Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [2]  PRZYJAC. [91]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Tomasz Ławniczak
Pamiętnik internetowy
"we all fall down once a while"

Tomasz Ławniczak
Urodzony: 1982-11-06
Miejsce zamieszkania: Poznań
330 / 401


2010-06-21

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Zakopane "na chłodno" (czytano: 491 razy)

 

Pomysł wystartowania w biegu na Kasprowy Wierch pojawił się zaraz po pierwszym biegu górskim… i zaraz (czyli następnego dnia) się zapisałem. Później były jeszcze Jedlina i Ślęża. Ten drugi o tyle dobry, że trochę „zasmakowałem” biegania po kamieniach, ale rzeczywiście Ślęża to pagórek przy Kasprowym;)

Pomysł ten dwukrotnie ciut się komplikował. Pierwszy raz gdy skręciłem stopę, a drugi gdy „niechcący” zrobiłem ultra 90km tydzień wcześniej. Dużo ryzykowałem przeciążając organizm. Ten na szczęście jakoś zniósł moje fanaberie i pozwolił mi stanąć na starcie. Choć tak różowo to nie było. Mimo posiadania już bardziej „górskich” butów biegowych cały czas bałem się o stopy. A i kolano postanowiło pokazać pazurki że za dużo od niego wymagam.

W sumie dobrze że nie wiedziałem jak wygląda trasa na szczyt. Dobrze też że była mgła. Kiedy już byłem na trasie szczególnie powyżej Myślenickich Turni nie było odwrotu bo o zejściu po kamieniach nie było mowy, trzeba było mimo wszystko dotrzeć na szczyt. Co w wyniku mojego nie przystosowania do takich wysokości i lęku wysokości nie było takie proste. Płuca się „zablokowały” a głowa zawirowała. Nie było przyjemnie, a im wyżej tym bardziej było pionowo i kamieniście. Każde 100m potrafiło być tak długie jak nigdy. Na szczyt dotarłem, przeżyłem, nigdzie nie spadłem… to chyba dobrze, bo był moment że mną zachwiało na tyle mocno że ratowałem się „prawie położeniem się”. Ze szczytu do stacji kolejki prowadzą kamienne schody. Koledzy biegacze musieli mnie sprowadzić za rękę, bo nie byłem w stanie zejść tak mi niedobrze było.

Trochę zostałem skarcony za przejście z łatwych Koszalina i Jedliny na bieg dosyć mocno ekstremalny. Nie potrafię biegać po kamieniach, płuca nie dają rady przy takim wysiłku, w ogóle jakoś tak mieszane mam uczucia po tym biegu. Nie wiem, może to nie jest miejsce dla mnie. Czeka mnie dużo pracy, jeśli będę chciał dogonić ścigaczkę Madzię ;)

Ogólnie mieliśmy szczęście że wbiegaliśmy w sobotę a nie dzień później. Ogólnie padało cały weekend ale gdy wbiegaliśmy przestało. A później lało lub padało już prawie cały czas. W takich warunkach trochę pobiegaliśmy jeszcze pod górę następnego dnia rano.

Innych głupich pomysłów już nie mam na razie. Bo stopy wymagają trochę spokoju. Mimo wszystko ostatnie 3 tygodnie były niesamowite i niezapomniane. Choć z sobotniej wspinaczki jakoś tak niewiele pamiętam ;P Dziwne to ale widocznie było za ciężko dla mojej łepetyny i „flight recorder” się wyłączył ;D

PS. Pewne negatywne przemyślenia zachowam dla siebie.

PS2. W pracy zauważyłem trochę więcej mocy przy wchodzeniu po schodach;)


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


Aga Es (2010-06-22,08:19): Takie schody przy Kasprowym to teraz jak z górki;-)
Marass (2010-06-23,16:54): Duży, duży szacun, ze tę w nogach potęgę i za w głowie moc!







 Ostatnio zalogowani
p5ychol
03:57
Pędziwiatr
02:53
Piotr100
23:40
mandos
23:38
romelos
22:53
Michał
22:12
anielskooki
22:07
jantor
21:46
Borrro
21:41
staszek63
21:35
BonifacyPsikuta
21:34
mittwoch1
21:32
akforce
20:50
szopinho
20:49
krzybocz
20:43
42.195
20:42
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |