2014-05-26
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| 12 Bieg Wenedów 25.05.2014 (czytano: 767 razy)

Niedzielny poranek nie nastrajał optymistycznie -słońce,żadnej chmurki, a w południe przewidywane 23 st.
Biegłem w Koszalinie przed dwoma laty-żar lał się z nieba
-30 st. w cieniu,więc rzecz jasna nie straszna mi była aktualna pogoda biegowa.
Tym razem start i meta w parku koło amfiteatru zamiast na aktualnie remontowanym placu ratuszowym co wyszło na dobre ,bo było gdzie poczekać przed biegiem, rozbiegać się i odpocząć po.
W pakiecie bez niespodzianek czerwona koszulka techniczna(mam już w domu kilka do rozdawania).
Rungryf poza mną reprezentowali Maciek,Tomek ,Mariusz i Romek.
Trasa biegu to 4 x 2,5 km pętla - niestety 60% pod górkę i 75% w słońcu.
Jak zwykle na pierwszych kilometrach pobiegłem za szybko,
kilometry na trasie niestety nieoznaczone i tylko co 2,5 km na zegarze przy mecie mogłem kontrolować moje tempo.
Po pierwszych kilometrach i pierwszych przetasowaniach biegłem w grupie biegaczy z podobnym napędem.
Szczególnie upatrzyłem sobie jednego zielonokoszulkowca o wyglądzie pakera z którym początkowo wymieniałem się na prowadzeniu, jednak potem trzymałem się go twardo jakieś 20 m z tyłu.
Pod koniec ostatniej pętli przyspieszyłem o dziwo doganiając kolegę .W ostatni zakręt przed metą wpadliśmy razem i ambitnie postanowiłem go zostawić za sobą.
Poprzedni finisz był pod dużą górkę na plac ratuszowy - tym razem było odwrotnie tak jak lubię, miałem z kim się ścigać i wykonałem 150 metrowy b.szybki finisz - dawno już czegoś takiego nie widziano w moim wykonaniu- zadowolony z siebie zaliczyłem czs 42:46 ,a kolega sympatyczny był 5s za mną.
Na mecie stwierdził , że właściwie nie jest biegaczem ,tylko faktycznie pakerem.
Medal ciężki, odlewany bardzo porządny(poprzednio blaszana wytłoczka- zniechęciła mnie do przyjazdu w zeszłym roku)
Niezmasakrowany w dobrej formie byłem w stanie od razu samodzielnie odpiąć czip .(czasami zdaję się na wolontariuszki).
Na deser jako posiłek regeneracyjny 2 naleśniki z serem-uznanie dla organizatorów za wyłamanie się od tradycyjnej grochówki.
Koledzy klubowi zdaje się również zadowoleni z biegu.
Jedyny duży minus organizacyjny to tradycyjnie brak pryszniców.
Dość szybko pożegnałem się z kolegami bo wcześniej zakupiłem nową kosiarkę i spieszno mi było zrobić porządek na zapuszczonym trawniku przed domem.
Moja lepsza połowa też wyjechała ,tylko w przeciwnym kierunku , a że nie pała sompatią do mojego biegania to może będzie miała lepszy nastrój widząc , że coś zrobiłem dla domu.
P.S. Przyjechała wieczorem, trawniki zobaczyła następnego dnia -Dlaczego skoszona trawa taka wysoka (6 cm )-stwierdziła -proza życia z lepszą połową.
Przeglądając oficjalne wyniki zauważyłem ,że byłem 4 w swojej kategorii- co tak naprawdę nic nie znaczy ,szybsi po prostu nie dojechali
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |