2014-05-28
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| TRAGEDIA NA ORLENIE (czytano: 1651 razy)

Relacja z ORLEN MARATON 2014
Start w Rzymie wyszedł ¶rednio dobrze więc głupio pomy¶lałem sobie , że Orlen też powinien być przyzwoity i…… zacznijmy od pocz±tku.
Przyjechałem do Warszawy autobusem i umówiłem się z Jasiem Nartowskim na Nowym ¦wiecie.
Jak w 2013 –tym również i w tym roku Orlen zorganizował przebieżkę na 5 cz 6 km-ów. Pokazała się też Andrzej Brzozowski i mnóstwo różnych innych znajomków. Pogoda słoneczna ale nie za gor±co, nastrój dobry. Przebiegli¶my to na zasadzie ; przeku¶tykać i pogadać. Było fajnie. Nic nie wskazywało że co¶ może być nie tak. Zjedli¶my pastę , podobnie jak w zeszłym roku SSUUPPEERR. Orlen nie oszczędza na takich imprezach. Pojechałem do Jasia i u niego nocleg. W dalszym ci±gu wszystko OK. Wyspałem się wystarczaj±co, pobudka o 6 ,lekkie ¶niadanko, chwila relaksu i wyjazd na start. Znowu wszystko OK. Wchodzimy do stref ,,,żadnych oznak dołka. Przemówienia, helikoptery, konfetti, TV, VIP’y w dalszym ci±gu super. Sygnał startowy, biegnie się do¶ć fajnie . My¶lę sobie głupkowato że może wyj¶ć fajny wynik i feralny start na orlenie w 2013 przejdzie do odległej i nieprawdziwej historii…
I tak było do 21 km’a… Po przekroczeniu pomiaru na połówce co¶ się stało w organizmie . Dostałem od niego sygnał…..
DOBREGO WYNIKU DZISIAJ NIE BĘDZIE…
Jeszcze w swojej głupocie się łudziłem. Co on tam wie ? Poradzę sobie . Walczyłem z własnym ciałem ale kolo 30 km’a złudzenia mnie opu¶ciły… pozostało pytanie …Czy się wycofać ? Czy pielgrzym ?
Kryzys za kryzysem..Ale nie takie zwykłe kryzysy jak dot±d… Mieli¶cie kiedy¶ przed oczami mroczki lataj±ce bez kontroli i porz±dku ? No to wła¶nie mnie to dopadło.. Każda próba przyspieszenie kończyła się gwałtownym przyspieszeniem tętna i bł±dzeniem na granicy omdlenia…
Tu jest miejsce na podjęcie decyzji o zej¶ciu z trasy…. Zej¶ć czy nie zej¶ć ? Oto jest pytanie…
Przemęczyłem do 40’go a ostatnie 2 przebiegłem i na mecie straciłem poczucie rzeczywisto¶ci..
Nie zemdlałem… Ale targało mnie i obcięło mi patrzenie na 30 stopni…. Dobr± godzinę dochodziłem do siebie….
Jasiek od 25 minut był już na mecie…
Wyszło 4:24 do dupy ale przeżyłem….
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |