2008-11-24
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| bieganie po lodzie (czytano: 134 razy)

po 24 km w niedzielę postanowiłem dać sobie trochę taryfy ulgowej,dzi¶ 8 km po 5'20 plus porz±dna sesja rozci±gania. Podczas biegu po raz pierwszy w tym roku poczułem igiełki w gardle,mrozek chwycił porz±dnie chyba. Przypomniał mi się przy okazji patent na oddychanie opisany w jednym z biegowych magazynów - oparcie języka na podniebieniu i o górne zęby. powietrze opływa wtedy język i leci bokiem, ogrzewaj±c się w większym stopniu przed wizyt± w płucach. wypróbowałem i chyba to działa w jakim¶ stopniu ale trzeba się przyzwyczaić - pojawia się wrażenie jakby powietrza było mniej.
nie wiem również czemu jestem lewooziębły - lewa dłoń a konkretnie palce drętwiej± mi z zimna a prawa w ogóle nie reaguje na zimno. poza tym 2,5 godziny przed treningiem zjadłem mięsny obiad i to zaowocowało protestami żoł±dka i wydawaniem różnych niedyplomatycznych odgłosów na trasie. normalnie nie jem mięsa,jednak w my¶l chińskiego przysłowia - jestem wegetarianinem, więc jem mięso - czasem się skuszę. teraz wiem, że po mięchu co najmniej 3,5 godziny do treningu.
no i lodem pokryty jest spory kawałek mojej ¶cieżki treningowej. zwalnianie,skręcanie,przeskakiwanie drażni trochę. mam nadzieję że w radomiu będzie mały plusik na termometrze.
ogólnie dyskomfort, jak to w poniedziałek.ale przynajmniej muchy nie wpadaj± do oka:)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |