2018-02-04
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Wilcze Gronie 2018 (czytano: 1388 razy)

Kolejny sylwester przeszedł do historii, rok 2018 to już fakt. Każdy snuje nowe plany życiowe, a w przypadku nas”zarażonych” bieganiem, plany biegowych podbojów. W moim przypadku ten rok zaczynam tak jak zakończyłem poprzedni. Jak? ano w górach. Po zaszczepieniu we mnie bakcyla górskiego biegania w grudniu, postanowiłem i¶ć za ciosem i zapisałem się na Wilcze Gronie w Rajczy. Nie traktuję tego startu jak kiedy¶ na ulicy z parciem na życiówkę, bo nie miejsce i czas na to. To ma być kolejna, może troszkę szybsza wycieczka górska w klimacie zawodów. „Wilcze” zawsze przyci±gały wielu Harpaganów, więc i tym razem nie brakowało mi towarzystwa (przynajmniej na starcie, bo potem poszli jak strzała pod górę). Po
odebraniu pakietów startowych (a raczej numerów z agrafkami i foli±) ustawiamy się do kilku fotek i na start. Dwa pierwsze km to bieg po drodze asfaltowej, większo¶ć gna na złamanie karku, żeby wywalczyć jak najlepsz± pozycję przed podej¶ciem pod górę. Mnie nie ¶pieszno, prawie na końcu stawki spokojnie sobie biegnę (uważaj±c, żeby nikogo nie zahaczyć kijkami) mobilizuj±c siły na pierwszy podbieg. Już po kilkudziesięciu metrach było widać, że parę osób przesadziło z tempem na pocz±tku, bo ku mojemu zdziwieniu wyprzedzam parę osób, które już maszeruj±. Po kolejnych kilkudziesięciu metrach sam muszę maszerować, bo góra uczy pokory, oddech przy¶piesza, tętno ro¶nie. Kontynuuję „natarcie” na szczyt góry. Sił nie brakuje, a i głowa pracuje bardzo dobrze. Im wyżej tym ładniejsze widoki się ukazuj±, lecz niestety nie czas na podziwianie krajobrazu, bo trzeba się koncentrować na tym co pod nogami (góry to nie gładziudki asfalt), a ja muszę niestety uważać na moj± „szalon±” nogę. Pierwszy podbieg dał popalić, ale jako¶ poszło potem trochę po płaskim, małe pogaduchy z innym biegaczem i kolejny podbieg. Gdzie się dało starałem się „podgonić”, to co traciło się na podej¶ciach. Ostatnie kilometry to już zbieganie .Na dwa kilometry przed met± już słychać spikera, a za chwilę moich kibiców na dole. Uff jak fajnie, że to już koniec pomy¶lałem i to mnie zgubiło. Ostatnie ostre zbieganie. My¶lałem, że się nigdy nie skończy. Stromo, kamienie i tak ¶lisko, że nie dało się miejscami ustać na nogach i parę metrów praktycznie zjechałem na tyłku. Jest, wreszcie ostatnia prosta. Dobrze, że było lekko zmrożone podłoże na górce i nie było błota, bo jak się gnało na ostatnich metrach to już z pełnym ryzykiem. Oczy lekko mi się zaszkliły” z rado¶ci, że dałem radę te 15 km bez problemu przebiec. Kibice dr± się w niebogłosy to nie można ich zawie¶ć :0)
Meta zdobyta, medal odebrany (niestety marnusi ten medal) ciepły poczęstunek i do domku.
Cóż z tego, że dwa dni nie mogłem normalnie się poruszać, co z tego, że nogi nie chciały współpracować schodz±c ze schodów, skoro ten wysiłek daje tyle rado¶ci. Teraz już wiem, że ten rok będzie rokiem gór i górskiego biegania. Plany już się snuj±, co¶ tam zaznaczam w kalendarzu. Oby tylko zdrowia nie brakowało :0)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |