełny kosmos już! :))) Ważne, by się nie poddawać i walczyć do końca, tak jak w sobotę w Nowej Soli. Czasem ta walka przynosi nawet jakąś nagrodę - GRATKI 4 miejsca!!! :)))
dario_7 (2011-06-06,08:53): Wiesiu, myszek nie zauważyłem. A ptaszka myślałem, że ubiję. Normalnie sadysta jakiś to był... ;)
dario_7 (2011-06-06,08:54): Aga, a te krasnale jaką radochę miały!!! :)))
miriano (2011-06-06,09:10): Walcz walcz z upałem nie długo czeka Cię spory wysiłek
dario_7 (2011-06-06,09:40): Zgadza się Mirku, walczę jak lew... na pustyni... :P
golon (2011-06-06,10:04): gratulacje krasnalka ! ja też chce takiego :( dobre ptaszki były :D gratulacje wyników :)
(2011-06-06,12:26): Wielkie gratki Darku!
Tr (2011-06-06,14:30): Pięknie wyglądacia z tymi krasnalami. Jak znalazł do ogródka :))) Gratulacje! :)
Marysieńka (2011-06-06,18:06): Dareczku.... czyżbyś sądził, że życie na wsi to.....sielanka???? :))
dario_7 (2011-06-07,18:17): Mati, Darku - dzięki :)))
dario_7 (2011-06-07,18:17): Iza, mój krasnal wdrapał się na szafę i tam mu dobrze, nie chce do ogródka ;)
dario_7 (2011-06-07,18:19): To ja już Maryś teraz wiem, czemu Ty tak wcześnie rano wstajesz ;)))
Rufi (2011-06-08,08:40): Nie wiem jak to skomentowac :-) Napisze delikatnie - jestes nienormalny :-)
dario_7 (2011-06-08,09:07): Wiem Elu, ale skoro wokół mnie tylu szaleńców, to można sfiksować... ;))) ... Ale jak się tak zastanowię, to nawet fajnie być... Napoleonem... :P







 Ostatnio zalogowani
Mr Engineer
00:35
gandhi88
23:18
enrico
22:30
benfika
22:24
szmaj
22:23
filips1
22:20
perdek
22:18
mandos
22:11
uro69
22:09
piotrhierowski
22:06
wieslaw44
22:02
."RoBsoN".
21:50
gpnowak
21:49
VaderSWDN
21:26
soniksoniks
20:54
gijom
20:21
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |