Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [12]  PRZYJAC. [57]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Kkasia
Pamiętnik internetowy
ten, kto nie próbuje zdobyć Mount Everestu, nie może poszczycić się nawet klęską

Katarzyna
Urodzony: --
Miejsce zamieszkania: Toruń
34 / 89


2009-10-14

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
życie jest piękne! (czytano: 256 razy)

 

Jaka szkoda, że “pierwszy raz” jest tylko raz....
....
11.października 2009, godz.4.25, pobudka. Na śniadanie resztki z makaronowej kolacji. Torba ciężka, że diabli – w końcu wszystko jest ważne w dniu maratonu. Magnezy, witaminki, izotoniki, żele – i Bóg wie, co jeszcze...
5:15 podjeżdża Szwagier. Ktoś musi nas “po” wrzucić do samochodu. Bierzemy też Młodego – niech patrzy i się uczy. Ciemno, leje. Nastroje lekko euforycznie- podcięte strugami deszczu. Do Poznania dojeżdżamy około 7.30. Zero deszczu, jak ręką odjął! Dobre miejsce parkingowe, sprawna obsługa w biurze. Idziemy na Expo. Juz akonto nagrody pomaratońskiej kupujemy sobie nowiutkie buciki do biegania krosowego, po górkach, korzeniach i błocie. Mieliśmy taki brak. Cieszymy się jak dzieci. Żadne szpileczki nie sprawiły mi tyle radochy. Potem idziemy do J.Skarżyńskiego, rozmawiamy o maratonie. Zachęca, abyśmy potem przyszli się pochwalić jak poszło, udziela błogosławieństwa.
Nerwy zaczynają swoją pracę. Poganiam P., nie wytrzymuję, chwytam torbę i lecę do szatni. Za chwilę zapłacę za ten pośpiech...Jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy.
Nie ma chipa. No, nie ma. Wywalam wszystko – nie ma. Chwytam numer startowy, torbę, zanoszę ją do depozytu i biegiem do biura. Dają nowy, bez numeru. Ręce mi się tak trzęsą,, że przypinając numer wyginam dwie agrafki. Proszę o pomoc chłopaka z obsługi. Ale obciach...
Teraz wracam przed szatnie i szukam swoich. Nie ma. Nie ma. Nie ma. Klnę pod nosem jak szewc, nie mam komu przekazać kurtki, nie mam komórki, a czas płynie. Zauważam Wojtka, zagaduję do niego jak połamana. Ratuje mnie, kurtkę zabiera Małgosia. Ruszam w tłum na start. Po drodze jakaś chaotyczna rozgrzewka. W końcu docieram i spotykam Młodego, a za nim Szwagra. Szukają P. To zabawa w chowanego jakaś? Zaraz wystrzał. Staję w połowie grupy na 4:15. Odnajduje mnie P., ostanie uściski. Aż mnie zatyka na myśl, że spotkamy się dopiero na mecie, za jakieś 42 kilometry...
Ostanie pogawędki, spotykam paru znajomych blogowych, którzy mnie rozpoznają. To takie miłe niespodzianki...
W końcu wystrzał. Vangelis mnie oszałamia, czuję kluchę w gardle ze wzruszenia. Jestem tu, w tym tłumie, jestem jego częścią. Dam radę.
Pierwsza dycha w godzinę. Równo, miarowo, bezproblemowo. Druga podobnie. Życie jest piękne! Jem banany, banany...piję jak smok. Endorfiny grają, rozmarzam się.... Baloniki 4:15 na wyciągnięcie ręki prawie. Snuję plany “idzie tak świetnie... potem może je nawet wyprzedzę...” Czułam się jak heros – to były cudne chwile i niepowtarzalne. Umysł zmąciła mi ostatnia życiówka na 10km. O naiwności ludzka! Mijam półmetek. Gdzie Szwagier z żelem? Czyżbym go przeoczyła? W końcu widzę go i Młodego, podbiegam, pytam o P. Bałam się o niego. W tygodniu przed maratonem zachciało mu się skakać przez płot - “nie jestem tak stary, aby chodzić na około”. I kolanko spuchło...to zdrowe. Przyznaję, miałam wówczas mordercze myśli...
Szwagier mówi, że dla P. grupa na 4:00 była za wolna i dogonił tę na 3:45. O, matko! A mówiłam “nie szarżuj, to nie bieg na 400 metrów...” Nie posłuchał. Trudno.
Pętla. Patrzę na tych, co już na przodzie. Dosięga mnie doping - “goń Murzyna! goń Murzyna!” A jakże! już to robię...
Trzydziestka. Zegarek pokazuje 3:03. Życie nadal jest piękne. Nie ma żadnych myśli typu: “ to pierwszy i ostatni raz, nigdy więcej!”. Baloniki pod kontrolą. Ale, ale...31, 32...Zaczyna sie od pośladków i przesuwa się w dół.. Co jest? Nie przyjmuję do wiadomości żadnej ściany! Wysłuchałam wszystkich kapel, czas na mój doping z MP3 – Porcupine Tree, Riverside, Linkin Park, Coldplay. Ale sprzęt złośliwie odmawia współpracy. Nie chce się włączyć. I on też przeciwko mnie??? Ból narasta. Zatrzymuję się pierwszy raz, próbuję się “jakby” rozciągnąć. Przychodzi fala skurczów. Idę kilka metrów, ale podnoszę się do biegu. Nie tak przecież miało być. Nie mam PRZEJŚĆ maraton, ale PRZEBIEC. Więc biegnę. Wolniej, ale posuwam się do przodu. Marzenia odpływają razem z balonikami 4:15... A pies je drapał! Najważniejsze dobiec z uśmiechem. Baloniki znikają. Teraz coraz więcej ludzi idzie. Zauważam także, że coraz więcej ludzi mnie wyprzedza. Średnio co kilometr przechodzę do kilku metrów marszu – to taka “marchewka” dla nóg. Niech myślą, że o nie dbam, że taka dobra jestem ... 39-ty kilometr. MP3 zmienia zdanie. I nagle... bez uprzedzenia, bezpardonowo, z impetem ...wyprzedzają mnie baloniki na 4:30. Nieee. Nie tak się umawialiśmy, nie tak. W jednej chwili podejmuję decyzję – nie dam się! Ruszam, rozpędzam się. I gnam. Biegnę najszybciej jak w tym momencie mogę. Tętno dochodzi 191. Wcześniej było jakieś 160-165. Odcinam się od bólu, zaprzeczam mu. Nogi stają się całkowicie moimi poddanymi. Już im nie ulegam. Teraz biegnę duszą, charakterem, wystawiam na największą próbę. Teraz to ja wyprzedzam. Wielka ucieczka. Nic nie czuję poza maksymalną koncentracją, aby nie odpuścić ani na chwilę. Dostrzegam znajomego biegacza, który na różnych zawodach zawsze był przede mną, nigdy nie mogłam go dogonić. Teraz nadeszła chwila rewanżu i dokonała się. Na ostatnim kilometrze. Widzę już metę. Koniec! Koniec!Udało się! Wpadam w ramiona P. i uderzam w płacz. Ze szczęścia. I szczęście to trwa i trwa. Nie do wiary, nie do wiary...Dokonaliśmy tego RAZEM. Pogodziliśmy wszystko. Czujemy wielką moc. Wokół tyle pozytywnej energii. Wszyscy tacy uśmiechnięci, mili. Spotykam guru Skarżyńskiego, który gratuluje i mnie (uwaga!) - w-y-ś-c-i-s-k-u-j-e!
Czasy netto – 4:26:17 – ja. P. 3:53:18.
Życie jest piękne!!!

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


benek (2009-10-14,17:57): GRATULACJE!!!
Foxik (2009-10-14,18:02): to wspaniałe!!! Gratuluję bardzo serdecznie :)
inka (2009-10-14,19:30): "Jaka szkoda, że “pierwszy raz” jest tylko raz...." hi, hi, to samo pomyślałam po moim debiucie :) Dobrze, że się nie poddałaś, świetny wynik
Renia (2009-10-14,19:43): Złamać 4:30 na debiucie to jest coś! Gratuluję świetnego wyniku w wielkim stylu:)
ZBYSZEK1970 (2009-10-15,15:33): Gratuluję debiutu i dobrego wyniku. Kasiu czy rzeczywiście jest tak jak napisałaś kilka tygodni temu ...nic potem nie będzie takie samo... OK, nie pisz. Ze swojego doświadczenia wiem, że tak!
shadoke (2009-10-15,16:16): Gratuluję Kasiu!! Marzenia się spełniają i Ty jesteś tego żywym dowodem:)
Marysieńka (2009-10-18,07:02): Kasieńko...wielkie brawa..gratuluję:))))
wiosna (2009-10-18,20:22): Zazdrość to sraszna przywara.Zazdroszczę, zazdroszczę, zazdroszczę....odwagi i cieszę się okropnie.
kokrobite (2009-10-19,12:04): To jest piękne :-))) I jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze... :-)
Hepatica (2009-10-22,23:06): Ponieważ chyba jeszcze nie zdążyłam??:))), więc czynię to dopiero teraz:) GRATULUJĘ!!!!
fog (2009-10-26,11:57): Spóźnione, ale bardzo serdeczne GRATULACJE!!!







 Ostatnio zalogowani
cinekmal
14:57
drago
14:56
benfika
14:33
biegacz54
14:28
mirko10
13:56
cierpliwy
13:44
Grzegorz Kita
13:04
Wojciech
12:52
młodyorzech
12:37
henry
12:25
Tomek71
12:20
kostekmar
12:03
JW3463
12:03
marynarz
11:54
Stonechip
11:47
1223
11:39
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |