2014-06-09
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Bieg 10 km Mrzeżyno - Trzebiatów 7.06.2014 (czytano: 462 razy)

Kiedy dobiegłem już na metę biegu na trzebiatowskim stadionie ,wyłożyłem się na trawie stadionowej i po ochłonięciu zacząłem się zastanawiać , o czym napiszę
w relacji z biegu - nic szczególnego nie wydarzyło się w trakcie imprezy- będzie więc normalnie.
To już trzeci mój udział w tym biegu.Po licznych wpadkach organizacyjnych w zeszłym roku niechętnie tu jechałem.
Moja obecność była spowodowana rungryfową klasyfikacją.
Od początku byłem wyczulony na niedociągnięcia organizatorów - ale wszystko przebiegało jak należy ..... z wyjątkiem pogody.
Było bardzo upalnie , słońce grzało z...biście, niewielki wiatr w plecy ,praktycznie nieodczuwalny.
Ale od początku - autokary dowiozły biegaczy na start do Mrzeżyna .
Pojechaliśmy taktycznie pierwszym autokarem -spokojnie ogarnęliśmy biuro zawodów, potem wspólne rungryfowe zdjęcie od tyłu w imiennych koszulkach klubowych, wymiana doświadczeń przy wodzie :),nowe znajomości,rozgrzewka
i start.Łukasz widząc nową koleżankę w długich spodniach pożyczył jej swoje zapasowe krótkie spodenki, aby się nie ugotowała na trasie.
Przy takiej pogodzie zawsze biegnę z butelką z wodą, ale tutaj jak zwykle butelkę dostałem po 4 km od kuzyna w Trzebuszu. Już wcześniej zaczynałem żałować ,że nie mam z sobą wody, do Trzebusza zero cienia i samopoczucie
coraz gorsze.Mimo to byłem zdumiony ,że na 4 km mam czas 16:23 ,ale ten odcinek był b. płaski.
Pozyskana woda (prosto z lodówki) dodała mi skrzydeł niczym redbull z reklamy i pojąc się oraz polewając biegłem w lepszym nastroju.
Niestety dalej "gubiłem" zaoszczędzony czas na podbiegach,
a i słońce dawało się coraz bardziej we znaki.
Ok. 6 km zaczęła się wyłaniać z za widnokręgu wieża
trzebiatowskiego kościoła - co zaczęło napawać mnie zrozumiałym optymizmem,bo pierwszy raz w tym roku zacząłem sobie zadawać pytanie już na początku trasy
- co ja tutaj robię?Na szczęście w mieście prawie cała trasa w cieniu i można było finiszować o ile ktoś miał jeszcze siły.Szkoda tylko ,że w mieście tak mało kibiców ,
a to moje rodzinne miasto, i może dzięki kibicom wyciągnąłbym jeszcze trochęmocy z organizmu.
Lubię końcówki na stadionie ,bo przynajmniej
finiszuje się po płaskim.Ostateczny czas 43:17 - najsłabszy na 10 km w tym roku- pogoda zrobiła swoje .
Pod prysznicem spotkałem biegacza ,który biegł tu trzy lata temu.
Stwierdził, że dzisiaj to lajcik, wtedy asfalt topił się pod butami.
Potem posiłek regeneracyjny- zupa pomidorowa - po zawodach wszystko smakuje jak z najlepszej restauracji.
Musieliśmy zostać na dekoracji bo Łukasz zajął 1 miejsce wśród trzydziestolatków.
Wszyscy nagrodzeni do podium musieli dojść po czerwonym dywanie przybijając piątki małym piłkarzom - niektórzy mieli z tego niezłą frajdę.
Największym przegranym biegu był Maciek ,ze stratą ok. 4 min. w stosunku do przeciętnej i zajął dopiero 6 m-ce w klubowej klasyfikacji - z tej racji opatrzność obdarzyła go szczęściem w losowaniu nagród - wygrał bidon oraz smycz :).Dobrze ,że miałem mniej szczęścia bo
wkurzyłbym się nabywając kolejny bidon.
W zasadzie do organizatorów miałbym tylko 2 zastrzerzenia , o brak informacji w regulaminie potrzebnych nowym biegaczom, o dowozie na miejsce startu i o autobusie szatni.
Na mecie byli biegacze,którzy pozostawili swoje samochody w Mrzeżynie i pytali się jak teraz do nich dotrzeć.
Na koniec- jestem zdumiony ,że wyciągnąłem tyle tekstu- i pomyśleć ,że jeszcze w liceum miałem
zawsze problem ze zbyt krótkimi wypracowaniami z polskiego.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |