Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [3]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
wezyr
Pamiętnik internetowy
READY, STEADY, GOooooo!

Mariusz Filipowicz
Urodzony: 1971-11-06
Miejsce zamieszkania: Gdynia
4 / 10


2011-12-18

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Jak to zwykle bywa, życie weryfikuje plany. (czytano: 1505 razy)



Po lekturze „Biegania metod± Danielsa” , grzecznie zarejestrowałem się na li¶cie startowej Maratonu Dębno (15.04.2012) i rozpocz±łem 24-ro tygodniowy plan treningowy do maratonu (typ A). Przypasowała mi ta kniga, bo nie lubię i nie mierzę nigdy pulsu podczas treningów a tym bardziej zawodów. Wolę biegać „na samopoczucie”, kontroluj±c dokładnie tempo. Do tej pory stosowałem treningi specjalistyczne na wyczucie, opieraj±c się na metodzie „prób i błędów” i my¶lę, że osi±gałem - co prawda - zamierzone cele, ale okrężn± drog±. Pod koniec listopada zapisałem się na połówkę ¦w.Mikołaja w mateczniku Ojca Derektora, wpisuj±c ten bieg w sesję BD (długiego wybiegania). Planowałem w miarę spokojne, równe tempo 5:00 i ćwiczenie silnej woli, nie daj±c się porwać duchowi rywalizacji. Rozpocz±łem też budowanie bazy (FAZAI) zgodnie z planem a wszystkie tygodnie rozpisałem dokładniusieńko w kalendarzu i nie było żadnego, „że to, że tamto”, że deszcz, że duje, tylko buty na giczały i dawaj w ciemn± otchłań. Wszystko szło fajnie, same spokojne wybiegania w tempie 5:04, kilka 30-sto sekundowych przebieżek, ……………………dopóki wszystkiego szlag nie trafił. Przepadło wpisowe 95 zeta na Mikołajowe wybieganie, przepadł misternie zaprogramowany trening, a na horyzoncie pojawił się wróg numer 1 – cholerne shin splints. Wiem, że przegi±łem z objęto¶ci±, nie wyczułem granicy i muszę zapłacić frycowe. Do tej pory robiłem tygodniówkę 65 -70 km, a w przygotowaniach do Dębna założyłem maxymalny, tygodniowy przebieg – 100km (bo tak mi się łatwiej liczyło, bez przecinków;))). Więcej, zwykle biegałem pięć dni/tydz., ale nie, co tam, ja nie dam rady?, zacz±łem robić 6 treningów a w głowie już szwendały się my¶li o siedmiu dniach. Obecnie kończy się trzeci tydzień bez biegania, dosłownie roznosi mnie od ¶rodka i jutro nast±pi dzień prawdy, pęknie dyszka. Jako¶ wytrzymałem te trzy długie tygodnie. W pierwszym nie robiłem dosłownie nic, noga naparzała mnie nawet podczas chodzenia, szczególnie rano. W drugim zacz±łem wzmacniać mię¶nie łydy, rozci±gać, dorzuciłem kijek do masowania i ból odpu¶cił. Tylko podczas prób przebiegnięcia się np. na drug± stronę ulicy odczuwałem jeszcze dyskomfort. Trzeci tydzień to już luzik, czuję jedynie lekki ból gdy naciskam to miejsce ok. 10 cm powyżej kostki, po wewnętrznej stonie piszczela. Plan 24-ro tygodniowy przeszedł do historii, ale od jura wdrażam 18-to tygodniowy, bo Dębna raczej nie odpuszczę. Jedynie zakładany wynik, poniżej 3:20, być może będę musiał zweryfikować.

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora







 Ostatnio zalogowani
Rychu67
18:45
Grzegorz Kita
18:42
Stru¶ Emu
18:06
kos 88
17:26
Bartu¶
17:19
suchciel
17:13
eldorox
17:12
Mr Engineer
17:12
agajagoda
16:43
Admin
16:40
Wojciech
16:39
Raffaello conti
16:15
JACEK W.
16:10
biegacz54
15:50
wujotem
15:30
ProjektMaratonEuropaplus
15:24
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |